Poprzednie częściStan siedmiu cz. 1

Stan siedmiu cz. 3

Na myśl o kolejnych przeżyciach poczuł się po prostu zmęczony. Jego dusza była rozdarta. Nie chciał by dokonywały się dalsze rozszczepienia. Powoli zaczął dochodzić do siebie po tym ataku zwątpienia. Rozejrzał się po nowym otoczeniu. Najbardziej to miejsce przypominało opuszczony dom. Stary, brudny, dawno niezamieszkały dom. Liam stał w jakimś rodzaju salonu. Drewniane, zniszczone schody pięły się w mrok pierwszego piętra. Wszędzie pajęczyny i zniszczone meble.

- Niiiiieeeeeee!

Ten krzyk rozdarł ciszę upiornego domu. Dochodził jakby zewsząd. Nie można było zlokalizować źródła. Liam rozejrzał się i podjął decyzję. Wewnętrznie czuł, że musi dostać się na górę. Długo i ostrożnie pokonywał zniszczone stopnie, w końcu stanął na piętrze. Ruszył korytarzem, wiedział gdzie ponieważ były tam tylko jedne drzwi. NA samym końcu. Podszedł do nich i w momencie gdy chciał sięgnąć klamkę, wtedy się otworzyły.

- Niiieeee!

W środku zobaczył kobietę. Leżała na deskach podłogi z związanymi rękami na plecach. Miała również skrępowane kostki. Podszedł do niej człowiek i podniósł aby zaczęła klęczeć. Wysyczał jakieś niezrozumiałe słowa po czym uderzył ją w twarz. Zamachnął się na kolejny cios.

- Nie! - głos Liama był jak wystrzał z broni.

Napastnik się odwrócił i wtedy Liam go uderzył. Mężczyzna upadł ale momentalnie zaczął wstawać. Wędrowiec go poznał. To jedna z tych istot, które spotkał na początku. Blady, całkowicie łysy, czarne, martwe oczy i te zęby. Wstał, podszedł do człowieka który go uderzył i tylko na niego spojrzał po czym się odwrócił i ruszył w stronę kobiety. Gdy podniósł rękę to Liam go złapał od tyłu, ten się jednak wyszarpnął i znów zamachnął na klęczącą.

- Powiedziałem nie!

Uderzył istotę po raz drugi. Lecz historia się powtórzyła. Upadł, wstał, popatrzył na atakującego i chciał zaatakować kobietę.

- Co z tobą do cholery!? - zdziwienie a przede wszystkim frustracja dominowała w głosie Liama.

Odłożył lampę na stolik i złapał deskę leżącą na podłodze. Gdy oprawca chciał zadać cios uwięzionej wtedy złamał deskę na jego plecach. Istota upadła, jej plecy zaczęły krwawić. Czarna substancja zaczęła wypływać z jej ran. Jednak podniosła się i znów zamachnęła na kobietę. Liam zadziałał instynktownie. Uniósł się gniewem i bezsilnością oraz innością tej sytuacji. Wbił złamaną deskę w ramię tej istoty. Blady oprawca nawet nie krzyknął. Spojrzał na wędrowca, złapał drugą ręką wystające drewno i wyszarpnął. Ciemna maź zalała mu ramię. Liam był pewny, że teraz go zaatakuje. Gotowy do obrony czekał na pierwszy cios ale jego przeciwnik się odwrócił i chciał użyć drewna by skrzywdzić uwiezioną kobietę. Rzucił się na niego. Upadli razem na podłogę. Uderzył go kilkakrotnie w twarz, przestał gdy istota sprawiała wrażenie, że straciła przytomność. Wstał i podszedł do kobiety.

- Już pani pomogę

Popatrzyła na niego ale nagle jej spojrzenie przesunęło się jakby za niego. Jej źrenice się rozszerzyły ze strachu. Liam się gwałtownie odwrócił i wtedy zobaczył, że istota siedzi i się na nich patrzy.

- Jeszcze ci mało?!

Nie odpowiedział. Wstał i odepchnął go z niezwykłą siłą. Skupiony był tylko na kobiecie. Liam wstając pomyślał, że z taką siłą mógłby go bez problemu zabić ale on go nawet nie atakuje, interesowała go tylko ta kobieta.

- Przestań! - jego krzyk aż poniósł się echem.

Istota zatrzymała się w pół ruchu.

- Dlaczego chcesz ją skrzywdzić?

Napastnik jakby nie to chciał usłyszeć. Odwrócił się do kobiety.

- Przestań!

Znów na niego spojrzał trwając w bezruchu.

- Po prostu przestań

Znów nie to. Liam jednak wyczuwał, że ma coś powiedzieć tylko nie potrafi znaleźć słów. Co może go zatrzymać. Spojrzał na płomień lampy i wtedy pomyślał, że dopóki tu nie dotarł to ta biedaczka była sama z tym stworem w kompletnych ciemnościach. Wtedy jego umysł stał się jasny a myśl przerodziła się w działanie.

- Przestań! Weź mnie - powiedział to zdecydowanym tonem.

Blady mężczyzna przyglądał mu się chwilę po czym do niego podszedł. Uniósł rękę jak do ciosu a Liam się zasłonił a gdy opuścił ręce zobaczył, że oprawca odszedł i znów był zainteresowany kobietą. Zrozumiał.

- Przestań! Weź mnie! Uderz mnie!

Postać podeszła i uniosła pięść. Liam po prostu czekał na uderzenie. Cios powalił go na ziemię. Z ust skapywała krew. On jednak wstał i spojrzał w te czarne, zimne oczy.

- Jestem gotów

Kolejny cios. Odetchnął chwilę i znów się wyprostował. Następny znów go powalił. Trwało to w nieskończoność. Liam miał wrażenie, że istota go połamała. Był jednym wielkim bólem. Jednak nie chciał się poddać. Splunął krwią i ponownie wstał. Gdy spojrzał w blade oblicze to się uśmiechnął. Istota zamachnęła się a bity zamknął oczy. Cios nie dotarł do celu. Liam otworzył oczy i zobaczył, że oprawca zniknął. Kobieta również. Pokój zaczął się rozpływać a blask lampy zaczął oświetlać drewniane drzwi. Podszedł do lampy, wziął ją w dłonie i oparł się o te drzwi plecami. Musiał odpocząć. Nie miał sił. Nie miał ochoty. Czuł, że zaraz się podda. To było za dużo.

Musiał w końcu wstać. Doszedł do wniosku, że nie będzie siedział tu w nieskończoność. Podniósł się i otworzył drzwi. Po drugiej stronie były całkowite ciemności. Szedł nimi nie wiedząc czego ma się spodziewać i wtedy zdał sobie sprawę, że idzie po ulicy. Wszędzie było szkło i kawałki metalu. Nagle gęsty mrok zaczął wypuszczać ze swoich objęć jakąś postać. Leżała na ulicy.

- O nie... Nie róbcie mi tego

Jego siostra leżała na drodze w kałuży krwi. Podbiegł do niej. Oddychała. Łzy zaczęły mu płynąć po twarzy. Ucisnął jej ranę na brzuchu by tak nie krwawiła.

- Spokojnie, zaraz nadejdzie pomoc!

- Nie nadejdzie - jej szept był ledwo słyszalny.

- Nie mów tak, uratuję cię!

- To dlaczego mnie zabiłeś?

- Nie mów tak! Proszę cię!

- Liam...czemu prowadziłeś w takim stanie?

- To nie ja... Nie ja... Uwierz mi

- Zabiłeś mnie braciszku. To twoja wina. Ja mogę ci to wybaczyć? - wtedy zamknęła oczy.

Liam przytulił jej głowę do piersi i płakał rozdzierająco.

- To nie ja...Nie ja... Ja bym ci tego nie zrobił.

Gdy otworzył oczy to jezdnia była pusta. Ciało zniknęło. Zrozpaczony ruszył przed siebie.

- Twoja wina... Twoja wina...

Szept dochodził do niego z każdej strony. Już go nie słyszał. Nie musiał. Miał te słowa wyryte w miejscu gdzie kiedyś była jego dusza. Nie widział gdzie idzie. Nagle zorientował się, że stoi w swoim mieszkaniu. Ledwo je widział przez zasłonę łez. Dostrzegł jakiś ruch, dlatego przetarł twarz i skupił wzrok. Dostrzegł samego siebie. Czuł jakby patrzył w lustro. Jego kopia uśmiechnęła się i weszła do łazienki. Poszedł za nim. Tam zobaczył jak jego drugie ja patrzy w lustro oparty wyprostowanymi rękoma o umywalkę. Nagle uderza pięścią w gładką powierzchnie a odłamki sypią się dosłownie wszędzie. Złapał jeden z nich i się odwrócił.

- Spokojnie - Liam nie chciał walczyć z samym sobą.

- Spokojnie? Spokój to jest coś czego mi brakuje - odpowiedziała kopia.

Wtedy wbił sobie kawałek szkła w krtań. Krew trysnęła a umierający zaczął się przewracać. Liam go złapał w ostatniej chwili.

- Nie jestem godny by żyć... Zabiłem ją... Moja wina...

Zachłysnął się krwią po czym skonał na rękach swojego pierwowzoru. Liam zacisnął powieki, nie chciał na to patrzeć. Gdy je otworzył to martwego już nie było. Wyszedł z łazienki i zobaczył. Sznur zwisający z sufitu.

- Nie... Nie.. Nie, nie, nie.

Pojawił się kolejny człowiek wyglądający jak on.

- Nie rób tego! To nie twoja wina! - sam nie był pewny czy mówi prawdę.

Drugi Liam podszedł do stołka pod sznurem i na niego wszedł. Założył pętlę na szyję i zanim jego odbicie zareagowało to odepchnął stołek. Wędrowiec rzucił się do niego. Złapał za nogi wisielca i chciał go podnieść.

- Liam zostaw mnie... Zostaw siebie... Chcę tego...

Te słowa tak nim wstrząsnęły, że go puścił. Upadł na kolana i płakał a obok wisiały jego własne nogi.

- NIIIIIEEEEE!

Miał dość. Nie chciał żyć dalej. Nie potrafił. Nagle poczuł dotyk na ramieniu. Zobaczył swój uśmiech.

- Chodź, już czas to zakończyć

Jak lunatyk poszedł sam za sobą. Stanęli przy oknie. Jego kopia otworzyła je i usiedli na parapecie, zwieszając nogi na zewnątrz.

- To koniec twojej podróży. Teraz będzie już spokój

Liam patrzył na niego i mu przytaknął. Chciał tego. Chciał to zakończyć. Lampa stojąca w pokoju dawała coraz mniejsze światło. Jej płomień niebezpiecznie się chwiał.

- Odkupmy nasze winy. Zakończmy to

- Dobrze

- Najpierw ja. Potem ty. Będę czekał na dole

- Dobrze

I wtedy pierwszy Liam skoczył. Nie krzyczał. Pragnął tego.

Pierwowzór patrzył na głęboką ciemność pod nogami.

- Oto moje przeznaczenie - łzy dławiły go całkowicie.

Czuł, że nadejdzie spokój. Czuł, że w końcu się ze sobą pogodzi. Czuł, że musi to zrobić. Czuł, że chce. Płomień lampy nie dawał już światła. Był jak iskierka. Ledwo się tlił. Liam się odwrócił i spojrzał na lampę.

- Płaczesz przyjacielu? - uśmiech ten był całkowicie przyćmiony smutkiem w oczach - Tak bardzo mi pomagałeś ale to już koniec. Dotarliśmy do końca. Oto moje przeznaczenie. Mój finał

Odwrócił się w stronę ciemności. Napiął mięśnie by się odbić ale nagle się zatrzymał. Znów spojrzał na swego pomocnika.

- To jest numer sześć. A czułem siedem symboli!

Lampa jakby w odpowiedzi lekko rozbłysła.

- Siedem. Siedem. Czyli to nie jest ostatni przystanek.

Płomień stawał się coraz silniejszy a Liam zrozumiał. Zszedł z parapetu i złapał w rękę lampę.

- Nie! Nie skończę w ten sposób! To nie jest mój koniec! Został ostatni przystanek! - krzyk był skierowany do wszystkich.

Wtedy pokój się rozpłynął. Pojawiły się metalowe drzwi a na lampie rozbłysła szóstka.

Następne częściStan siedmiu cz. 4 - ostatni

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Autor Anonimowy 24.06.2015
    Podobnie jak w poprzednich częściach pojawiają się te same błędy i usterki. Głównie chodzi mi o nadmiar „jakby” i „to”, ale o tym już wspominałam. Co więcej, czasem zdaje mi się, że opisy (np. postaci) lub walk są tak schematyczne, jak w charakterystykach, których uczą w szkole. Wyznaczają nam co po kolei opisywać, bo tak powinno być. A może wcale nie? Może trzeba spojrzeć na to od innej strony i nie poddawać się tym ograniczeniom. Wydaje mi się, że tak.
    I dlatego opis walki w tym rozdziale zdecydowanie mnie nie porwał. Było trochę szamotaniny, ale nic poza tym – czasem miałam wrażenie, że po raz kolejny czytam to samo, co w poprzednim zdaniu. Ale to chyba jedyna rzecz, która mi się tu nie podobała.
    Reszta jest jak najbardziej okej. Mamy wyrzuty sumienia, które rozwalają bohatera od środka i już ledwo daje radę. Na szczęście pozostaje ta iskierka nadziei, wciąż trzymająca go przy życiu. Ciekawe co dla niego szykujesz na dwóch ostatnich przystankach! Nie mogę się doczekać, by się dowiedzieć.

    Bardziej szczegółowe błędy, o których nie wspomniałam powyżej:
    „NA samym końcu.” Niepotrzebny Caps lock na samym początku
    „Wstał, podszedł do człowieka który go uderzył i tylko na niego spojrzał po czym się odwrócił i ruszył w stronę kobiety” wydaje mi się, że w tym zdaniu mamy zdecydowany przesyt orzeczeń; nie brzmi zbyt dobrze
    „Nagle uderza pięścią w gładką powierzchnie a odłamki sypią się dosłownie wszędzie.” Powierzchnię
    „- Odkupmy nasze winy. Zakończmy to
    - Dobrze” -> kropki po wypowiedziach

    Ogólnie – 4. Jest dobrze!
  • Chris 26.06.2015
    Dziękuję :)
  • KarolaKorman 19.08.2015
    Robi się coraz ciekawiej i coraz bardziej niezrozumiale. Jestem ciekawa czy wyjaśni się przyczyna, dlaczego przebywa taką drogę. Zostawiam 5 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania