Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Spowiednik kapłanów

Dziennik spowiednika

Ksiądz I

Ostatnia spowiedź - miesiąc temu

Ostatnia pokuta - odprawiona

Grzechy:

- nie utrzymał postu (mięso w piątek)

- przeklinał językiem i umysłem

- kłócił się z bratem

Pokuta:

dziesiątka różańca świętego

Ksiądz II

Ostatnia spowiedź - miesiąc temu

Ostatnia pokuta - odprawiona

Grzechy:

- nie utrzymał postu (mięso w piątek, na obiad była karkówka)

- przeklinał

- nie zmówił pacierza przez tydzień z powodu lenistwa (rano i wieczorem)

Pokuta:

różaniec w intencji za dusze w czyśćcu cierpiące

Ksiądz III

Ostatnia spowiedź - dwa tygodnie temu

Ostatnia pokuta - odprawiona

Grzechy:

- nie uczestniczył we mszy świętej (udawał chorobę)

- przeklinał

- miał brudne myśli wobec kucharki

- masturbował się

- chwilami nie wierzył w wielkość Boga

Pokuta:

uczynić rachunek sumienia (dobra i zła) i pomodlić się o Bożą pomoc

Ksiądz IV

Ostatnia spowiedź - miesiąc temu

Ostatnia pokuta - nie odprawiona

Grzechy:

- masturbował się

- złorzeczył myślą proboszczowi

- miał złe myśli względem uczennicy

- przeklinał

- nie utrzymał postu

- nie odprawił jutrznij

Pokuta:

Zachować czystość ciała i myśli do następnej spowiedzi

***

Zabrzmiały dzwonki. Klerycy wstali, a po chwili przed ołtarzem stał kapłan oraz służba złożona z wybranych na dziś kleryków. Przyklękli przed ołtarzem, potem skłon. Kapłan podszedł do miejsca przewodniczenia, zaś pozostali na swoje miejsca. Wszystko jak zawsze, jak w zegarku. Jak w teatrze, każdy z wyuczoną rolę.

Spowiednik, wyszedł po chwili z konfesjonału i dołączył do wiernych, w tej roli klerycy trzeciego roku seminarium. Wszystkich osiemnastu młodych mężczyzn, z miłością w oczach wpatrywali się na ołtarz oraz z wiarą wsłuchiwali się w każde słowa celebransa.

Kaplica seminaryjna miała zawsze jakąś inną, specyficzną energię myślał spowiednik. Jakby była jedynym miejscem, gdzie Bóg jest bo tego chce, a jego działania nie są przymusowe. Wielki obraz olejny na środku ołtarza, na środku kaplicy. Obraz Jezusa, tak bardzo fałszywy jak szczerość wygłaszanej teraz homilii. Nie ważne, że daleki od prawdy. Ważne, że są prawdziwe. Prawda, za takie je w końcu uznaliśmy.

W zasadzie, to już była połowa roku seminaryjnego. Każdy z nich, myślał jedynie o zdaniu egzaminów, oraz czy dostaną te trzy godziny, w której ze szkół.

Główny celebrans uniósł Najświętszy Sakrament, każdy z kleryków, patrzył na niego jak pieniądze. Niezwykłe pieniądze. Nie kolejne pieniądze przelane od rodziców, nie jak prezent od dziadków, nie jak mały podarunek od zaprzyjaźnionego kapłana. Patrzyli jak na wypłatę za przeprowadzone lekcje religii. Ich własne, pierwsze zarobione pieniądze za to, za co kochają. Za mówienie o tym, kto ukształtował im życie i o tym, o kim będzie ich dalej kształtował.

Po skończonej mszy świętej, spowiednik wrócił do swojego pokoju. Położył się na plecach, na łóżku. Leżąc na wznak, wpatrując się w sufit zbierał i palił w swojej głowie wszelkie myśli i wspomnienia ostatniej spowiedzi.

W ten sposób godzina, może trochę więcej. W każdym bądź razie, była trzynasta. Godzina trzynasta w niedzielę. Idealna pora by zjeść obiad. Jak zawsze, przeszedł cały budynek seminarium aby trafić do jadalni i zjeść posiłek.

Długie ławy, białe obrusy, krzesła drewniane przykryte białym materiałem. Ściany już dawno nie były białe. Podłoga od zawsze, była z brązowych, przypominających kamień płytek. Gdy minął próg dwustronnych drzwi, zobaczył przy jednym stole, pięciu jedzących zupę kapłanów. Spowiadał każdego z nich, jednego nawet dziś

Spojrzał w drugą stronę i zobaczył obiadowy szwedzki stół. Dwa szybkowary z zupą. Jedna z rosołem, druga z czerniną. Potem, były młode ziemniaki, frytki, schabowy, surówka z pora oraz kapusta kiszona. W samym rogu puste szklanki i dzbanki z kompotem ze śliwek.

Nalał sobie rosołu i usiadł kilka stołów od grupki znajomych. Gdy usiadł, a odsunięte krzesło wydało swój dźwięk, pozostali kapłani zauważyli go. Udowodnili to, ściszając swój głos.

Z czasem, w zasadzie z każdym kęsem posiłku, zjawiali się kolejni księża, klerycy goście kolejnych prelekcji, uczestnicy szkół ceremonialnej. animatorskiej oraz kantorskiej. Gdy wychodził po posiłku, minął skromną grupę pieszych pielgrzymów, którzy mieli być tylko ostatecznym uzupełnieniem ostatecznego gwaru i wszechobecnej przeciwności pierwotnej ciszy panującej w jego umyśle.

Po obiedzie, wrócił do kaplicy. Była pusta. Wszedł do środkowej ławki, uklęknął i zaczął się modlić.

- Boże, mój drogi. Zlituj się na moją duszą. Przynieś mi spokój duszy. Boże, proszę cię. Pomóż mi. - Wyciągnął różaniec i zaczął się modlić.

- Szczęść Boże - usłyszał nagle ściszony głos obok siebie, był gdzieś w połowie czwartej dziesiątki. - Czy jest szansa na spowiedź?

- Co? - powiedział zaskoczony, jakby wyciągnięty z transu. - A tak..tak.. - spojrzał w kierunku głosy. Jego twórcą, był dość wysoki chłopak, jednak nie był klerykiem. - Poczekaj chwilę, pójdę tylko po stułę. - Podszedł do konfesjonału, chwycił zawieszoną stułę, pocałował krzyż na jej środku i założył. Wrócił do ławki. Oboje wykonali znak krzyża zaczynając spowiedź.

- Ostatni raz u spowiedzi, byłem miesiąc temu…w sumie może bardziej półtora, jak była ostatnia formacja animatorów. Jestem uczniów klasy czwartej liceum. Zgrzeszyłem następującymi grzechami. Kłamałem, kłóciłem się z rodzicami, kupiłem młodszemu znajomemu alkohol. Proszę księdza…czy możemy porozmawiać?

- Tak. Oczywiście.

- Chodzi…- milczał przez dłuższą chwilę - chodzi o to, że…chce kogoś zabić.

- Nie mogę cię rozgrzeszyć z grzechu, którego nie popełniłeś. Jednak, powiedz mi, dlaczego i kogo chcesz pozbawić życia?

- Chodzi o mojego brata…on… - W tym momencie do kaplicy wszedł siwy już kapłan.

- Milczewski. Dołączyć do grupy, w tej chwili! - powiedział twardym, stanowczym głosem.

- Trwa spowiedź - odpowiedział spowiednik.

- Trwa lekcja, na której tego młodzieniec musi uczestniczyć. Po ostatniej sytuacji, jest na wylocie, więc tym bardziej musi się na niej pojawić.

- Rozgrzeszę go tylko - spowiednik podniósł dłoń, aby wykonać znak krzyża. Spojrzał na chłopaka, w którego oczach widział pustkę i smutek. - Pan odpuścił tobie grzechy, idź w pokoju.

Puknął w ławę. W odpowiedzi chłopak wstał i wraz z księdzem odszedł z kaplicy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania