Spowiednik (kontynuacja II)
II
Ja postanowiłem uciec gdy to wszystko się zaczęło. Zamknąłem się w klasztornych murach i nie planowałem wyjścia do ludzi. Wstawałem i zaczynałem codzienne prace kościelne. Spędzałem długie godziny w kaplicy na modlitwie. Upajałem się ciszą i spokojem. Codziennie tak samo. Nieświadomie stworzyłem swój własny schemat. Często płakałem nad własnym tchórzostwem. Wiedziałem, że jestem zbyt słaby, by wyjść i coś zmienić. Siedziałem i godzinami gapiłem się w ścianę myśląc nad reformami, które ułatwiłyby nam życie. Sufit był dla mnie kartką, którą codziennie pokrywały miliony nowych myśli. Uciekłem od szarego świata i wpadłem w jeszcze większą ciemność. Dni mijały, a ja przeciętniałem. Pozbyłem się ambicji i marzeń. Pragnąłem odejść do tego lepszego świata. Tylko, czy ten świat istnieje? Co, jeżeli jest tylko iluzją? Obietnicą, zachętą, że jeśli my będziemy dobrzy i grzeczni to dostaniemy klucz do tego świata? Jest to rzecz, na którą odpowiedź chciałbym bardzo poznać. Jednocześnie pragnę przekonać się o tym osobiście, a nie usłyszeć prawdę od kogoś innego. Żyłem, ale moja egzystencja nie byłaby warta nawet marginesu w uczniowskim zeszycie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania