Stan siedmiu cz. 2
Gdy drzwi się za nim zatrzasnęły to spojrzał na trzymaną w ręku lampę. Dopiero wtedy zauważył, że jej podstawa posiada wyryte symbole a dwa z nich pulsowały delikatnym światłem. Zbliżył twarz. Podświetlone znaki to liczby. Jedynka i dwójka. Palcem dotknął metalowej powierzchni. Wyczuł jeszcze pięć wgłębień. Poczuł jak traci siły i motywację. Westchnął zmęczony swoim odkryciem po czym rozejrzał się po miejscu w którym się znalazł. Pomieszczenie było bardzo wysokie, sufit krył się w gęstym mroku. Wszędzie zwisały długie łańcuchy zakończone hakami. Liam szedł ostrożnie omijając te upiorne żyrandole a za każdym razem gdy któregoś dotknął to rozbrzmiewała trupia melodia jakby chichotała sama śmierć. Nagle coś zamajaczyło w oddali. Gdy się zbliżył to zauważył wiszącego mężczyznę. Długie łańcuchy zakończone kajdanami trzymały go za nadgarstki. Uwięziony miał na sobie potargane spodnie a jego ciało pokrywały liczne rany. Liam nie widział twarzy ponieważ mężczyzna miał opuszczoną głowę.
- dobrze mu tak. Niech wisi
Odwrócił się gwałtownie ale nie dostrzegł nikogo kto mógł to powiedzieć.
- Wisi bo zasłużył!
- Gdzie jesteś? Pokaż się! - jego krzyk odleciał w mrok.
- Nędznik! Nędznik! Nędznik!
Odwracał się z lampą uniesioną wysoko ale nikogo nie dostrzegł.
- Spójrz na niego
I wtedy Liam zrozumiał. Ten głos. Upiorny szept pochodził wprost z jego głowy.
- Taaaak. Masz mnie! Hahahaha! Spójrz na niego! Spójrz!
Mimowolnie spojrzał na wiszącego mężczyznę.
- Kreatura! Robal! Musisz go zabić, zabić, zabić!
- NIE!
Uniósł lampę wyżej i podszedł do uwięzionego. Mężczyzna był nieprzytomny dlatego Liam złapał go za głowę i delikatnie podniósł by zobaczyć twarz.
- POOOOOTTTTTWWÓÓÓRRR!!!
Wystraszony zarówno krzykiem jak i widokiem odskoczył od więźnia. Poznał go. Minęło tyle lat. Przyjaciel, zdrajca, morderca, uciekinier. Tyle lat marzył by go spotkać i wymierzyć sprawiedliwość.
- Zrób to! To twoje przeznaczenie! Oni tego chcą, ty tego chcesz! Chcesz!
Liam zaciskał szczęki w coraz większej złości. Nie potrafił powstrzymać tych uczuć. Patrzył na mężczyznę przed nim i gniew go pochłaniał. Wszystkie potworne sceny sprzed lat powróciły. Otworzyły się rany i jego dusza zaczęła krwawić.
Przyjaźnił się z tym człowiekiem wiele lat. Nazywał się Frank. Przeżyli razem wiele przygód. Zawsze szaleni, zawsze nieokiełznani. Któregoś dnia Frank zaczął spotykać się z młodszą siostrą Liama, który nie był szczególnie zachwycony tym pomysłem. Postanowił jednak wspierać ich na ile tylko był w stanie. Para często się kłóciła. Zapewne dlatego, że człowiek ten lubił się zabawić i często był piany. Tego felernego dnia również. Mimo swojego stanu prowadził samochód. Jechali w dwójkę. Doszło do wypadku. Siostra Liama zginęła na miejscu a jemu nic się nie stało. Został skazany ale wyszedł za kaucją. Potem Frank zniknął.
- A teraz jest tu! Tylko dla ciebie! Nigdzie już nie ucieknie. Morderca, zdrajca, uciekinier!
Liam był zaślepiony łzami smutku i wściekłości. Położył lampę na podłodze. Podszedł do wiszącego, złapał za włosy i uniósł głowę. Patrzył z nienawiścią w to oblicze i klepnął go w twarz.
- Gdzie jestem? - Frank był zdezorientowany - kim jesteś?
- Już nie poznajesz starych przyjaciół? - głos Liama był lodowaty, pozbawiony uczuć.
- Bracie! To ty?!
- Nazywa cię bratem! Morderca twojej rodziny. Jak śmie? Nie jest godny by na ciebie patrzeć a nazywa cię bratem?
Uderzenie odrzuciło głowę Franka. Ten stęknął i splunął krwią ściekającą mu z rozciętej wargi.
- Za co?!
- On się pyta za co? Twoja siostra była tak nieważna, że nawet o niej zapomniał. Mógł zabić każdego ale wybrał ją. Zabił twoją siostrę. Mógł ciebie ale zabił ją. Byś bardziej cierpiał. Byś konał w wyrzutach sumienia
Liam uderzył jeszcze raz. I jeszcze. Każdy cios sprawiał, że płomień lampy lekko się chwiał. Krąg ochronnego światła się zmniejszał. Kolejne uderzenie. Właściciel lampy stał już na granicy między mrokiem a jasnością. Następny cios sprawił, że jego postać nie była już chroniona przez zbawienne światło.
- Tak! Ona cierpiała o wiele bardziej, ty cierpiałeś o wiele bardziej a ten robal nie czuje nawet skruchy. Wydrzyj mu ją. Wymuś na nim skruchę! Niech wie, że jest niczym a wszystko zależy od twojej łaski, łaski której nie masz!Uderzał jak szalony. Otępiały z rozpaczy i tęsknoty za zmarłą. Wszystkie lata goryczy teraz znalazły ujście. Kolejny cios sprawił, że Frank stracił przytomność. Wisiał z zwieszoną głową a krew skapywała na podłogę tworząc coraz większą kałużę.
- Dlaczego!? - Liam przez te wszystkie lata czuł się oszukany, zdradzony - Dlaczego!?
Nie uzyskał odpowiedzi. Gniew zaczął powoli opadać. Stał przed wiszącym człowiekiem i ciężko dyszał. Jego palce były całe we krwi. Nie jego krwi.
- Prosiła by nie jechał w tym stanie. Błagała go. On jej nie posłuchał, nigdy jej nie słuchał. Nie szanował jej, nie szanował ciebie. Zginęła na miejscu. Tak ci tylko powiedzieli. Leżała tam, opuszczona, samotna, czekająca na śmierć. Konała w męczarniach i nikt jej nie pomógł. Wzywała każdego, którego kochała ale nikt nie przyszedł. Musiała stawić czoła śmierci w samotności. Płakała. Nie była na nią gotowa. Taka młoda. Taka piękna.- Przestań! - Liam zatkał uszy rękami - AAAAA! Przestań!!!
Głos dobywał się z jego głowy dlatego to nic nie dało. Słyszał go wyraźnie. Bardzo wyraźnie. Głos sączył jad prosto w jego umysł. Był jak kawałki szkła w czaszce, które z każdym słowem przebijają tkanki powodując mentalny ból.
- Tak niegodnie przyjęła śmierć do siebie. Nie była gotowa. Chciała żyć ale to był koniec. Frank jej odebrał wszystko. Ten nędznik ją zabił! Zabił! Zabił! Zabił! Zabił! Zabił!
- Dooooooość!
Padł na kolana i zaczął przeraźliwie krzyczeć ale nie zagłuszył głosu w głowie.
Frank otworzył oczy. Obraz był niewyraźny ale po chwili zaczęły pojawiać się szczegóły. Łańcuchy i ciemność oraz lampa stojąca niedaleko. Jej płomień wyglądał jakby miał zaraz zgasnąć. Nie dawał prawie żadnego światła. Nigdzie nie widział Liama. Rozejrzał się ale dostrzegł tylko mrok. Nagle usłyszał brzęk łańcuchów. Spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył, że z gęstej czerni wyłania się jego dawny przyjaciel. W ręku trzymał zardzewiały hak. Powolnym krokiem podszedł do Franka i spojrzał mu w oczy. Więzień się przeraził. Łzy popłynęły mu po zakrwawionym policzku. Nie bał się haka. Bał się oczu swego przyjaciela. Całe czarne. Jak gładkie kamienie. I patrzyła z nich tylko śmierć.
- Liam! Przepraszam! Przepraszam! Ja nie chciałem! Każdego dnia żałuję, że się urodziłem. Przepraszam! Ja ją kochałem. I sam ją zabiłem! Największą karą jest życie z tą świadomością! Jestem potępiony!
Liam uniósł hak.
- Wbij mu go brzuch. Tak jak pokrzywiony metal przeszył twoją siostrę. Niech rozerwie mu wnętrzności, niech czuje jej ból, twój ból, wasz ból!- Nie! Nie rób tego! Nie chcesz być... Taki jak ja... - Frank płakał nieprzerwanie.
Hak zatrzymał się w pół drogi.
- Dalej! Skrzywdź go! Zabij! Zabij! Zabij!- NIE!
Hak upadł na ziemię.
- Jesteś słaby! Niegodny! Ona umarła przez ciebie! Bo jesteś za słaby na wszystko! Przeklina cię teraz. Nie potrafisz nawet jej pomścić. Ona żałuje, że jesteś jej bratem. Ona już nie ma brata. Jesteś niczym!- Przestań!!! Wyjdź z mojej głowy!!!
Oczy Liama zaczęły się zmieniać, przybierać normalne kolory. Czerń zaczynała się rozpływać.
- To twoja wina! - głos był inny.
Mężczyzna zaniósł się płaczem.
- To ty...
- Tak. Chcę byś się zemścił, byś wydarł z niego sprawiedliwość. Patrz co mi zrobił. Jestem niczym. Zabił mnie! Liam on mnie zabił a Ty nic nie zrobiłeś! Zrób teraz!Jego oczy znów stawały się coraz ciemniejsze. Wtedy złapał pierwszą rzecz, którą miał pod ręką. Lampę. I chciał uderzyć nią w twarz wiszącego. Płomień rozbłysnął i oświetlił krwawiącego Franka i Liama, który trzymał lampę nad głową, gotowy do ostatecznego uderzenia.
- Nie wybaczaj mi. Nie zasługuję na to. Chcę umrzeć. Powinienem umrzeć tamtego dnia - Frank był gotowy na koniec.
- Zabij go! Zabij go dla mnie! Braciszku zabij go! Pomścij mnie!Nie słuchał głosu. Opuścił lampę i dotknął swoim czołem, czoła Franka.
- Wybaczam Ci...
Usłyszał dźwięk ulgi pomieszany z krzykiem zawodu. Gdy otworzył oczy, mgła w nich całkowicie już zniknęła, to spostrzegł, że pomieszczenie jest puste. Zniknął Frank. Zniknęły łańcuchy. Oraz potworny głos w głowie. Pojawiły się za to drewniany drzwi. Podszedł do nich i ujął klamkę. Zerknął jeszcze na lampę i dostrzegł nowy świecący znak. Liczbę trzy.
Liam przeszedł przez drzwi, które natychmiast się za nim zamknęły. Światło lampy migało na brudnych kafelkach. Uniósł wyżej swego przyjaciela i oświetlił większy obszar. Wiedział gdzie jest. Zadrżał i skulił się w duchu. Nienawidził takich miejsc. Długi, wykafelkowany korytarz. Po obu stronach metalowe ściany pełne drzwiczek. Lodówki. Niedaleko niego z mroku wyłaniał się metalowy stół na kółkach, stojący przy takich otwartych drzwiczkach. Wiedział co tam jest. Co jest trzymane w tych zimnych, metalowych ustach. Trupy. Odkąd musiał przyjechać do kostnicy rozpoznać siostrę po wypadku to panicznie bał się tego miejsca. Na samą myśl oblewał go zimny pot. A teraz stał w ciemnej kostnicy. Sam. Jego serce waliło jak oszalałe. Nie chciał zrobić kroku. Odwrócił się z nadzieją ale zobaczył tylko brudną ścianę. Była tylko jena droga. W głąb.
Wziął głęboki wdech, który zdradzał jego niewyobrażalny stres muskający już o granicę paniki, i ruszył przed siebie. Okazało się, że na metalowym stole nikogo nie było. Leżał tam tylko skalpel. Liam podniósł go i wtedy światło lampy oświetliło lśniącą powierzchnię lodówek.
"Skróć swoje cierpienia"
Napisane krwią. Odłożył skalpel mimo myśli, które pojawiły się w jego głowie. Odwrócił się by ruszyć dalej.
- Skróć cierpienia!
Blady, jakby całkowicie pozbawiony krwi, człowiek stał tuż przed twarzą Liama. Jego oczy były tylko białkami a na klatce widać było pozszywane ogromne V. Dokładnie takie ślady mają osoby po przejściu sekcji zwłok. Liam krzyknął i upadł na metalowy stolik. Gdy spojrzał ponownie na korytarz to ten był pusty. Ciężko dysząc, wstał i powolnym krokiem ruszył przed siebie. Miał wrażenie, że schodzi po schodach szaleństwa. Każdy kolejny metr odbierał mu zmysły. Wtedy usłyszał coś co doprowadziło go na skraj. Jego nerwy były całkowicie zszargane. Parę metrów dalej, z jednej z zamkniętych lodówek dochodziło delikatne stukanie.Podszedł powoli do tego miejsca.
- Jest tam kto? - nie miał pomysłu co innego mógłby powiedzieć.
Nikt mu nie odpowiedział. Tylko znów pojawiło się ciche stukanie. Liam uznał, że zwariował ale ujął klamkę lodówki i nacisnął. Otworzył szybko i zdecydowanie. W środku spokojnie leżała postać przykryta brudnym materiałem. Złapał za uchwyt i pociągnął. Postać wysunęła się z lodówki i teraz leżała przed nim. Patrzył na nią z uczuciem całkowitej pustki w sercu. Ujął brudny materiał ale nagle go puścił. Nie potrafił. Nie wiedział co ma robić ale uznał, że to nie jest cel. Chciał okazać zmarłem szacunek dlatego odwrócił się i uniósł lampę by sprawdzić co go czeka dalej. W tym czasie postać usiadła. Materiał zsunął się odkrywając mężczyznę z wielką literą V na piersi i całkowicie białymi oczami. Postać spuściła nogi na podłogę i stanęła tuż za Liamem. Ten jakby wyczuł obecność kogoś drugiego i gwałtownie się obrócił. Widok pustego stołu i zwiniętego materiału wywołał u niego drżenie całego ciała. Trup zniknął. Rozglądał się chwilę ale nigdzie go nie było widać.
- Halo? - sam nie wiedział po co to mówi.
Nie chciał iść dalej ale i nie chciał stać w miejscu gdzie przed chwilą jeszcze ktoś leżał a teraz go nie ma. Ruszył przed siebie. Nagle zaczęła pojawiać się krew. Smugi na podłodze. Krwawe odciski dłoni przy drzwiczkach. Wędrowiec odczuwał coraz większy niepokój. I wtedy zobaczył kolejny krwawy napis.
"Znajdź mnie"
Ostatnia litera była rozmazana a na końcu długiej smugi widać było odbicie dłoni. Liam szedł bardzo ostrożnie, spodziewając się w każdej chwili ataku. Miał wrażenie, że jest zaszczuty przez samą esencję strachu. Wtedy zobaczył najdziwniejszy napis.
"Czy potrafisz odmówić sobie pomocy?"
Patrzył na napis niczego nie rozumiejąc. Nagle w mroku rozległy się kroki bosych stóp.
- Kto tam jest? - próbował dodać sobie odwagi.
- Ja
To jedno słowo wypowiedziane martwym głosem sprawiło, że Liam poczuł jak traci panowanie nad sobą. Odetchnął chwilę. Próbował się uspokoić.
- Chodź do mnie... Czekam...
I dźwięk kroków zaczął się oddalać. Nie miał innego wyjścia. Nie było innej drogi. Musiał podążyć za głosem. Szedł przez chwilę ale już nic się nie działo. Nabrał trochę pewności siebie i przyspieszył. Wtedy z ciemności zaczął wyłaniać się kształt.
- Nie...Nie, nie, nie
Na granicy światła, przy ścianie z lodówkami stał mężczyzna. Blady, naznaczony na klatce piersiowej. Jego puste spojrzenie wpatrzone było w przeciwległą ścianę. Liam długo stał w miejscu i tylko na niego patrzył. Tamten jednak nie drgnął dlatego człowiek z lampą wykonał pierwszy krok. Światło delikatnie oświetliło tamtego i wtedy trup przekręcił głowę i spojrzał wprost na przybysza. Liam przełknął ślinę i czekał. Nic. Wykonał kolejny krok. Trup drgnął. Następny krok. Nic. Tylko to puste spojrzenie. Każdy krok był uważnie obserwowany przez martwego strażnika. Gdy przybyły zrównał się z trupem to patrzyli sobie głęboko w oczy z odległości kilkunastu centymetrów. Lampa oświetliła mocniej trupią twarz i wtedy zaatakował. Złapał Liama za ubranie. Upadli na kafelki. Lampa potoczyła się po podłodze i walczący wypadli z kręgu światła, wtedy trup zastygł. Liam czekał na morderczy cios ale nic nie nastąpiło. Spojrzał na napastnika a ten stał nad nim jakby w uśpieniu. Leżący wypełzł spod trupa i patrzył na niego z niedowierzaniem. Podczołgał się do lampy i wziął ją do ręki. Skierował światło na stojącego i wtedy trup na niego spojrzał a gdy odsunął lampę to nie wykonał żadnego ruchu.
- Światło cię ożywia... - nie był szczęśliwy z tego odkrycia.
Postanowił wykonać eksperyment. Postawił lampę na podłodze w takiej odległości, że nie oświetlała trupa i do niego podszedł. Powoli się zbliżał ale nic się nie działo. Stanął parę centymetrów od niego. Nic. Wtedy wrócił po lampę i schował ją pod koszulkę. Przechodząc koło denata odwrócił się do niego plecami. Nic się nie stało. Udało mu się przejść. Wyciągnął lampę i ruszył dalej. Czy dodało mu to zwycięstwo odwagi? Nie. Liam czuł jakby jego serce miało się rozerwać, tak szybko pompowało krew.
Jego podróż nie trwała zbyt długo. Po chwili znów zaczęło się coś pojawiać. Gdy zorientował się co widzi to o mało nie zemdlał. Korytarz był pełen bladych postaci. Cały tłum zwrócony do niego plecami. Podszedł bliżej i pierwszy rząd zaczął się obracać. Od razu zrobił parę kroków by się cofnąć. Patrzył na ten martwy mur i czuł potrzebę by się rozpłakać. Przypomniał mu się krwawy napis."Czy potrafisz odmówić sobie pomocy?". Spojrzał na swego jedynego przyjaciela i zrozumiał. Nie chciał się z nią żegnać. Nie mógł. Ale musiał. Otworzył drzwi lodówki i postawił tam lampę.
- Żegnaj najdroższy przyjacielu - głos mu się łamał.
Nie bał się. Był przerażony. Zamknął drzwi lodówki i nastała całkowita ciemność. Ruszył powoli w stronę martwego muru. Wyczuł ich, wyczuł ich chłód. Stał bardzo blisko pierwszego rzędu. Zrobił dwa głębokie wdechy i wszedł między nich.
Przeciskał się między uśpionymi, martwymi ciałami ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Miał wrażenie, że trwa to wieczność, że minął już setki umarłych i wtedy usłyszał głos. Był bardzo blisko.
- Zostawiłeś swojego przyjaciela
Nic nie widział. Próbował się zorientować skąd dochodzi głos ale z każdej strony ktoś stał. Ruszył dalej. Chciał odsunąć postać stojącą przed nim ale włożył rękę w coś lepkiego i zimnego. Zebrało mu się na wymioty gdy zorientował się co zrobił. Niektórzy z milczących mieli nie pozszywane ciała po sekcji i Liam włożył rękę wprost w głębię jednego z tych ciał.
- Chodź - upiorny szept był coraz bliżej
- Czego chcesz? - zaskoczył sam siebie tym pytaniem.
Wyczuł zmianę. Wszyscy powoli zaczęli się obracać w jego stronę.
- Zostawiłeś swoją jedyną pomoc. Głupio...
I wtedy trupy wyciągnęły do niego ręce. Liam rzucił się do przodu w największym przerażeniu. Szarpali go, próbowali złapać ale on tak usilnie chciał się wydostać, że parł na przód. Po chwili z łzami w oczach upadł na podłogę za ostatnim rzędem zmarłych. Odczołgał się jak najdalej ale trwała tylko cisza. Już nikt się nie ruszał. Udało mu się. Spojrzał przed siebie i jego twarz rozjaśnił uśmiech. W oddali, na metalowym stole leżały zwłoki a między nogami stała jego ukochana lampa. Rzucił się i gdy ją złapał w ręce to przytulił do piersi.
- Nigdy cię już nie zostawię przyjacielu. Przewodniku. Pomocniku - szeptał słowa z największą czułością.
Dopiero po chwili spojrzał na stół. Wtedy jego twarz znów zalała się łzami. Jego siostra była zimna i martwa. Litera V odznaczała się na jej bladym ciele. Podszedł do niej i pogładził po policzku. Wtedy otworzyła oczy i na niego spojrzała. Liam odskoczył ze strachu. Gdy znów na nią spojrzał to wyglądała jakby spała. Pogładził ją po włosach i dotknął czołem jej głowy. Łzy nie przestawały lecieć.
- Tak mi ciebie brakuje. Przepraszam, że nie mogłem cię uratować - szlochał cichutko.
- Nie gniewam się
Spojrzał na nią ale nic się nie działo. I wtedy wszystko się rozpłynęło. Jej ciało, stolik, kostnica. Liam stał w niekończącej się ciemności i wtedy usłyszał cichutki głos. Inny. Ciepły. Miły.
- Tęsknię za tobą...
Liam uśmiechnął się pod nosem. To był jej głos. Jej prawdziwy głos. Spojrzał przed siebie i zobaczył kolejne drzwi. Wziął lampę i do nich podszedł. Nie musiał patrzeć, wiedział że liczba cztery rozświetliła się na podstawce jego najdroższego przyjaciela.
Komentarze (3)
Błędy:
„Gdy drzwi się za nim zatrzasnęły to spojrzał na trzymaną w ręku lampę. ” ah, i już na samym początku „to”
„Liam szedł ostrożnie omijając te upiorne żyrandole a za każdym razem gdy któregoś dotknął to rozbrzmiewała trupia melodia jakby chichotała sama śmierć. ” kolejne zdanie wymagające szeregu poprawek, przecinki, „to” itd.
„- dobrze mu tak. Niech wisi” wielka litera i kropka
„Jechali w dwójkę.” We dwójkę
„- Wbij mu go brzuch. Tak jak pokrzywiony metal przeszył twoją siostrę. Niech rozerwie mu wnętrzności, niech czuje jej ból, twój ból, wasz ból!- Nie! Nie rób tego! Nie chcesz być... Taki jak ja... - Frank płakał nieprzerwanie.” W brzuch; Chyba zapomniałeś oddzielić tych dwóch wypowiedzi od siebie
„Niedaleko niego z mroku wyłaniał się metalowy stół na kółkach, stojący przy takich otwartych drzwiczkach.” Chyba wyraz „takich” jest tu zbędny
„Była tylko jena droga.” Jedna
„Tamten jednak nie drgnął dlatego człowiek z lampą wykonał pierwszy krok. Światło delikatnie oświetliło tamtego i wtedy trup przekręcił głowę i spojrzał wprost na przybysza.” tamten, tamtego
„I wtedy trupy wyciągnęły do niego ręce. Liam rzucił się do przodu w największym przerażeniu. Szarpali go, próbowali złapać ale on tak usilnie chciał się wydostać, że parł na przód” skoro to trupy wykonywały te czynności, należy powiedzieć: „szarpały, próbowały złapać”
Całość – 4. Zalety estetyki opowiadania wymieniłam już pod poprzednią częścią, więc nie będę zanudzać i tutaj. Jedno co mi przychodzi do głowy – bardzo często używasz słowa „jakby”. Jeśli chcemy porównać lub opisać cokolwiek, można użyć tylko innych słów, a nie ograniczać się do jednego. Oprócz tego, jestem na tak! :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania