Spóźniony pociąg do nieba
Gdyby Bóg istniał musiałby być piękną kobietą,
a może niezbyt…
Za to miałaby wiecznie chłodne ręce
I w kieszeniach płaszcza chowałaby jedzenie dla wróbli.
Nie potrafiłaby przejść obok cudzego płaczu
Musiałbyś objąć ją w pasie i mocno
Odciągać od psa, którego potrącił samochód tam dalej
Bliżej, jej oddech…
… rwałby się na naszych oczach i spękanych ustach.
Gdyby Bóg istniał i byłby kobietą, jej rozemocjonowany głos kruszyłby się w pył…
I pytałaby gdzie jest
Kurwa mać
Zapałka.
Lekarstwo.
Litość.
Pies leżałby martwy na asfalcie.
Bliżej.
Dalej, w smudze deszczu stalibyście; ty i Bóg.
I mówiłaby ci, że nie wierzy, nie wierzy już w niebo
I patrzylibyście raz w swoje oczy
A raz w oczy psa
I drżałyby wam palce i
Głos i ramiona.
I patrzylibyście raz w swoje oczy, a raz w oczy psa.
Wasze spojrzenia spotkałyby się pierwszy raz na przejściu dla pieszych
Rozmawiałyby chwilę, bezgłośnie, w hałasie klaksonów i wiatru
Gdyby Bóg istniał byłaby
Piękna, zmęczona, potargana i podałaby ci
Ogień.
Wiesz.
Niewielki. Ciepły. Nieswoim szeptem, jakby zza szyby
We mgle.
Kosmyki lepiłyby się jej do policzków, policzki do wspomnień
I odeszłaby, ale odwrócilibyście się. Oboje.
Zatrzymalibyście się. Złączylibyście się
Cieniem.
Znaczone karty tarota, stara, zdarta talia, niepewnie rozdana…
Układalibyście ją w czas
Napisalibyście
Wieczność brudnego nocnego peronu od nowa.
Gdyby Bóg istniał milczelibyście
W łóżku.
Bardzo długo.
Gubilibyście się w obcych miastach bez mapy
Gbyby Bóg istniał, zapłakanymi oczami błagałaby Cię o wiarę.
Komentarze (2)
Jest w tym jakiś pomysł na antropomorfizację koncepcji boga, przy jednoczesnym wpisaniu w jego personę typowo ludzkiej bezradności i poczucia niemocy, ale tego rodzaju mnie nie przekonuje, bo jest raczej efekciarskie, niż wykreowane w taki sposób, by stanowiło żywe, emocjonalne doświadczenie.
Bóg jest
Mówię do niego codziennie
A on słucha
I to wystarczy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania