Stale i wszędzie

Najgorzej to jest mieć wspólnotę majątkową, gdy ona przez zwykłą awanturę domową zostaje podniesiona do rangi najwyższej i wtedy przestaje się liczyć to, co nas łączy. Chyba żadne z nas dokładnie nie pamięta, od czego się zaczęło. Prawdopodobna przyczyną był zły dzień w pracy, lub nieudane zakupy w sklepie, ktoś coś powiedział, inny burknął i nagle atmosfera ulicy została przeniesiona do domu. Jeszcze z pewnością było warkniecie, trzaśnięcie drzwiami, niedosłyszane słowa, wzajemne niezrozumienie i wojna rozpętała się na całego. Oczywiście nikt nie zamierzał pierwszy ustąpić i przyznać się do niewłaściwego zachowania. Zwyczajnie okopaliśmy się na swoich pozycjach i rozpoczęło się najgorsze, wzajemne licytowanie.

Własne wkłady we wspólne utrzymanie domu zostały wyolbrzymione, jakby tego było mało, wygrzebaliśmy dawne sprawy z zakamarków pamięci. Gdyby na tym się tylko skończyło nie byłoby jeszcze tak źle, lecz nastąpiło wypominanie wniesionych wkładów do małżeństwa. Nagle wspólne pieniądze stały się indywidualnymi i kolejnym etapem było wyliczanie, co jest moje, a co twoje i ile, czego, więcej, lub mniej. Wyjątkowo szybko została podzielona najważniejsza rzecz w domu telewizor, którego wielkość ekranu wynosi 90 cali, rozdzielczość Full HD, 1920 x 1080, technologia 3D (migawkowa), technologia odświeżania Active Motion 200, system dźwięku przestrzennego Virtual Dolby Surround, moc głośników 2x10 W, Smart TV, WiFi, DLNA oraz komunikacja dodatkowa.

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że mając taki telewizor w domu to dba się w pierwszej kolejności o niego. Walka o pilota i czas dysponowania nim często jest równie niebezpieczna jak prawdziwa wojna. Nawet w domowym zaciszu można odnieść poważne rany nie tylko na ciele, lecz jeszcze na duszy. Przyczyna tej zaciekłości jest prozaiczna, ot zwykły telewizor. Jednak nikt przy innym sprzęcie nie starał się dowieść swojego większego udziału i prawie do swobodnego dysponowania jak przy telewizorku. Gdyby się dało go podzielić w taki sposób żeby nadal działał, z pewnością byśmy się rozstali. Jednak w tym przypadku połączył nasz bardziej niż wcześniejsze przysięgi.

Podczas rokowań pokojowych oczywiście w pokoju, a nie w sypialni, ustaliśmy ścisły podział godzinowy władzy nad pilotem. Kiedy indziej najprawdopodobniej bym zrezygnował i zadowolił się znacznie mniejszą przekątną ekranu, lecz przyzwyczaiłem się do wygód i nie chciałem nawet kapki ustąpić.

Żeby oglądnąć mecz, na który zaprosiłem kolegów, musiałem w drodze pokuty oglądać opery mydlane, lub wszędobylskie programy kulinarne. Nigdy nie przypuszczałem, że naprodukowali tyle tego dziadostwa. Gdziekolwiek się przełączyło poza kanały sportowe, to tam coś gotują, pieką i omawiają produkty. Nagle wszyscy zawędrowali do kuchni, począwszy od aktorów, poprzez gwiazdy telewizyjne, blogerki, dzieci, do szefów kuchni. Tych ostatnich to jest miejsce pracy i tam właśnie powinni być, lecz po cholerę im do gotowania potrzebne są jeszcze kamery. Przez miesiąc nagotowali w programach kulinarnych tyle żarcia, że połowa Polski powinna umrzeć z przejedzenia.

Nawet nie przypuszczacie jak człowieka wkurza, gdy zagniewana żona nie gotuje i przez miesiąc wcina się tylko śmieciowe barachło. Najczęściej to świństwo podgrzewałem w mikrofali, ponieważ na kuchence gazowej tylko przypalałem. Gdybym kończył pracę o przyzwoitej godzinie szedłbym do restauracji, lub baru na smaczny obiad. Kończąc robotę o dziewiętnastej mogłem dostać posiłek w barze, który tam przynajmniej od rana był stale podgrzewany. Raz na coś takiego się skusiłem i wystarczy. Tak mnie złamało, że do rana okupowałem toaletę i pomyśleć, to za własne pieniądze.

Podczas oglądania degustowania przez jury, mistrzowskich potraw, gdy jadłem zamówioną pizzę z serem jak zwykle chemicznie podrobionym, głośno do siebie powiedziałem.

- Zjadłbym tak apetycznie wyglądającą potrawę.

Żona chyba od dawna czekała, że się załamię i cos takiego powiem, ponieważ od razu odpowiedziała.

- Rączki do dupy przyrosły, chcesz jeść to sobie ugotuj.

Wcześniej do kuchni wchodziłem sporadycznie i to niechętnie żeby wynieść śmieci. Teraz chciałem naśladować uczestnika programu, który w pięć minut przyrządził wspaniałe danie. Myślałem, skoro jemu zajmuje pitraszenie pięć minut, to ja za dziesięć, góra dwadzieścia przyrządzę podobne. Jednak po dwóch godzinach spędzonych w kuchni i po kilkukrotnym odtwarzaniu tego odcinka na smartfonie, poddałem się i powiedziałem do siebie.

- Cholera nie potrafię.

Gdyby nie wredny uśmieszek na ustach małżonki z pewnością moja kulinarna przygoda tak by się skończyła. Jednak życie potrafi nas zaskakiwać w najmniej spodziewanych sytuacjach.

Wychodząc rano do pracy zauważyłem przy drzwiach wyjściowych budynku, reklamę sieci sklepów spożywczych. Już pierwsza strona była pełna promocji i okazjonalnych cen. To w niej w środku zobaczyłem super okazję fasolki po bretońsku, a z lewej strony hit miesiąca flaki po zamojsku. Dlatego wieczorem w drodze powrotnej nadłożyłem drogi i wstąpiłem na zakupy. Obładowany, lecz uradowany sprawunkami w dobrym humorze szedłem do domu na kolację. Przechodząc obok drogiej restauracji zachwycałem się zapachami wspaniałych potraw, ulatujących w pobliżu. Gdybym znacznie więcej zarabiał z pewnością codziennie chodziłbym do niej, a tak musiałem stale oszczędzać i obejść się smakiem. Nagle z prawej strony drzwi wejściowych obok przykładowego menu, dostrzegłem ogłoszenie.

Zatrudnimy w porach wieczornych pomoc do kuchni, wynagrodzenie 15 złoty za godzinę plus premia. Naszym pracownikom zapewniamy posiłek.

Kiszki grały mi marsza, a jedzenie wspaniale pachniało. Pomyślałem raz kozie śmierć i wszedłem. Właściciel restauracji potrzebował kogoś na zmywak od dwudziestej do dwudziestej trzeciej. Godziny pracy mi odpowiadały, a najbardziej słowa szefa.

- Od dzisiaj zaczniesz, lecz zanim się przebierzesz, dostaniesz jedzenie.

Nawet nie zdążyłem pomyśleć, czy nie da mi jakiś resztek, gdy przede mną na stoliku w szatni dla personelu, wylądowało wspaniałe danie. Opychałem się potrawą, jakiej nigdy wcześniej nie jadłem i myślałem wtedy, jakiego to mam farta. Tak zatrudniłem się na zmywaku, zaraz po pracy biegłem do restauracji, tam o dziewiętnastej piętnaście dostawałem jakieś specjały przyrządzane przez szefa w tym dniu. Dni wypełnione pracą pędziły jak oszalałe. W domu byłem tylko gościem, któremu już czasu na oglądanie telewizji nie starczało. Nawet w święta i weekendy od południa zmywałem. Powoli z żoną oddalaliśmy się coraz bardziej. Ona była przekonana, że mam kochankę i to wystarczyło jej do wniesienia sprawy rozwodowej. Dalej byłem na nią wściekły i nie powiedziałem jej gdzie przebywam i co robię.

Stopniowo szef powierzał mi nowe obowiązki. Kiedy odkrył, zaskakując mnie samego, że mam talent kulinarny i wrodzone poczucie smaku. Moja kariera w gastronomi rozwinęła się błyskawicznie. Zrezygnowałem z pracy, która nie przynosiła mi dochodów i satysfakcji. Restauracja pochłonęła mnie bez reszty, teraz na pięciominutowe programy o gotowaniu tylko się uśmiechałem. Potrafiłem już dobrze gotować, lecz w tym czasie mogłem jedynie ugotować jajka na miękko. Prawdziwe gotowanie pochłaniało sporo czasu i pełnego zaangażowania.

Rozwód żona z pewnością szybko by otrzymała, lecz sędzia częsty bywalec naszej restauracji doskonale znał personel, w tym i mnie. Dlatego w czasie rozprawy bardziej był zainteresowany, jakim daniem dzisiaj wieczorem poczęstujemy gości, niż naszymi problemami. Pozostali prawnicy nie wydawali się zaskoczeni takim przebiegiem rozprawy, widocznie i oni w naszym lokalu jadali. Jedynie żona popatrzyła na mnie z pretensją w oczach, jako najbliższa mi osoba dowiedziała się ostatnia. Chciałem i musiałem przyznać jej rację. Swoim postępowaniem ją zraniłem i nie jest ważne czy na początku to była jej wina, moja, albo nasza. Najważniejszymi dla nas nie są drogie i luksusowe rzeczy, lub duże konto w banku, albo kariera, tylko nasze uczucia i radość z przebywania razem. Zabrakło w naszym małżeństwie podobnie jak u innych par, dobrych intencji, uczuć i woli.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • NataliaO 19.12.2016
    Dobre, dobre :) Życiowe takie ;) 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania