Sprawiedliwość według tirowca
Gdyby spróbować ułożyć listę współczesnych profesji, które budzą w narodzie emocje dorównujące wyborom prezydenckim czy skokom narciarskim to kierowcy ciężarówek, potocznie i nieco protekcjonalnie zwani tirowcami, zajęliby w niej ścisłą czołówkę. Dla jednych są oni cichymi bohaterami, dzięki którym w sklepach nie brakuje świeżych bułek, papieru toaletowego i najnowszych telewizorów. Dla innych, królami autostradowej prowokacji, którzy potrafią w ciągu jednej sekundy zniszczyć psychicznie nawet najspokojniejszego kierowcę samochodu osobowego.
Przeciętny użytkownik drogi patrzy na ciężarówkę jak na wielką, niewygodną przeszkodę, która pojawiła się na jego drodze wyłącznie po to, by popsuć mu średnią prędkość jazdy. Tymczasem z perspektywy szoferki ciągnika siodłowego świat wygląda zupełnie inaczej. Tam, trzy metry nad ziemią, panuje własna logika, własny kodeks honorowy i specyficzne poczucie sprawiedliwości.
Najsłynniejszym rytuałem tej grupy zawodowej, opisywanym w legendach, memach i na forach internetowych, jest tak zwany pojedynek gigantów, znany w szerokim świecie jako wyścig słoni. Sytuacja jest klasyczna: dwupasmowa autostrada, piątek, popołudnie. Nagle ciężarówka jadąca z prędkością 88 km/h postanawia wyprzedzić drugą ciężarówkę, która porusza się z absolutnie niedopuszczalną, skandaliczną wręcz prędkością 87 km/h. Rozpoczyna się wielki, majestatyczny manewr, który trwa czternaście kilometrów i dwie epoki geologiczne.
Z punktu widzenia kierowcy osobówki stojącego na czele kilometrowego korka, jest to czysta złośliwość i demonstracja siły. Z punktu widzenia szofera, to chłodna kalkulacja. Przecież te 1 km/h różnicy w skali trasy do hiszpańskiej Almerii to co najmniej dwie minuty wcześniej na rozładunku! A dwie minuty to różnica między zjedzeniem ciepłego posiłku na MOP-ie a całonocnym postojem w pobocznym rowie z braku wolnych miejsc parkingowych.
Szoferka ciężarówki stała się w XXI wieku miniaturowym państwem na kółkach. W tym ciasnym, zalanym światłem kontrolek kosmosie mieści się całe życie: od małej kuchenki gazowej, na której w przerwie smaży się schabowy, przez przenośny telewizor, aż po rozbudowane systemy łączności. To tam, na pasmie CB-radia, powstaje specyficzny, nieco szorstki, ale absolutnie fascynujący język. Język, w którym „dróżka jest czysta”, „krokodyle stoją pod wiaduktem”, a każdy inny uczestnik ruchu jest potencjalnym zagrożeniem dla bezcennego ładunku palet.
Nie da się jednak ukryć, że praca ta wymaga psychiki z tytanu. Kiedy my narzekamy na ośmiogodzinny dzień pracy przed monitorem, oni spędzają dnie i noce w ciągłym hałasie, walcząc z czasem, przepisami odnośnie czasu pracy kierowcy, awariami oraz kierowcami aut osobowych, którzy lubią wjechać tuż przed maskę czterdziestotonowego zestawu i gwałtownie zahamować. Żeby powstrzymać taki kolos w miejscu, potrzeba praw fizyki, których nie zmieni nawet najbardziej pewny siebie kierowca sportowego auta.
Może więc następnym razem, gdy na drodze krajowej utkniesz za wielką naczepą z zagraniczną rejestracją, zamiast trąbić i złorzeczyć pod nosem, warto po prostu głęboko odetchnąć. Bo choć ich manewry potrafią przyprawić o siwe włosy, to gdyby pewnego dnia wszyscy wyłączyli silniki i poszli do domu to nasz piękny, zoptymalizowany świat stanąłby w miejscu szybciej, niż trwa jedno wyprzedzanie na A2.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania