Średniowieczny zamek
Był 10 grudnia. Z pochmurnego nieba prószył się biały śnieg. Adam przystanął przed starym zniszczonym budynkiem. Nie prezentował się najlepiej. Gdzie nie gdzie przez żółta farbę przedzierał bladoniebieski kolor. Wyglądało to strasznie. Podszedł bliżej. Nad mosiężnymi drzwiami unosił się szyld: „Dom dziecka”. Kazano mu wejść do środka. Nerwowo się poruszył, po czym chwiejnym krokiem wszedł.
Znalazł się w okrągłym holu o brązowych ścianach, które w żaden sposób nie zachęcały do pozostania w nim. Było brudno, zimno i do tego pachniało stęchlizną. Hol dzielił się na dwa korytarze–na prawy i na lewy. Przy owalnej ścianie na starych drewnianych stołach poustawiane były brzydkie, czarne wazony ze śmierdzącą, starą wodą. Pojedyncze kwiaty dawno opadły, zostały same brązowozielone kikuty wystające z wazonu. Kazano mu zaczekać. Starszy mężczyzna imieniem Jakub, który go tutaj przywiózł, podszedł do drzwi na wprost. Zapukał, a następnie wszedł do środka.
-Ale tu pusto.- Pomyślał.-Wszyscy albo dawno pozdychali od tego smrodu, albo pouciekali.
Właśnie w tej chwili wpadł na świetny pomysł. Ucieczka. Wtem otworzyły się drzwi i zaproszono go do wejścia. Zrezygnowany podszedł leniwym krokiem w kierunku drzwi.
Był to jasny pokój, również okrągły, jak hol. Na środku stało drewniane lecz nowoczesne biurko, a za nim kobieta. Ruchem ręki wskazała Adamowi krzesło. Adam starał się przybrać odważną postawę. Nie chciał wyglądać na zdenerwowanego. Usiadł.
15 letni Adam nie był ani chuderlakiem ani orłem pod względem postury. Był błękitnookim brunetem. Jego włosy nie były całkiem krótkie, ale też nie były długie. Spadały falami. Niesforne kosmyki, które opadały na jego czoło, starał się przylizywać w kierunku ucha. Wyglądał całkiem zwyczajnie. Znoszone jeansy i niebieska koszulka i do tego zużyte adidasy. Nie przywiązywał wagi do wyglądu. Był jaki był, to mu odpowiadało.
-Nazywam się pani Nowak i chcę byś się tak do mnie zwracał.- Powiedziała.-Czy to jasne? Adam nie widział jej w całej okazałości, ponieważ za nią były ustawione okna panoramiczne, na które w tej chwili padało oślepiające światło. Nie mógł na nią spojrzeć, więc tylko spuścił wzrok i patrzył na swoje ręce. Pani dyrektor właśnie w taki sposób zwracała uwagę uczniom, że ma nad nimi władzę i że mają nie podskakiwać. Nie docierała do niego reszta rozmowy pani Adams z mężczyzną, który do tej pory zajmował się Adamem. Czuł się okropnie.
Wyszli z budynku i zabrali z auta rzeczy chłopaka. Gdy ponownie weszli do holu, czekała na nich kobieta. Niewysoka szatynka.
-Przykro mi- powiedziała.- Tutaj musicie się rozstać. Po czym uśmiechnęła się smutno.
Adam popatrzył na mężczyznę. Prawie się nie znali. Po wypadku rodziców Jakub przygarnął Adama do siebie. Parę lat temu jego ojciec uratował mu życie. Czułby się winny gdyby nie pomógł Adamowi.
Podali sobie na pożegnanie rękę. Po czym Adam odwrócił się i zniknął w ciemnym korytarzu razem z kobietą o imieniu Katarzyna. Katarzyna widząc, że Adam nie ma ochoty na rozmowę, sama zaczęła opowiadać kim jest i co robi w domu dziecka. Powiedziała mu także, że mieszka na tym samym piętrze i prócz niego zajmuje się jeszcze sześciorgiem innych dzieci. Korytarz, którym szli rozdwoił się na dwa inne. Jeden prowadził na lewo, a drugi na prawo kamiennymi schodami w górę.
Stanęli przed drzwiami. Kobieta wyciągnęła z kieszeni jeansów klucz i włożyła do drzwi.
-To twój pokój, mieszkasz sam. Gdy w nim jesteś nie zamykaj drzwi, ale jak wychodzisz to lepiej, żeby nie były otwarte. Chłopcy często wchodzą do pokoi innych i zabierają rzeczy, które się im podobają.- Powiedziała, po czym obróciła się i zeszła schodami w dół. Wszedł do pokoju i zamknął drzwi.
Pokój był mały. Na wprost było okno. Chłopak podszedł do niego i zobaczył zachwycający widok na sosnowo-świerkowy las. Otworzył je, gdy się trochę wychylił, zobaczył zamek. Wyglądał na duży. Cały zamek otaczał piękny i wysoki żywopłot. Bardzo go to zaciekawiło.
Po prawej stronie pokoju stało drewniane, połamane łóżko, a na nim jedna poduszka i koc.
-Gorzej niż w więzieniu. -Narzekał cicho. Po lewej stronie od drzwi była malutka łazienka. A za nią, jak wszystko w tym domu- drewniane biurko i drewniane krzesło. Podszedł do biurka. Tego czegoś nie można już było nazwać biurkiem. Wyglądało strasznie. Całe pomazane najróżniejszymi kolorami, co w skutku przybrało tragiczny odcień brązu. Prócz tego wydrapane najróżniejsze napisy. Od inicjałów po przekleństwa. A do tego gdzieniegdzie wywiercone cyrklem dziury. Oczywiście nie mogło obejść się bez przyklejonych pod spodem gum.
-To już tradycja.- Pomyślał, po czym wyciągnął miętową gumę z buzi i dokleił pod biurko.
Podszedł do łóżka i się położył, zasypiając śnił o ojcu i matce, o swoim prawdziwym domu i marzeniach.
Adam aż do października prowadził normalne życie takie jak wszystkie dzieciaki w jego wieku. Miał rodziców, przyjaciół, kasę. Chodził do szkoły z internatem, więc teraz nie tęskni za rodzicami, którzy nie żyją. Nigdy nie mieli dla niego czasu. Najważniejsze były pieniądze, które właśnie wpłynęły na konto pani dyrektor za utrzymane Adama.
Nagle przez sen usłyszał stukanie do jego drzwi. Obudził się.
-Wejść! - Zawrzeszczał, ciągle trzymając głowę w poduszce. Drzwi się otworzyły.
-Kasia prosiła, żebyśmy ci pokazali gdzie jest jadalnia, bo za 10 minut jest obiad. Kto się spóźni nie dostanie.- Poinformował chłopak. Adam leniwie odwrócił głowę.
Do jego pokoju weszli chłopak i dziewczyna. Rodzeństwo. Oboje byli w jego wieku. Dziewczyna nazywała się Nikola, a chłopak Mateusz.
-Mhm.- Mruknął, po czym znowu odwrócił głowę.
-Idziesz czy nie?- Spytała Nikola.
Adam nie odpowiedział, nie miał ochoty z nikim się zaprzyjaźniać, ani gadać, ani nic. Miał wszystkiego dość i chciał być sam.
Nika skinęła na Matiego po czym ciągle stojąc w jego pokoju zatrzasnęła drzwi. Adam nie zareagował. Oboje zaczęli wrzeszczeć i rzucili się na Adama. Boleśnie zwlekając go z łóżka.
-Au.- Zawołał leżąc na podłodze i rozcierając sobie kolano.- Pogięło was czy co?! Mogliście mnie zabić.
-Taaa, jasne.- Stwierdził, śmiejąc się z Nikolą, Mateusz. Następnie wyciągnął do Adama rękę. Chłopak popatrzył na nią, następnie wstał i odwzajemnił uścisk dłoni. Wyszli z pokoju i poszli w kierunku jadalni, śmiejąc się. Schodząc w dół dochodził ich gwar dzieciaków w jadalni. Weszli.
-Ten powiew aromatycznej woni przypalonego mięsa, zaciągnij się. - Powiedziała z sarkazmem Nika.
-Tu tak codziennie więc przyzwyczajaj się powoli. -Stwierdził Mateusz. I oboje zaczęli się śmiać, tylko Adam przybrał dziwny wyraz twarzy.
-Tam są nasze miejsca.- Wskazał na lewo Mati.
Obiad faktycznie smakował ohydnie. Aczkolwiek nie była to paćka, którą podają w więzieniach na filmach. Kotlet miejscami był przypalony, ziemniaki nie posolone, a o surówce to lepiej nie mówić.
Dni mijały, a Adam coraz bardziej zaprzyjaźniał się z rodzeństwem poznanym pierwszego dnia. Po miesiącu byli już prawdziwymi przyjaciółmi. Wydawało się im, że znają się od lat.
Adam obudził się o świcie. Popatrzył w kalendarz – 23 stycznia. Następnie wstał , nałożył na siebie to co miał poprzedniego dnia. Po chwili obrócił się i zamknął za sobą drzwi. Podszedł do pokojów Nikoli i Mateusza. Zapukał dwoma rękami naraz, bo pokoje rodzeństwa były obok siebie. Nic.
-Gdzie oni są?- Powiedział cicho Adam.- Już wczoraj po południu zniknęli-dodał w domyśle. Po czym wrócił do siebie. Wyglądając przez okno zastanawiał się co zrobić. Nagle wpadł na pomysł.
-A może by tak wyjść na dwór, pospacerować po okolicy.- Pomyślał. Następnie wyciągnął z szafy zimową kurtkę i poszedł do Katarzyny, zameldować się, że wychodzi. Wyszedł. Znów padał śnieg.
-Szkoda, że ich nie ma.-Pomyślał.- Można by urządzić wojnę na śnieżki.
Adam na chwilę kręcił się po okolicy, myśląc co by zrobić. Gdy nagle przypomniał sobie o zamku. Określając w myślach kierunek geograficzny miejsca, w którym ten zamek się znajduje, zdecydował, że musi udać się na północny-zachód czyli przed siebie. Tylko tak się składa, że przed nim rósł ogromny, ciemny las.
-No trudno, jak mus to mus.- Powiedział, po czym do niego wszedł. Szedł wąską ścieżką starannie omijając wystające korzenie z pobliskich drzew. Stopniowo gdy zagłębiał się coraz dalej, jego odwaga słabła. Drzewa wyglądały jak z horroru. Było ciemno. Adam jednak nie chciał wracać. W miarę oddalania się od sierocińca, czuł się coraz lepiej.
W oddali zaczęły wyłaniać jaśniejsze punkty, świadczące o ty, że dochodzi już do końca lasu. Wreszcie z niego wyszedł. Poczuł, że kamień spada mu z serca. Zobaczył piękną polankę calutką pokrytą śniegiem. A na jej środku średniowieczny zamek. Powoli ruszył w jego stronę, nie-dowierzając czy to wszystko mu się nie śni.
Zamek był wysoki i dostojny, w kształcie kwadrata. Dookoła niego wznosił się kamienny mur. Na środku był wysoki gmach budynku, z którego rozchodziły się mosty na wieże, które stały w każdym kącie tego zamku.
Chłopak przyśpieszył kroku, pomimo tego, że był już cały przemoczony. Chciał jak najszybciej dostać się do środka. Zawsze zastanawiał się jak to jest być rycerzem.
Po chwili był już na miejscu. Stał przez bramą. Lecz nagle zabrakło mu odwagi, spanikował, nie miał pojęcia co zrobić. Po chwili się opamiętał, wyciągnął rękę i.... Zastygnął. Schował ją do kieszeni
Po chwili zebrał się na odwagę i znów próbował zrobić ten wymarzony ruch. W końcu zastukał. Od razu poczuł się lepiej.
-I co teraz!?- W myślach błagał, by ktoś mu otworzył. Ale nic. Po chwili wahania znów wyciągnął rękę i zastukał. Tym razem mocniej. O dziwo drzwi same się delikatnie otworzyły. Przestraszony Adam odsunął się parę metrów. Odczekał chwilę po czym ciekawość zwyciężyła, podszedł i drżącą dłonią popchnął mosiężne drzwi. Następnie wszedł. Otworzył oczy ze zdumienia.
-Ja cię kręcę.-Wyszeptał.-Inny świat. Popatrzył na ludzi chodzących po średniowiecznym rynku. Był zachwycony tym co właśnie zobaczył. Dziwiło go tylko jedno, dlaczego oni nie zwracają uwagi na niego. Myśląc o tym zobaczył nieopodal kałużę. Podszedł do niej. Szeroko otworzył swoje błękitne oczy. Miał na sobie najprawdziwszą rycerską zbroję, a u pasa miecz.
Nieopodal stał mężczyzna bacznie przypatrując się Adamowi po chwili otworzył oczy oraz usta ze zdziwienia i zaczął wołać:
-To on! To on!
Adam nie wiedząc, że chodzi o niego podniósł głowę szukając ciekawego zajścia. Po chwili ich oczy się spotykaja. Nagle zza ulicznych straganów wyłania się więcej strażników. Adam nie tracąc chwili do stracenia. Zaczyna uciekać do wąskiej uliczki, którą dostrzega jako pierwszą. Wbiega do niej i nagle ktoś chwyta go za rękę i ciągnie za sobą. Adam będąc w transie nie ma pojęcia co się dzieje, więc posłusznie biegania za... kobietą. Odwraca się.
-Nikola.-Mówi zaskoczonym, słabym głosem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania