Stalówka

Ból ogniskował się w brzuchu. Zagnieździło się w nim stado jadowitych węży. Schyliłam się, aby zawiązać sznurówkę, nagle gorący pręt przeszył mnie na wylot. Nie mogłam się poruszyć. Przypominałam osobę, która chwyciła piorun. Czarne od tuszu łzy spadały na na białe adidasy.

Miesiączka zaczęła mi się dzień wcześniej.

Próbowałam zadzwonić do mamy, nie odebrała jak zwykle. Od dawna wiedziałam, że w kryzysowych sytuacjach powinnam odzywać się do taty. Zawsze odbierał. Jednak za każdym razem mam nadzieję, że po kilku sygnałach usłyszę jej zmartwiony głos.

Tata nie zawiódł. Mówił, że późno wróci z pracy, ale jutro zabierze mnie do lekarza, aby przepisał mi środki przeciwbólowe na receptę. Zaopatrzy mnie na noc w zapas ulubionej czekolady. Podkreślił, żebym nie przejmowała się zaległościami w szkole. Kilka wolnych dni może nawet pomóc w nauce.

— Cierpiąc katuszę i tak nic nie zapamiętasz z paplania belfra — powiedział.

Zawsze powtarzał, że największe niedojdy są prymusami, bo nie mają pasji. Zostaje im tylko karmienie ego piątkami. Tylko ludzie z pają osiągają szczyty, wpajał mi, odkąd pamiętam.

Ojciec sam był ogromnym zapaleńcem na punkcie aut, prowadził największy w województwie komis. Niestety nie przekazał mi w genach miłości do motoryzacji. Gdy mówiłam mu podczas wielu z nocnych przejażdżek, że podoba mi się mijany samochód, tacie oczy zapalały się niczym mi na widok crusha. Zaczynał opowiadać bez końca o historii marki, silniku, innych parametrach. Nie mówił, tylko recytował fakty i ciekawostki jak wiersz miłosny. Przypuszczałam, że nawet do mamy w sypialni nie mówi w ten sposób. Zazwyczaj podczas jego wywodu walczyłam ze snem. Po kryjomu, bo nie chciałam zrobić mu przykrości.

Nasze nocne rajdy zaczęły się przed przeprowadzką z miasta na wieś. Tata był uzależniony od kawy, jeżeli nie wypił minimów trzech filiżanek, zachowywał się jak ćpun. Był rozdrażniony, drapał się do krwi, jakby swędziały go kości. Dawniej z tego powodu nazywałam go Strzykawka. Szczerze mówiąc był podobny do leniwca z Zwierzogrodu.

Tata nie mógł zasnąć, ja również, bo stresowałam się szkołą. Wiedźma przelewała na nas swoją frustrację seksualną. Każdy sprawdzian z matematyki poprzedzała zarwana nocka. Zabrał mnie tamtej nocy pierwszy raz na nocny rajd, po opustoszałych ulicach miasteczka.

Gdy siedzieliśmy na podgrzanych fotelach, tacie włączył się tryb na wspomnienia. Opowiadał, że po zdaniu prawaka ciągle z kolegami jeździli wieczorami. Często krętymi żwirowanymi drogami, które ciągnęły się od jedynej wioski przez pola po lasy. Zdarzało się im wypić parę piw, do czego przyznał się z skrytym zażenowaniem.

W łazience spojrzałam przez okno. Dzień zapowiadał się paskudnie. Chmury w kolorze kłębków kurzu, były jak obwisłe ramiona u starców. Padał rzęsisty deszcz, którego krople nie drążą skały, tylko burzą. Wcale nie było mi szkoda tracić tamtego dnia. Pragnęłam pominąć wtorek. Skasować, jak przyciskiem na klawiaturze.

Chwyciłam się spłuczki. Ból promieniował. Czarne plamy pojawiały się mi przed oczami. Brałam głębokie oddechy. Miałam ochotę hybrydami rozedrzeć skórę i wyrwać macicę. Paskudny narząd, przez który wierzę w piekło. Bo skąd indziej miałaby się on wziąć?

Usiadłam na desce, po chwili odkręciłam kurek. Nabrałam trochę wody w dłoń i oblałam twarz. Bałam się zemdleć sama w domu.

Zajrzałam do szafki pod lustrem.

Cholera! Prosiłam, przypominałam, wysyłałam matce trzy wiadomości. Miała tylko uzupełnić zapas tamponów oraz podpasek. Zapomniała po raz kolejny, gdy ją o coś proszę, rzadko kiedy pamięta. Nie chcę wychodzić na rozpieszczoną jedynaczkę, która zawsze musi być oczkiem w głowie rodziców.

Jednak jak ma się czuć córka, kiedy matce ulatuje z głowy data występu w konkursie muzycznym? Lub gdy zapomina po mnie podjechać do przyjaciółki, nie odpisuje na SMS-y, a tata przemęczony gna w nocy po mnie?

Jest zapracowana, nieustannie tłumaczy ją tata.

Oddzwoniła.

— Nie kupiłaś tamponów.

— Mam całą firmę na głowie. Zresztą, czemu nie ma cię w szkole?

— Mam okropnie bolesny okres.

— Dziecko, pół życia będziesz miesiączkować, musisz nauczyć się funkcjonować.

— Miłej pracy.

Nie mogłam znieść jej znieczulicy. Chciałam zachować wyższość moralną i grzecznie skończyć rozmowę. Przycisnęłam czerwoną słuchawkę z konieczności. Mogłabym chcieć powiedzieć za dużo.

Z trudem wspięłam się schodami do swojego pokoju. W starym plecaku znalazłam dwa luzem leżące podpaski. Oby do przyjazdu taty starczyły.

Poza nimi w plecaku odkryłam zapakowane w etui wieczne pióro. Upominek od wychowawczyni, który dostaliśmy w ostatniej klasie podstawówki. Wyjęłam je z opakowania. Było masywne, ale korpus wygodnie trzymało się w palcach. Stalówka błyszczała niczym sopel lodu. Opuszkiem dotknęłam końcówki. Na palcu pojawiła się plamka krwi. Tym piórem można było pisać po kamieniu.

Z kuchennej szafki wygrzebałam najsilniejszy lek przeciwbólowy, jaki mieliśmy. Wzięłam podwójną dawkę. Kiedyś mama odstała je na receptę, bo upadła ze schodów i stłukła żebra. Zabraniała mi z nich korzystać, bo wyczytała, że są silnie uzależniające.

Popiłam wodą prosto z kranu, wtedy zauważyłam coś dziwnego. Szybko pokuśtykałam zamknąć drzwi wejściowe na klucz. Zastanowiłam się, czy okna są pozamykane. Raczej powinny. Wróciłam do kuchni, przytulona do ściany, spojrzałam za okno.

Szczupły facet przypominający Slender Mana stał przy bramie. Wiatr rozczesywał jego długie, siwe włosy, gdy gapił się na mój dom. Sam jego widok wystarczył, aby niepokój nawiedził moje serce. Wtargnął do środka podobnie do terrorysty z bombą zaszytą w kamizelce. Strach eksplodował. Złapałam się za pierś, z której mięsień rwał się do ucieczki.

Wyjrzałam raz jeszcze. Przy mężczyźnie pojawiła się kobieta, czułam jej zapach. To irracjonalne. Dzieliły nas cegły, z jakieś dobre dwieście metrów, ale czułam go, jakbym siedziała na jej kolanach. Pachniała wilgotną ziemią. Zardzewiałym metalem, który kroi mięso. Zapiekł mnie nos. Nozdrza bolały tak samo, gdy podczas domówki u Werki wciągnęliśmy ścierwo, po którym nie spałam trzy noce.

Leki zaczęły działać, ból przeszedł, ale przyszła senność. Tabletki wyczarował szklany klosz, pod którym się znalazłam. Dźwięki zostały wytłumione, a kolory pulsowały jak żywe.

Ostatni raz rzuciłam okiem na parę za szybą. Facet gładził dłonią zdobienie płotu w kształcie grotu strzały. Obserwował okno kuchenne. Myśl, że mógł mnie widzieć, była przerażająca, niczym niefortunne ugryzienie pestki wiśni. Towarzyszka Slender Mena poruszała wargami, jakby śpiewała. Ostatnie, co zapamiętałam to ich twarze pozbawione emocji. Ześlizgnęłam się po ścianie na płytki.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • słone paluszki tydzień temu
    To źle:
    spadały na na białe adidasy.
    jeżeli nie wypił minimów trzech filiżanek,
    zdaniu prawaka ciągle
    Kiedyś mama odstała je na receptę

    To super:
    Chmury w kolorze kłębków kurzu, były jak obwisłe ramiona u starców.

    Vincent, czy miałeś w planie uśpienie Czytelnika, by go przy końcówce obudzić?
    Bo wtedy czytający otwiera szerzej oczy i wstrzymuje oddech głodny każdego słowa. Lecz Szanowny Autor zamyka Czytelnikowi drzwi przed nosem.
    Może to kiteracki eksperyment, ale mnie nie przypadł do gustu. Soreczka.
  • Vincent Vega 6 dni temu
    Słone Paluszki, to miał być raptem prolog do dłuższego opowiadania lub może mini powieści. Niestety idea nie rozkochała mnie w sobie na tyle, żeby pozostać z nią dłużej niż kilka wieczorów. Co z niej zostało, to opublikowałem.

    Dziękuję za przeczytanie, pozdrawiam serdecznie :)
  • słone paluszki 6 dni temu
    Vincent Vega
    Od akapitu: "Szczupły facet przypominający..."
    Zaczyna robić się ciekawie, jest akcja, która prosi się o rozbudowanie. Moim zdaniem za bardzo skupiłeś się na miesiączkującej dziewczynie, której jedynym problemem jest brak tamponów.

    Masz już maleńki zalążek czegoś ciekawego i tylko od Ciebie zależy, jaką drogą pójdziesz.
    Nie poddawaj się. Daj sobie czas i uruchom wyobraźnię.
    Sama jestem ciekawa, jak mogłoby się to rozwinąć, a możliliwości jest bardzo dużo.
    Pozdrawiam i Powodzenia!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania