Stan siedmiu cz. 1
W gęstym mroku migotało małe światełko. Chwiało się, niepewne czy trwać czy jednak zgasnąć. Oświetlało ono krzesło na którym siedział mężczyzna. Ręce wygięte do tyłu były skrępowane łańcuchem. Miał na sobie wytarte, brudne jeansy, dziurawą koszulkę i czarne buty. Uwięziony patrzył w wszechobecną ciemność i modlił się w duchu by nikt z niej nie wyszedł. Niestety jego modły nie zostały wysłuchane. Doszedł do jego uszu dźwięk zbliżających się kroków. Spojrzał w tamtym kierunku ale dźwięk zniknął. Teraz kroki nadchodziły z drugiej strony. Spojrzał tam i znowu zmiana. Teraz nadchodziły z tyłu. Mężczyzna czuł przewagę domniemanego przeciwnika. Zamknął oczy i na niego czekał. Kroki dochodziły z każdej strony. Jakby szło do niego co najmniej kilkanaście osób i gdy dźwięk zbliżył się na odległość około metra, wtedy nastała cisza. Nic się nie działo. Siedzący na krześle otworzył oczy i zobaczył krąg milczących istot. Wszystkie były takie same. Wysokie, całkowicie pozbawione włosów, trupio blade. A najgorsze były te oczy. Bez białek, całkowicie czarne. Posiadali nagie torsy oraz brudno-ziemiste spodnie. Stali na granicy mroku. Niewyraźni, milczący i potwornie groźni. Mężczyzna nie wiedział czego chcą ale obawiał się najgorszego.
- Czego chcecie?! - chciał pokazać im, że się nie boi.
Jedna z bladych istot wystąpiła z kręgu i stanęła tuż przed nim. Uśmiech ukazujący tysiące cienkich zębów, przypominających szpilki, wykrzywił upiorną twarz. Mężczyzna nie spodziewał się uderzenia. Jego głowa odskoczyła a na ustach pojawiła się krew.
- Podaj swoje imię! - głos istoty był bardzo gardłowy, zachrypnięty. Jakby ściany krtani pokrywały strupy i zaschnięta krew.
- Po co? I tak je znacie
Drugie uderzenie nastąpiło błyskawicznie. Zewnętrzną stroną dłoni. Uwięziony zwiesił głowę by dojść do siebie. Splunął krwią pod nogi istoty i wtedy podniósł wzrok by spojrzeć w te czarne studnie strachu jakimi były oczy tamtego.
- Imię – wysyczał oprawca.
- Liam! Zadowolony?
Kolejny cios. Krew skapnęła na koszulkę i szybko wciągnęła w brudny materiał. Istota złapała Liama za włosy i podniosła głowę. Krwawiąca twarz była młoda z wyraźnymi zmarszczkami sugerującymi częsty uśmiech. Niebieskie oczy wyrażały upór gdy wpatrywały się w przeciwnika. Blada dłoń chwyciła go za gardło. Długie, szponiaste, czarne paznokcie wbijały się w skórę szyi i policzków. Oblicze przypominające topielca zbliżyło się Liama na odległość paru centymetrów.
- Nędznik – szept był jak wiatr niosący śmierć – zdechniesz tu. A my się posilimy twoim rozkładającym się trupem
Odepchnął twarz mężczyzny i odwrócił się w stronę swoich towarzyszy.
- To wszystko? Na prawdę? Hahahaha!
Istota ponownie się odwróciła.
- I co? Uderzysz mnie? - Liam był już gotowy na śmierć. Chciał tylko ją spotkać godnie.
Oprawca podszedł do niego i dotknął pazurem jego twarzy.
- Waleczny. Może damy ci szansę. Ku naszej uciesze. Nie miałbyś szans ale... Może przed śmiercią byś coś zrozumiał
- No dalej! Jestem gotów!
- Nie jesteś... Robaku. A o śmierć to będziesz błagał
Krąg istot zaczął się odwracać. Powoli wszyscy zniknęli w mroku a siedzący na krześle został sam. Odczekał chwilę ale nic się nie działo. Zaczął poruszać rękami i wtedy zrozumiał, że zniknęły krępujące go łańcuchy. Wstał i rozejrzał się dookoła. Widział tylko ciemność. Lecz w pewnym momencie, gdzieś w oddali zamajaczyło małe światełko. Liam obserwował ten migoczący punkt ale on ani się nie zbliżał ani nie oddalał. Czekał. Czekał na niego. Dlatego mężczyzna wziął głęboki wdech i zagłębił się w mrok. Szedł przez ciemności. Gęste i nieprzeniknione. Czerń oblepiała go jak smoła. Była jak żywa istota która milionem dłoni próbuje rozerwać ciało. Miał wrażenie jakby ciemność wchodziła do jego wnętrza, zagłębiała się w sercu i siała spustoszenie. Z coraz większą paniką szedł patrząc nieprzerwanie w migoczący punkt. Światełko rosło z każdym krokiem. Liam ostatnie kroki przebył biegiem. Gdy wpadł w mały okręg światła wtedy wyczuł coś jak jęk zawodu dobywający się z mroku. Światłem była lampa naftowa lecz jej płomień był inny, niebiesko-biały. Sprawiał wrażenie tętniącego życiem. Lampa stała na ziemi a pod nią wyraźnie coś leżało. Liam podniósł lampę a wtedy jej płomień mocniej zapłoną. Miał dziwne uczucie. Więzi? Nie rozumiał tego. Dostrzegł przedmiot leżący przy jego nodze. Wziął go do ręki. Mała, żółto-szara koperta z wykaligrafowanym imieniem. Jego imieniem. Lekko zdziwiony rozejrzał się ale dostrzegł tylko ciemność. Mimo pewności, że blade istoty są gdzieś w pobliżu, mężczyzna usiadł na zimnej, uklepanej ziemi, położył lampę między nogami i otworzył kopertę.
Nie jesteś gotów Przyjacielu!
Nikt nie jest! Niestety już nie można tego cofnąć. Rozpocząłeś tę podróż. Podróż do wnętrza. Czy grozi Ci niebezpieczeństwo? Tak! Największe i nieustanne. Czy dasz radę? To zależy od Ciebie. Czy będziesz sam? Jak nigdy wcześniej. Niczego nie rozumiesz i niczego, na razie, nie zrozumiesz. Lampa, która masz między nogami, nie pytaj skąd wiem, jest Twoim największym sprzymierzeńcem. To płomień życia. Zrozumiesz to już niedługo. Nie poddawaj się. Nigdy się nie zatrzymuj. Unikaj mroku. Ciemność czeka. A w niej nie znajdziesz nic dobrego. Uważaj na siebie. Obyśmy się spotkali.
Przyjaciel
Liam przeczytał list dwa razy ale za drugim razem był jeszcze bardziej nie zrozumiały. Wstał, schował kartkę do tylnej kieszeni spodni, podniósł lampę i się rozejrzał. W zasięgu wzroku pojawiły się drzwi. Wielkie, ciężkie metalowe drzwi. Pchnął je i otworzyły się z głośnym jękiem. W środku panowały nieprzeniknione ciemności. Odetchnął głęboko i wszedł do środka.
Drzwi się za nim zatrzasnęły. Odwrócił się gwałtownie ale patrzył na gładką ścianę. Zdziwiony uniósł lampę by oświetlić jak najwięcej obszaru. Poznał to miejsce. To było jego mieszkanie. Ruszył korytarzem prowadzącym od sypialni aż stanął w salonie. Na komodzie stało zdjęcie przedstawiające jego oraz młodą kobietę. Obok zegar wskazywał pięć minut po północy. W mieszkaniu było wszystko tak jak zapamiętał. Przeszedł przez salon i wszedł do przedpokoju. Drzwi do łazienki miał po swojej prawej, po lewej, bardziej w głębi, były drzwi wyjściowe a na wprost ostatnie, drzwi do pokoju gościnnego. Drzwi do łazienki były zabite deskami. Gwoździe poprzebijały framugę jak tkankę. Zrobił parę kroków i dostrzegł, że wejście do mieszkania jest zablokowane grubymi łańcuchami. Tylko drzwi od pokoju gościnnego były niezablokowane. Podszedł do nich i ujął klamkę. Nacisnął. Zamknięte. Poczuł zawód. Nie tego się spodziewał. Wrócił do salonu. Rozejrzał się i udał się do sypialni. Te drzwi również były zamknięte. Lekko sfrustrowany wrócił do przedpokoju. Ponownie próbował dostać się do pokoju gościnnego ale skutek był ten sam. Podszedł do drzwi wejściowych. Dotknął łańcuchów. Nie miał szans ich zdjąć. Ogniwa grube jak jego palce. Zerknął przez wizjer. Korytarz po drugiej stronie był oświetlony ale nikogo tam nie było. Wtedy do jego uszu doszedł dźwięk skrzypiących drzwi. Spojrzał w tamte stronę i zobaczył, że wejście do pokoju gościnnego stoi otworem.
- Halo! Jest tam kto?
Cisza aż dzwoniła w uszach. Podszedł powoli do tego miejsca. Złapał za klamkę i otworzył szerzej. Zobaczył korytarz. Nie tego się spodziewał. Przeszedł przez drzwi, które natychmiast się za nim zatrzasnęły. Wiedział gdzie stoi. Poczuł się bardzo nieswojo. Zrobił parę kroków i stanął w salonie. Zegar obok zdjęcia pokazywał pięć minut po północy. Nie poddając się uczuciu, które zaczęło pojawiać się w jego sercu ruszył do przedpokoju. Ten sam obraz. Łazienka i główne wejście zablokowane. Podszedł do drzwi prowadzących do pokoju gościnnego lub na, dobrze mu znany, korytarz. Nacisnął klamkę i zdziwiony odczuł, że zamek ustępuje. Przejście zapraszało. Wszedł w nie i znów stał na korytarzu. Zmarszczył brwi i poszedł do salonu. Pięć minut po północy.
- Co jest do cholery?!
Ruszył do przedpokoju. i nagle kopnął w deskę, która z głośnym trzaskiem uderzyła w drzwi do, teoretycznie, pokoju gościnnego. Liam patrzył na deskę a potem spojrzał na drzwi łazienki. Jednej deski brakowało a na sąsiedniej były wyraźne ślady paznokci. Jakby ktoś próbował się wydostać i rył strukturę drewna w największej desperacji.
- Jest tu kto? - głos zaczynał mu drżeć.
Cisza nie była na tyle łaskawa by mu odpowiedzieć. Odczekał chwilę po czym przeszedł przez jedyne otwarte drzwi. Gdy wszedł do salonu to spojrzał na zegar. Pięć minut po północy. Zacisnął szczęki ze złości i wtedy to usłyszał. Łup. Łup. Pojedyncze uderzenia, jakby ktoś chciał się wydostać. Liam robił powolne kroki i gdy światło lampy padło na przedpokój wtedy już wiedział co to za dźwięk. Łup. Deski trzymające drzwi łazienki aż zadrżały. Łup. Na podłogę spadł jeden z gwoździ. Liam nie wiedział co jest w środku i nie chciał się dowiedzieć. Łup. deska wylądowała przy jego nogach. Przyznając się przed samym sobą, że odczuwa panikę rzucił się do drzwi na wprost. Były zamknięte. Łup! kolejna deska na podłodze. Łup! Łup! Łup! Czuł jak łzy strachu zaczynają mu napływać do oczu.
- No otwórz się!
I wtedy potężny trzask poniósł się echem po mieszkaniu. Liam się odwrócił i zobaczył, że drzwi do łazienki nie są już zabite deskami. Patrzył na nie osłupiały i wtedy ona zaczęły się powoli otwierać. Rzucił się na drzwi pokoju błagając by się otworzyły. Nie chciał patrzeć za siebie. Skrzypienie się urwało. Drzwi do łazienki stały otworem ale jego wciąż były zamknięte. Nie czuł, że płacze. Płacze z panicznego strachu. Za jego plecami pojawiły się pierwsze kroki. Ten ktoś zaczął wychodzić.
- Proszę! Błagam! Otwórz, otwórz
I wtedy drzwi ustąpiły. Runął do przedpokoju po drugiej stronie i usłyszał błogosławiony dźwięk oznaczający, że wejście się zamknęło. Liam usiadł i oparł się plecami o ścianę.
- O co tu chodzi? Jak mam się wydostać? - szlochał. Nie wstydził się tego. Nawet o tym nie myślał.
Po chwili wstał i poszedł do salonu. Pięć minut po północy. Pojawiło się coś nowego. Zdjęcie na komodzie. Młoda kobieta wyglądał tak samo ale jego twarz była rozmyta, jakby ktoś zbliżył zapalniczkę i nadpalił zdjęcie. Nie chciał dłużej nad tym myśleć. Powoli ruszył w stronę przedpokoju. Drzwi do łazienki były otwarte.
- Jest tu kto?
Cisza. Trzęsąc się na wspomnienie wydarzeń z przed minuty, choć zegar uważa, że nawet tyle nie minęło, zajrzał do łazienki. Wszystkie kafelki były pokryte zielonym nalotem, jakby ściekającym z sufitu. Lecz nikogo nie było. Wtedy usłyszał płacz. Zesztywniał i poczuł jak mu się ręce spociły. Powoli wyjrzał do przedpokoju i zobaczył zanoszącą się płaczem kobietę. Wyglądał normalnie. Dłońmi zakrywała twarz a to wszystko przykrywały jeszcze długie włosy.
- Proszę pani?
Nie zareagowała.
- Co się stało?
Wciąż tylko tam stała i płakała. Wtedy Liam położył lampę na szafce i podszedł do kobiety. Myślał, że zrobiła unik by jej nie dotknął bo się bała a ona zrobiła krok ponieważ teraz stała poza łukiem światła lampy. Mężczyzna powinien pamiętać słowa z listu. Podszedł do płaczącej i dotknął jej pleców.
- Co się stało? - chciał by jego głos zabrzmiał przyjaźnie.
Kobieta opuściła ręce i spojrzała na niego. Usta wypełnione długimi, cienkimi zębami krzyknęły przeraźliwie a całkowicie czarne oczy pałały rządzą mordu. Liam otrzymał cios, który cisnął nim jak kukiełką. Uderzył o drzwi łazienki i upadł na podłogę. Jak w zwolnionym tempie patrzył na stojącą niedaleko lampę i wtedy zrozumiał. Płomyk się zmniejszył i zaczął się chwiać. "Płomień życia". On obrazuje jego życie! Gdy zgaśnie to znaczy, że Liam nie żyje. Potem spojrzał na potwora, który go zaatakował i dostrzegł, że nie może do niego dojść ponieważ musiała by wejść w obręb światła.
- Ciemność. Jesteś z ciemności! A ja chciałem ci pomóc! - poczuł narastający w nim gniew.
Podniósł się i złapał lampę. Trzymając ją przed sobą zaczął się zbliżać do tej istoty. Nie miała gdzie uciec. Krzyczała ogłuszając atakującego ale nic to jej nie pomogło, gdy dosięgnęły ją pierwsze promienie światła wtedy zaczęła blaknąć i zniknęła jakby była utkana z mgły. Mężczyzna dysząc ciężko odwrócił się i podszedł do drzwi pokoju gościnnego. Otworzył je i wszedł. Nie zdziwił się, że stoi na korytarzu. Przeszedł do salonu i trzymając obiema rękami lampę ruszył dalej do przedpokoju. Gdy mijał zegar to na niego nie spojrzał ale wyświetlacz pokazywał pięć minut po północy po czym zmienił na sześć. Przedpokój był pusty, łazienka również. Drzwi do pokoju gościnnego zamknięte. Ale to drzwi wejściowe go zainteresowały. Nie było łańcuchów. Podszedł do nich i otworzył. Po drugiej stronie czekał mrok ale Liam był gotów.
Komentarze (3)
Po przeczytaniu kilku Twoich opowiadań dochodzę do wniosku, że bardzo lubić dręczyć swoich bohaterów, zwłaszcza jeśli chodzi o pułapki umysłu – mam tu na myśli zarówno to opowiadanie, jak i „Patrząc zza krat” (jeśli pomyliłam tytuł, przepraszam, ale piszę z pamięci).
Wyłapane błędy:
„Oświetlało ono krzesło na którym siedział mężczyzna.” Przecinek!
„Niestety jego modły nie zostały wysłuchane. Doszedł do jego uszu dźwięk zbliżających się kroków.” Powtórzenie „jego”, szyk drugiego zdania powinien być zmieniony, przeczytaj na głos – nie brzmi najlepiej
„Kroki dochodziły z każdej strony. Jakby szło do niego co najmniej kilkanaście osób i gdy dźwięk zbliżył się na odległość około metra, wtedy nastała cisza.” -> tutaj pozwolę sobie bardzo niekulturalnie ingerować w tekst autora, ale moim skromnym zdaniem ten oto fragment brzmiałby zdecydowanie lepiej, gdyby drugie zdanie podzielić na pół, czyli postawić kropkę po „osób”; i połączyć pierwsze króciutkie zdanie z pierwszą częścią drugiego tj. „Kroki dochodziły z każdej strony, jakby szło do niego co najmniej kilkanaście osób. Gdy dźwięk zbliżył się na odległość około metra, wtedy nastała cisza.”
„- Czego chcecie?! - chciał pokazać im, że się nie boi.” Powtórzenie i błędy zapis dialogu
„- Po co? I tak je znacie” kropka po wypowiedzi
„Splunął krwią pod nogi istoty i wtedy podniósł wzrok by spojrzeć w te czarne studnie strachu jakimi były oczy tamtego.” Zdecydowanie podoba mi się to określenie! (ale - przecinki)
„ Oblicze przypominające topielca zbliżyło się Liama na odległość paru centymetrów.” Zbliżyło się do
„- To wszystko? Na prawdę? Hahahaha!” naprawdę; a odnośnie tego hahaha, dalej utrzymuję, że opis śmiechu byłby bardziej adekwatny
„Z coraz większą paniką szedł patrząc nieprzerwanie w migoczący punkt.” Przecinek przed imiesłowem
„Światłem była lampa naftowa lecz jej płomień był inny” powtórzenie
„Światłem była lampa naftowa lecz jej płomień był inny, niebiesko-biały. Sprawiał wrażenie tętniącego życiem. Lampa stała na ziemi a pod nią wyraźnie coś leżało. Liam podniósł lampę a wtedy jej płomień mocniej zapłoną.” Trzy kolejne zdania i trzy razy „lampa”
„Lampa, która masz między nogami” którą
„Spojrzał w tamte stronę i zobaczył, że wejście do pokoju gościnnego stoi otworem.” Tamtą
„Gdy wszedł do salonu to spojrzał na zegar.” Znowu to nieco irytujące „to”
„Nie czuł, że płacze. Płacze z panicznego strachu. ” pierwsze zdanie brzmi nieco dziwnie, jeśli zaraz po nim następuje kolejne z wytłumaczeniem przyczyn jego płaczu
„Młoda kobieta wyglądał tak samo ale jego twarz była rozmyta, jakby ktoś zbliżył zapalniczkę i nadpalił zdjęcie.” Wyglądała; jej twarz, bo to kobieta
„Trzęsąc się na wspomnienie wydarzeń z przed minuty, choć zegar uważa, że nawet tyle nie minęło, zajrzał do łazienki.” Sprzed; Uważał?
„Wyglądał normalnie. Dłońmi zakrywała twarz a to wszystko przykrywały jeszcze długie włosy.” Wyglądała, bo chodzi nam o ową kobietę, prawda?
„Myślał, że zrobiła unik by jej nie dotknął bo się bała a ona zrobiła krok ponieważ teraz stała poza łukiem światła lampy. ” to zdanie nie brzmi zbyt dobrze, ani zbyt dobrze nie wygląda; po pierwsze - przecinki, po drugie - trzeba je trochę podzielić
„Krzyczała ogłuszając atakującego ale nic to jej nie pomogło, gdy dosięgnęły ją pierwsze promienie światła wtedy zaczęła blaknąć i zniknęła jakby była utkana z mgły” za dużo informacji jak na jedno zdanie, a słowo dosięgnęły powinno zostać zamienione na dosięgły
„Drzwi do pokoju gościnnego zamknięte.” Brak czasownika
Całość – 4. Estetycznie bardzo dobrze, a taka dbałość o szczegóły, czyli wygląd, jest w mojej ocenie bardzo ważna. Głównie ze względu na ilość błędów nie mogę dać oceny najwyższej.
I jeszcze jedna uwaga – już kilka razy podkreślałam nadmiar zdań prostych w Twoich opowiadaniach i tak sobie myślę, że może to jest po prostu Twój styl. Twój sposób pisania i nie powinnam się tego czepiać. Po przeczytaniu kilku takich tekstów, ma to nawet swój urok, chociaż wciąż zwracam na nie uwagę. Czasem łatwo przekroczyć tę cienką granicę i ograniczać się do króciutkich zdań, a to chyba na dłuższą metę, nie jest dobre.
Kończę, żeby nie zanudzać :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania