Środek zaradczy

Każdego ranka, oczekując na przyspieszony serwis do dworca centralnego, obserwowałem dwójkę ochroniarzy stojących na przeciwległym peronie. Jeden był niski, brzuchaty i łysy. Drugi wysoki i mocno wyschnięty, za to z bujną czupryną. Nie znałem ich imion, ani żadnych innych szczegółów, więc pozwoliłem wyobraźni stworzyć ich na podobieństwo tego co widziałem, tak jak na blogu ludzie tworzą szablony, widżety i motywy. Zapamiętałem ich jako Gus i Harry, lecz gdyby komuś takie imiona nie kojarzyły się najlepiej, z chęcią mogę je zmienić. Gus był bardzo nieśmiały i nadrabiał ten niedostatek nadmierną gadatliwością. Jednak Harry nigdy na to nie narzekał, jako że sam był małomówny, chociaż z zupełnie innego powodu.

 

— Zróbmy tak: Pójdziemy schodami na dwójkę, bo jedynka cała zawalona trzodą. Od strony Seven Hills, bo tam jest teraz trochę słońca. Dopijemy kawę, pogadamy, a później przejdziemy na drugi koniec peronu. OK?

— Yup.

— Nie lubię tu wystawać, bo może nas ktoś zaczepić, o pociąg zapytać... Poza tym jest mi tu zimno, a nie chcę się przeziębić.

— Yup.

Nie spiesząc się, Gus i Harry przeszli na wschodni koniec peronu numer 2. Faktycznie o tej porze peron ten był pusty, bo obsługiwał pociągi jadące w kierunku Gór Błękitnych, dokąd nikomu w poniedziałkowy poranek jechać nie wypadało. Po południu role peronów odwrócą się i nietrudno odgadnąć, na którym peronie nasi bohaterowie będą dopijać kawę.

— Harry, czy słyszałeś o tym nowym rozporządzeniu?

— Nope.

— Jakiś baran w dyrekcji wpadł na idiotyczny pomysł, żeby w przerwach między komunikatami puszczać muzykę.

Harry nie zareagował, wobec tego Gus odczekał chwilę, żeby dać mu czas na przetrawienie tej nowiny.

— A może ty myślisz, że to jednak jest dobry pomysł?

— Nope.

— No, ja też myślę, że ten pomysł jest kompletnie poroniony. Ale tam w zarządzie nie mają pojęcia jak to jest dwanaście godzin chodzić po stacji i na okrągło wysłuchiwać tych samych komunikatów. Czy człowiek nie może mieć odrobiny spokoju w pracy?

Harry nic nie odpowiedział, tylko mruknął coś pod nosem.

— Zresztą, żeby puszczali coś dla ucha jak 2DayFm albo MIX106.5, to niech im będzie, ale Classic FM? Przecież tego słuchać się nie da! Mam rację?

— Yup.

— Najzabawniejsze jest to, że nawet ci w dyrekcji nie słuchają Classic FM. Nikt tego nie słucha. Gdyby nie rządowe dotacje, to ta stacja dawno już by się zamknęła. Nie lubią, a jednak będą puszczać! A czy wiesz dlaczego, Harry?

— Nope.

— Ja też nie wiedziałem, nawet w tym rozporządzeniu nie ma na ten temat jednej wzmianki. Ale mam znajomego w zarządzie, który mi wszystko wyłożył, czarne na białym. Powiedzieć ci?

— Yup.

— Otóż słuchaj, Harry — Gus przerwał na moment, jakby nie mógł znaleźć właściwych słów. — Nie wypada mówić źle o miejscu, w którym pracujesz, ale choćby nie wiem ile cukru nasypać, to i tak nie da się osłodzić tej cierpkiej prawdy, że ten dworzec, shopping mall i całe Blacktown to jest jedna wstrętna, zasrana dziura.

Gus zatrzymał się nagle, spojrzał w dół na tory, jakby miał zamiar splunąć, po czym złapał Harry'ego za ramię.

— Pamiętasz jak w zeszłym tygodniu obrobili sklep Deli, ten który prowadzi jeden Syngalez ze Sri Lanki? Jak się on tam nazywa... No wiesz, ten za parkingiem, koło Centrelink?

Harry potakująco kiwnął głową.

— Dwóch gówniarzy, uzbrojeni, w biały dzień. A o tej kobiecie co wychodziła z shoppingu i której jakiś typek w kominiarce zagroził nożem, słyszałeś?

— Yup.

— Wiesz co jej później na policji powiedzieli?

— Nope.

— Powiedzieli, że nie powinna stawiać oporu. Powinna oddać torebkę, to by wziął pieniądze, ale ją zostawił w spokoju. A tak wylądowała w szpitalu. Myślisz, że dobrze zrobiła?

Harry znowu wymamrotał coś pod nosem, co trudno było uznać za jednoznaczną odpowiedź.

— Masz rację, Harry. Źle zrobiła. Ale z drugiej strony pomyśl tylko, gdyby tak żaden człowiek nie stawiał oporu, to taki zakapior mógłby molestować kogo zechce zupełnie bezkarnie: „Oddaj pieniądze, to ci nie poderżnę gardła”.

 

Harry najwyraźniej nie był zainteresowany tymi wywodami. Jego uwagę przyciągnął mały ptaszek, co przycupnął na przewodzie sieci trakcyjnej, nad torem, po którym przed chwilą przejeżdżał pociąg elektryczny. „Jak to jest, że go nie poraził prąd” — zastanawiał się. Widząc zamyślenie na jego twarzy, Gus zwlekał przez moment, po czym rzekł cicho:

— Wiem o czym myślisz, Harry. Od takich spraw jest policja. I masz rację. Zawsze wiedziałem, że niegłupi z ciebie gość. Ale powiedz Harry, kiedy ostatni raz widziałeś policję na stacji w Blacktown?

Harry jednak nie wydał żadnego dźwięku, zahipnotyzowany widokiem malutkiego stworzenia, ocierającego dziobek o miedziany drut, jakby to była gałązka, z której można uwić sobie gniazdko.

Gus odsapnął, nabrał powietrza i dokończył:

— Tak... Byłaby policja, nie byłoby głupich rozporządzeń. A tak tylko podejrzany element gromadzi się na dworcu. Teraz to za wcześnie, ale podczas nocnej zmiany, sam wiesz czego tu pełno. Kompociarzy i bezdomnych kotów! Ale pójdźmy stanąć koło windy, bo mi już to zimno odeszło, a teraz słońce pali jak na patelni, choć dopiero dziewiąta. To jest jedyna rzecz, jaką lubię w Blacktown. Słońce co wschodzi tak szybko i grzeje tak mocno, nawet zimą!

 

Na każdy peron prowadziły dwa zejścia schodami i dwie windy, po jednej z każdej strony budynku dworca, wznoszącego się nad torowiskiem. Ostatni peron usytuowany był nieco dalej, ponieważ obsługiwał linię lokalną, biegnącą skośnie do torów głównych. Z lotu ptaka układ dworca w Blacktown kształtem przypominał literę V. Strona przylegająca do Westfield shopping mall była nieco lepiej zagospodarowana. Tam znajdowała się biblioteka publiczna, a także urząd rady dzielnicowej. Przeciwległa miała luźniejszą zabudowę, ze względu na obszerny parking, oraz szereg niskich budynków pełniących funkcje handlowo–administracyjne. Miejsce to pozbawione było jakiegokolwiek charakteru. Nic tylko węzeł komunikacyjny, gdzie ludzie dojeżdżający do pracy przesiadali się z pociągu na autobus albo transport prywatny.

 

Było już po dziesiątej i potok masy ludzkiej na peronie 1 został niemal całkowicie wchłonięty przez nowoczesne, piętrowe zestawy Tangara i Waratah, oraz wysłużone pociągi typu K i C z lat 80–tych. Jednocześnie zaczęło przybywać podróżnych na peronie 2, jadących w kierunku przeciwnym do centrum aglomeracji. Dla Gusa był to sygnał do przejścia na antresolę, gdzie można było się czegoś napić i przekąsić. Miejsce to stanowiło znakomity punkt obserwacyjny z widokiem na całą okolicę. W sklepie nie było wielu kupujących. „Najgorsze mamy już za sobą” — odetchnął Gus. „Ci co będą wracać po południu, nie zatrzymują się, tylko jadą prosto do domu”. Zamówił fantę i placek nadziewany mięsem, podwójny rozmiar, z mikrofalówki, a Harry butelkę wody mineralnej, niegazowanej i do tego nieduży kawałek tortu z marchewki. Przez chwilę jedli i popijali w milczeniu, aż Gus chrząknął z lekkim zniecierpliwieniem i rzekł:

— Sam widzisz, że w takiej sytuacji nie ma innego wyjścia. Policja, która powinna chronić obywateli przed elementem, woli zabawiać się z dziwkami na mieście. Zresztą, ja im się nie dziwię, a ty?

— Nope.

— A teraz przypomnij sobie. Ilu czarnych widziałeś na peronie dziś rano, wtedy kiedy jest największy tłok? Dwóch, trzech... Powiedzmy, że nie było więcej niż pięciu, zgadza się?

— Yup.

— No to popatrz ilu ich tam jest teraz — i Gus wskazał ręką w kierunku ulicy ciągnącej się wzdłuż dworca i sklepów pod arkadami. — Jeszcze nie ma przerwy na lunch, a oni tam wysiadują od kilku godzin. Niedługo pół Sudanu tutaj sprowadzą, na koszt podatnika oczywiście. Nie jestem rasistą, ale uważam, że asfalt powinien leżeć na swoim miejscu. A ty jak się na to zapatrujesz?

Harry zapatrywał się jedynie w okruszki po marchewkowym torcie, rozsypane na papierowej tacce. Pomyślał, że dla tego ptaszka co siedzi na drucie, jeden taki okruszek byłby jak cały torcik. Z tych rozmyślań, wyrwał go dźwięk dzwonka imitujący jęki kobiety w orgazmie. Gus wyprostował się i z kieszeni wyciągnął komórkę.

— Tak, rozumiem... Zaraz tam będziemy. Harry wstawaj, problem na postoju taksówek. Jakiś fagas odmawia należności za kurs, śpieszmy się.

Przodem Gus, a nieco zanim Harry, szybkim krokiem ruszyli w kierunku ruchomych schodów, łączących dworcową halę z shoppingiem. Oczywiście w tym czasie byłem już od kilku godzin w biurze, a dokładnie na spacerze po drugim śniadaniu i nie mogłem wiedzieć co robią moi bohaterowie. Lecz wyobraźnia nie zna granic, maluje obrazy, dopisuje skrypt, niezależnie od miejsca i pory dnia. Czasem jednak obraz staje się mglisty, rozmazany, pozbawiony konturów. Tak jak w sztuce, nie wszystko co piękne wymalować da się, tak w opowiadaniu nie można wyrazić całej prawdy. Luki w treści musi wypełnić sam czytelnik.

 

Gus i Harry pojawili się w tym samym mniej więcej miejscu, w którym straciłem ich z oczu. Podłoga dworcowej hali znajdowała się przynajmniej dziewięć metrów powyżej poziomu zatoki z postojem dla taksówek, dlatego łączące je schody wznosiły się pod stromym kątem. Patrząc z wnętrza hali, wyglądało to tak, jakby ludzie wjeżdżali stojąc na palecie unoszonej przez niewidzialny dźwig. Gus wjeżdżał pierwszy, Harry nieco z tyłu, ale że był on wyższy o ponad głowę, wpierw ujrzałem rozwichrzoną na wietrze czuprynę, a dopiero później połyskującą w promieniach słońca łysą glacę. Gus, gdy tylko dotknął podłogi, przyspieszył nagle, jakby był czymś bardzo wzburzony. Kontrastowało to z sylwetką Harry'ego, kroczącego powoli, na sztywnych nogach niczym blaszany drwal z Czarnoksiężnika Oz, któremu zabrano oliwiarkę.

— To niesamowite, Harry! Że też dałeś mu uciec. Już bym go przyskrzynił, a ty stanąłeś mi na drodze. Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że jesteś jego wspólnikiem!

Przerwał na moment, po czym kontynuował już spokojniejszym głosem:

— A zresztą, może i lepiej, że dał nogę. Mógł mieć kosę. Daleko nie zwieje, policja dopadnie go wkrótce. A zauważyłeś, ile czasu upłynęło zanim pojawiły się smerfy, chyba dwadzieścia minut?

— Yup.

— Ha, a komisariat niecałe dwieście metrów stąd! Powiedz Harry, bałeś się, co?

— Yup.

— Ja też... no ale czym ja mogę się bronić, kluczami od kibla? Żeby chociaż dali mi ten taser, to bym mu w dupę elektrodę wystrzelił, żeby go do końca życia sparaliżowało... Doliniarz jebany!

 

Harry słuchał w milczeniu, bo jego uwaga zaprzątnięta była czymś zupełnie innym. W oddali, na tle plątaniny rdzawych szyn, przykrytych szarą podsypką, ukazało się czoło pociągu towarowego. Sprzężone w jedną całość, cztery lokomotywy spalinowe ciągnęły kilkadziesiąt węglarek wypełnionych miałem o wysokiej zawartości antracytu. Był to transport węgla z kopalni w Górach Błękitnych, przeznaczony do załadunku na jeden z masowców w porcie Kembla. Za miesiąc węgiel ten dotrze do Chin, zostanie spalony w elektrociepłowniach i spowoduje zaćmienie słońca. Gdy pierwsza z lokomotyw zbliżyła się do krawędzi peronu, wydała przeraźliwy dźwięk, a toczące się za nią wagony wprawiły cały budynek dworca w rytmiczne kołysanie. Licząc wagony, Harry często tracił rachubę, lecz tym razem pociąg jechał z niedużą prędkością. Przy drugim końcu peronu, po lewej stronie toru usytuowany był sygnalizator, na którym paliły się dwa światła: u góry zielone, nieco niżej bursztynowe. Harry dobrze wiedział co oznacza ten sygnał. Jego myśl pobiegła do skrzydlatego przyjaciela, co kilka godzin temu siedział w tamtym miejscu na drucie: „Pewnie przestraszył się i odleciał”.

 

W międzyczasie na dwójkę wjechał pociąg, którym zazwyczaj wracałem do domu. Zazwyczaj, bo nigdy nie kończyłem dokładnie o tej samej porze. Czasem pociąg uciekał mi sprzed nosa, innym razem przyjeżdżał opóźniony. O siedzące miejsce zawsze było trudno. Drzwi otwierały się automatycznie i potok ludzkiej masy wylewał się na peron. Stamtąd schodami do góry, przez wąskie gardło gdzie rzędem stały kasowniki, na antresolę. Ludzie śpieszyli się do domu, na obiad, zużyci, zmęczeni, dźwigając na barkach ciężar całego dnia. Gus i Harry cofnęli się na zaplecze sklepiku z drobiazgami, twarzą do przeszklonej ściany. Stamtąd obserwowali dużą, czerwoną tarczę słońca, z każdą sekundą zniżającą lot, aż dotknęła krawędzią konturu Gór Błękitnych, nadając im purpurowy odcień. Obłoki ściemniały, stapiając się niemalże z czernią nieba. Widok ten miał w sobie coś magicznego. Dokładnie tak samo, kilkadziesiąt tysięcy lat temu, zachód słońca obserwowali Aborygeni. Żadna ilość postępu, ani technologii, nie były w stanie osłabić tego efektu. Słońce gasło w oczach i na ulicach zaświeciły latarnie. Nad torowiskiem z wolna zapadał zmrok, przez który przebijały się gdzieniegdzie światełka semaforów, jakby były częścią misternie ułożonej dekoracji. Ostatnim komunikatem była zapowiedź pociągu jadącego na Północne Wybrzeże. Po nim nastąpiła chwila ciszy, a w niej rozbrzmiały dźwięki pary skrzypiec, altówki i kontrabasu, grających w doskonałej harmonii.

— Co do cholery!? — Gus potrząsnął głową jakby mu coś wpadło do ucha. — Czy ty też to słyszysz?

— Yup — potwierdził Harry.

— Tego już za wiele. Chodź na koniec jedynki, jak najdalej od tych przeklętych głośników, to będzie mniej słychać.

Przeszli wzdłuż peronu 1, który był teraz nieomal tak pusty co peron 2, kiedy zaczynali pracę.

— Masz coś zapalić?

— Nope.

— Pewnie, skąd byś miał. Przecież nigdy nie paliłeś. Ale tak się zdenerwowałem, że sam już nie wiem co gadam. Wpierw ten przydupas, teraz to cholerne rzępolenie, jakby mi ktoś piłę łańcuchową przy uszach zapuszczał. To jest gorsze niż muzyka w windach, w shopping mall. Tamta relaksuje, że raz to nawet zasnąłem. A ta? Jestem alergiczny i jeszcze dostanę wysypki. Harry!

— Yup?

— Będę żądał kompensaty. Dodatku za pracę w szkodliwym dla zdrowia środowisku. Tak jak ci pirotechnicy, co zakładają ładunki wybuchowe i wysadzają skały w kopaniach żelaza w Pilbra. Oni mają za to płacone i są zabezpieczeni. A ten dupek żołędny z zarządu, czy on pomyślał o nas, żeby dać nam jakieś nauszniki, wytłumić ten nieznośny hałas?

 

Muzykę przerwał komunikat, żeby nie pozostawiać bagażu bez opieki, a widząc taki bagaż, nie dotykać go tylko natychmiast powiadomić o tym obsługę dworca. Następnie miała miejsce krótka zapowiedź pociągu, który właśnie zakończył bieg przy peronie szóstym i uprasza się pasażerów o opuszczenie wagonów, a czekających na peronie, żeby nie zajmowali miejsc, ponieważ za kilka minut pociąg ten zostanie odstawiony na tory postojowe. Muzyka zabrzmiała ponownie, w wolniejszym tempie, w takcie na 3/4 i nieco smutniejszej tonacji. Po niej nastąpiły dalsze części, na przemian szybka, wolna, a ostatnia grana w żywiołowym tempie presto. Dla Gusa było to tempo zabójcze.

— Słuchaj, Harry. Dobrze by było, żebyś sporządził taką notatkę, że ta muzyka przeszkadza ci w wykonywaniu pracy. Jest ona źródłem stresu, przez co nie możesz spać i ma to zły wpływ na twoje życie rodzinne — w tym miejscu Gus zatrzymał się, bo wiedział, że Harry od dzieciństwa żył samotnie.

— Najlepiej wystaraj się o raport od psychologa. Znam jednego co ma gabinet w Auburn, to bardzo rezolutny człowiek. Zabukuj u niego wizytę, powiedz, że to ja go polecam, a on już będzie wiedział co zrobić. Dawniej mało miał pacjentów i ledwo wiązał koniec z końcem. Ale od kiedy rząd zaczął pokrywać część kosztów za wizytę, ma forsy jak lodu. Nie płać gotówką, to rachunek wyślemy tym cwelom w zarządzie. To co, Harry, zrobisz tak jak cię proszę?

— Yup.

— Tylko broń boże nie działaj na własną ręką. W pojedynkę nic nie wskórasz, tutaj potrzebna jest akcja klasowa. Od czego są związki zawodowe? A nawet jeśli związki kładą na to lachę, będę pisać do kancelarii samego premiera, bo sprawiedliwość musi być! Głosowałem na niego, to niech teraz wstawi się za mną. Ty też głosowałeś na niego przecież , nie?

Harry milczał.

— Czy chcesz przez to powiedzieć, że oddałeś głos na tych aferzystów z Labor?

Gus zamilkł i dłuższą chwilę przyglądał się koledze, jakby nie był do końca pewien czy rozmawia z właściwą osobą. W końcu kiwnął przytakująco głową i rzekł:

— Tak, Harry. Ja ciebie doskonale rozumiem. Masz dobre serce, nikomu nie chcesz sprawić przykrości. Ale w życiu nie można być ugodowym! Na takich jak ty żerują oportuniści i karierowicze. Trzeba być twardym, bo w przeciwnym razie nie będą okazywać ci należnego szacunku.

Przerwał, żeby pokonać zadyszkę i dokończył, już bez emocji:

— No dobra, na dziś wystarczy. Późno jest, więc zróbmy krótki obchód, sprawdźmy czy dworzec stoi na swoim miejscu, czy peronów nam nie ukradli — zaśmiał się. — Ja zacznę od dwójki, ty idź na siódemkę i spotkamy się tam gdzie zawsze, obok tytoniowego, zgoda?

— Yup.

 

Rozeszli się w przeciwnych kierunkach. Siódemka to był najrzadziej uczęszczany peron stacji. Późną porą gromadziły się tam trolle z najciemniejszych zaułków miasta. Po piętnastu minutach Gus i Harry spotkali się w wyznaczonym miejscu.

— No i co, wszystko w porządku?

— Yup.

— Widziałeś kogoś na peronie?

— Nope.

— A pod windą?

— Nope.

— A do klopa zajrzałeś, sterylny?

— Yup.

— Był tam ktoś?

— Nope.

— A pod kładką dla pieszych, tą którą idzie się na przystanek T–Way, też pusto?

— Yup.

Gus zamyślił się.

— Nic nie rozumiem. Gdzie te degeneraty sobie kopa wstrzykują? Przecież co wieczór z siódemki zmiatają stosy igieł. Na pewno dokładnie sprawdziłeś?

— Yup.

— Prawdziwa magia. Odkąd tu pracuję, nic podobnego się nie zdarzyło. Dworzec czysty jak strefa wolnocłowa na lotnisku. Zabrakło amfy, czy wszyscy nagle uderzyli w kalendarz? Harry, powiedz co się tu dzieje?

Harry otworzył usta, nieco szerzej niż zwykle i pierwszy raz w ciągu całego dnia wymówił słowo, które nie zaczynało się na Y, ani N:

— Mozart!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Szpilka tydzień temu
    Okropna gaduła z tego Gusa, nie mogłabym z takim kimś pracować. Ciekawy kawałek 😉
  • Narrator 6 dni temu
    Dla takich jak ty jest Harry :)
  • Garść tydzień temu
    "Przodem Gus, a nieco zanim Harry, szybkim krokiem ruszyli w kierunku ruchomych schodów, łączących dworcową halę z shoppingiem. Oczywiście w tym czasie byłem już od kilku godzin w biurze, a dokładnie na spacerze po drugim śniadaniu i nie mogłem wiedzieć co robią moi bohaterowie. Lecz wyobraźnia nie zna granic, maluje obrazy, dopisuje skrypt, niezależnie od miejsca i pory dnia. Czasem jednak obraz staje się mglisty, rozmazany, pozbawiony konturów. Tak jak w sztuce, nie wszystko co piękne wymalować da się, tak w opowiadaniu nie można wyrazić całej prawdy. Luki w treści musi wypełnić sam czytelnik."

    Jasne! Ty odpowiadasz tylko za pisanie :).
    Trudno mi ocenić w jakim procencie wyobraźnia samodzielnie, nieinspirowana narracją i dialogami, wypełniła luki, ponieważ czytało się szybko, a bohaterowie migiem materializowali się w głowie. Jedynie z wizualizowaniem przestrzeni dworca musiała popracować, choć z detalami, np. ptaszkiem, już nie.

    Finał ze środkiem zaradczym jest kapitalny.
    Schemat rozmowy, czyli małomówność skontrastowana z wylewnością, ani razu nie nudzi.
    Świetne opowiadanie!
  • Narrator 6 dni temu
    Cieszę, że się podobało. Napisałem w oparciu o prawdziwą historię. Była nawet o tym wzmianka w lokalnej prasie. Personel stacji zażądał kompensaty, za to, że musi słuchać muzyki poważnej puszczanej z megafonów, żeby zniechęcić gromadzących się tam nastolatków.
  • Garść 5 dni temu
    Życie przerasta fikcję, dzięki za info, w które aż trudno uwierzyć. O tempora, o mores!
  • Tjeri tydzień temu
    O! Bardzo dobre pisanie. Świetnie zarysowani bohaterowie i niedenerwujący ujawniony narrator (co uważam za szczególne osiągnięcie, gdyż nie lubię tego zabiegu). Czytało mi się bardzo dobrze, jeśli były jakieś błędy, to nie zauważyłam (poza zgubionym przecinkiem przed którymś imiesłowem). Rasowa proza!
  • Narrator 6 dni temu
    Sprawdzałem kilka razy, lecz jeśli zgubiłem jakiś przecinek to chyba dlatego, że siedział mi w głowie podczas czytania. Potwierdza to regułę, że autor jest ostatnią osobą, która powinna dokonywać korekcji.
  • Tjeri 5 dni temu
    Narrator, mój obcyk interpunkcyjny oceniam tak na 80 procent i czasem nie jestem pewna (także wybacz, jeśli się mylę), ale to zdanie miałam na myśli:
    "Z tych rozmyślań wyrwał go dźwięk dzwonka imitujący jęki kobiety w orgazmie."
  • laura123 6 dni temu
    Super napisałeś. Świetne dialogi i drobiazgi dopracowane na perfekt. Podziwiam, bo ja nigdy nie mam cierpliwości do szczegółów.
    Z przyjemnością stawiam 5
    Pozdrawiam.
  • Narrator 6 dni temu
    Dziękuję i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł się zrewanżować czymś równie przyjemnym.
  • Narrator 6 dni temu
    Dziękuję i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł się zrewanżować czymś równie przyjemnym.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania