Stach

Był wieczór i wydawało się, że jest duszno. Gienia zamknęła okna „od ćmów i komarów”, zaczęła szykować łóżko. Ze strzepywanych poduch nie wylatywały pióra, ale czułam, jakby w powietrzu, w zapachu dymu z fajki, fruwał puch. Koty chodziły powoli. Stach obserwował mnie jednym okiem, bo drugim, szklanym, podobno nic nie widział. Ale chyba trochę widział. Jak stanęłam przed nim i popatrzyłam raz w to prawdziwe, a raz w sztuczne – zauważyłam, że tym sztucznym zerka na Gienię:

– Gienia, usmaż jajków na skwarce.

– Jajka już byli – odpowiedziała wujenka i dodała, że nie czas na jedzenie, że Stach i tak za gruby, a jak już taki głodny, niech weźmie świeczkę, pójdzie do spiżarki, weźmie dwa, ale nie trzy, i sam sobie usmaży, tylko nie tu, a w letniej kuchni. I niech zamknie porządnie, „żeby tam kurow od Citków nie nagnało, jak onegdaj”. Czekałam na to. Chciałam wyjść do ogrodu. Wieczorem powietrze jest lepsze, zimniejsze i pachnie kwiatami. Ale Stach nie podniósł się z kozetki, tylko posmutniał, przygarbił się i zamyślił. Aż nagle wstał, i powoli, skradając się, podszedł do ściany, i sprytnie złapał łażącą po tapecie muchę. Później drugą.

– Ot, psia jucha! – zaklął przy trzeciej, która uciekła.

– Nie umiem łapać much, wujku. Nauczysz mnie?

– Musisz zajść muchę od głowy. Patrz.

Patrzyłam, jak przybliża się do bielonego komina, powolutku wysuwa rękę, krawędzią zagiętej dłoni dotyka ścianki, przez moment stoi bez ruchu, a po chwili szybko zgarnia podrywającą się do ucieczki muchę i rzuca na podłogę, żeby całkiem się roztrzaskała. Czasem do martwej muchy podchodził kot. Trącał nosem zgniecione ciałko i odchodził.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (18)

  • Stanisław Kwiatkowski 2 miesiące temu
    Podobnie jak nowoczesne, uwielbiam też archaiczne klimaty, byleby nie ciągnęły się jak gumka w rajtuzach, które mam dziś pod spodniami :)

    Ziąb okrutny, a u Ciebie muchy latają :)

    Trochę jakby cieplej się zrobiło…

    Niewiarygodne właściwości ma literatura :)

    Extra :)
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    O, tak! Mrozisko! Ja lubię zimę. Przedwczoraj w nocy przecierałam szlak idąc przez średniej wielkości zaspy i odkryłam sposób na to, żeby śnieg nie wpadał do butów. A więc - nie trzeba iść jak bocian, podnosząc wysoko nogi przy każdym kroku, ale tak, jakby się sunęło na nartach. Wtedy nogawki spodni są jak wzmocnienia w przedniej części kadłuba lodołamacza, rozsuwają śnieg na boki, i już. Jak jest mróz, świeży śnieg nie jest zbity, więc to nawet lekka robota, tworzenie sobie szlaku. Trochę śmieszna:)

    Opowiadanko oparte jest na prawdziwym wspomnieniu. Mój tato urodził się na wsi. Miał czterech braci: Stacha, Andrzeja, Bronka i Alfonsa, oraz trzy siostry: Albinę, Leokadię i Feliksę. Stach stracił oko po wojnie, jak bawił się niewypałami. Razem z kolegami wrzucił niewypał znaleziony w lesie, do ogniska...
  • Marian 2 miesiące temu
    Podobało mi się. Dodatkowo ten wschodniopolski język. Bardzo OK.
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Dziękuję! Z podlaskiej wsi.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    „weźmie świeczkę, pójdzie do spiżarki, weźmie”
    Jakbyś chciała uniknąć powtórki, to pierwsze weźmie można zamienić na znajdzie
    „powietrze jest lepsze,”
    Dla stylizacji można by zrezygnować z jest
    „się z kozetki, tylko posmutniał, przygarbił się”
    Drugie się zbędne
    „podrywającą się do ucieczki”
    Startującą lub usiłującą uciec (znika jedno z trzech się w okolicy)

    Ciekawy obrazek, sielankowy i taki z prozy życia jednocześnie. Wsi spokojna, wsi wesoła, ale czuć, że życie Stacha nie jest jakieś bardzo kolorowe. Może na swój sposób jest szczęśliwy, jednak zdaje się, że dajesz do zrozumienia, iż to bardzo niski pułap szczęścia.
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Bajkopisarzu, piszesz: „Czuć, że życie Stacha nie jest jakieś bardzo kolorowe”. No, nie jest. Może te muchy uosabiały jego troski?

    Co do zmian w tekście:

    1.Powtórzone „weźmie” to cecha niewyszukanego języka Gieni. Zostanie. Poza tym – jeśli się używa wieczorami świeczki, żeby trafić do spiżarki, świeczka stoi zazwyczaj w dobrze znanym miejscu i „szukanie świeczki” odpada. Chyba, że chodzi się ze świeczką tu i tam, i zostawia ją, gdzie popadnie (np. w wychodku). W sumie – pomyślę:)

    2.„Jest” zostaje. Dziewczynka to osóbka staranna w swoich wypowiedziach. Stylizacja dotyczy tu głównie języka wujenki Gieni.

    3.Drugie się zbędne? Nie, nie, musi zostać. Między dwoma określeniami czynności jest „posmutniał”, a to nie jest czasownik zwrotny, więc drugie „się” nie jest już w domyśle. Tak to jakoś czuję.

    4.Co do „podrywającej się do ucieczki” - pomyślę. Może i dam „startującą”.

    Dziękuję Ci za komentarz!. Twoje uwagi są dla mnie ożywcze. I te dotyczące treści, i te zw. z poprawkami.
  • Tjeri 2 miesiące temu
    "Stach obserwował mnie jednym okiem, bo drugim, szklanym, podobno nic nie widział. Ale chyba trochę widział. Jak stanęłam przed nim i popatrzyłam raz w to prawdziwe, a raz w sztuczne – zauważyłam, że tym sztucznym zerka na Gienię:
    – Gienia, usmaż jajków na skwarce.
    – Jajka już byli – odpowiedziała wujenka i dodała, że nie czas na jedzenie, że Stach i tak za gruby, a jak już taki głodny, niech weźmie świeczkę, pójdzie do spiżarki, weźmie dwa, ale nie trzy, i sam sobie usmaży, tylko nie tu, a w letniej kuchni. I niech zamknie porządnie, „żeby tam kurow od Citków nie nagnało, jak onegdaj”."
    Przecudowny kawałek... Nie tylko pod kątem stylizacji, ale i dziecięcego spojrzenia. ("bo drugim, szklanym, podobno nic nie widział. Ale chyba trochę widział.").
    Bajka...
    Niezły obserwator z Ciebie, Trzy Cztery. Piszesz ze swadą i choć to maleństwo, to błyszczy jak cacuszko. Chętnie przeczytałabym coś dłuższego w tym stylu. :)
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Och, Tjeri... A ja chętnie napisałabym coś dłuższego. niestety, mam same "króciaki". To dlatego, że mam też absorbującą czasowo pracę, z godzinnym dojazdem i godzinnym powrotem. Nie mam kiedy pisać... Nawet odpowiedzi na komentarze zamieszczam z wielkim opóźnieniem, za co przepraszam.

    Ostatnio pracowałam w nocy, w dzień spałam, żeby móc pracować w nocy. Taki kołowrotek.
    No, ale przynajmniej na 'króciaki" znajduję jakiś czas. I jeszcze - na ich dopracowywanie. Żeby były takie jak chcę:)
  • Baba Szora 2 miesiące temu
    Nostalgicznie, sielankowo, jak wspomnienia malej dziewczynki z pogodnego, pachnacego racuchami i kawą z mlekiem dzieciństwa 🙂 i kocham te kury od Citkow co onegdaj nagnalo 🙂 jeszcze powinno byc : idzta albo wezta se do kompletu 🥰🥰🥰
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Idźta, i weźta se kurę, do kompletu:))) I ugotujta na blasze:)))
  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 miesiące temu
    Zapraszamy do wzięcia udziału w Bitwie na Prozę
    Dwa tematy i ogromny wachlarz twórczej wyobraźni.
    Można umieścić dwa tematy w jednym opowiadaniu lub pisać na jeden.
    # DWA POZIOMY SUMIENIA
    # W SUMIE NIE
    Czas do 23 stycznia 2021, godzina 23:59.
    Liczymy na Ciebie!!!
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Dziękuję za zaproszenie, pozdrawiam.
  • Narrator 2 miesiące temu
    Tylko jedna, krótka scena, za to mistrzowsko półpisana, językiem należących do niej osób i przedmiotów. Słowa od razu wprowadzają w nastrój, dają odczuć zapach, smak, jakbym tam był. Jedna z najpiękniejszych, najprawdziwszych miniatur, jakie tutaj przeczytałem.
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Ogromnie mi miło. Dziękuję, Narratorze.
  • Piecuszek miesiąc temu
    Uwielbiam takie wspomnieniowe opowieści. Autorko posyłam uśmiech :)
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Piecuszku, bardzo mi miło. Zajrzyj pod kolejne, w przyszłości... :)
  • Antoni Grycuk miesiąc temu
    Fajne. Klimatyczne, ze świetną stylizacją językową.
    A końcówka przypomniała mi:
    "Bierzemy muchi w tłuste paluchi,
    kładziemy muchi na rozgrzane blachi,
    patrzymy, jak muchi robia wibuchi
    i mamy radochi po pachi."

    Pozdrawiam
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Antoni, znam ten wierszyk! Cieszę się, że pochwaliłeś mój tekst. i też pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania