Poprzednie częściStara kamienica cz 6

Stara kamienica cz 11

Marian tajemniczo się uśmiecha, a w jego dłoni błyska brzytwa. Tamtemu drugiemu wyraźnie się to nie podoba.

— Czemu tak się uśmiechasz? I dlaczego ci jest potrzebna ta brzytwa?

— Zamierzam się pozbyć świadka, który mógłby wypaplać prawdę.

— Marian, ty chyba zwariowałeś!

— Zamknij się!

— Ty naprawdę myślisz, że szef kupi tę bajeczkę, że na zdjęciu jest ciało tej staruchy?!

— Nie mów tak o niej!

— Stary, ja ciebie nie poznaję!

— Milcz!

Marian bierze zamach i ostrze brzytwy tamtemu drugiemu rozcina skórę na policzku, że krew cieknie z rany. Chowa brzytwę do kieszeni i rzuca się na niego z pięściami.

Pierwszy cios zadaje w szczękę. Tak mocno, że tamten drugi wypluwa parę zębów. Tamten drugi nie zamierza pozwolić się okładać i też zadaje cios, ale Marian robi unik.

— Ty naprawdę sądziłeś, że uwierzyłem ci, iż jesteś prawdziwym gangsterem?

— Mam to w dupie, czy mi uwierzyłeś, czy nie.

— Dokładnie cię sprawdziłem.

Marian od razu zadaje drugi cios. Tym razem jest to pojedyncze kopnięcie w brzuch. Tamten z bólu aż klęka na kolana.

— No i czego się dowiedziałeś?

— Że nie jesteś żadnym gangusem, tylko detektywem.

— Gdybyś nie zapoznał mojej młodszej siostry ze swoim szefem, to bym nie musiał przenikać do tego okropnego środowiska pełnego narkotyków, alkoholu, seksu i morderstw.

— Ja wcale nie musiałem ich ze sobą zapoznawać, bo mój szef pierwszy ją zauważył, gdy weszła do klubu.

— Kłamiesz! Moja siostra nigdy by nie wymknęła się z domu do klubu bez mojej zgody.

— A jednak to zrobiła. Twoja siostra nie jest wcale takim aniołkiem, za jakiego ją bierzesz.

Marian nie wytrzymuje i rzuca się na tamtego, a po chwili obaj kulają się po ziemi, okładając się nawzajem pięściami.

 

W tym samym czasie w mieszkaniu pani Irena budzi się po krótkiej drzemce. Zauważa, że w całym domu panuje dziwna cisza.

Następnie wstaje i obchodzi wszystkie pokoje, zagląda do łazienki oraz kuchni, ale nigdzie nie ma Mariana. Pośpiesznie opuszcza mieszkanie, po czym schodzi na dół. Po zejściu do piwnicy widzi Mariana, jak siedzi na tamtym drugim i go dusi.

— Marian! Natychmiast z niego zejdź!

— Nie! Bo on panią obraził, nazywając głupią staruchą.

Mężczyzna dalej okłada tamtego leżącego pięściami, aż krew pryska.

— To miło z twojej strony, że stanąłeś w mojej obronie, ale jeśli go zabijesz staniesz się taki jak on. Czy tego właśnie chcesz?

— Nie.

— Daj mi klucze od auta — prosi Irena.

Mężczyzna wyjmuje je z kieszeni i podaje jej. Kobieta bierze od niego klucze.

— Dziękuję, a teraz zanieś go do furgonetki.

Marian wynosi tamtego drugiego na plecach z piwnicy, po czym wrzuca go do furgonetki i zatrzaskuje drzwi.

Potem siada za kierownicą, a pani Irena zajmuje miejsce obok niego i ruszają.

Czterdzieści minut później auto zatrzymuje się przed luksusową willą, która stoi na obrzeżach Łodzi.

— Pani Ireno, jest pani pewna, że chce pani tam wejść?

— Tak.

— Nie mówiłem pani tego, ale pani wnuk w SMS-ie kazał mi panią zabić.

Mężczyzna pokazuje jej telefon. Starsza kobieta, gdy to czyta, w środku denerwuje się i to bardzo. Pani Irena natychmiast wysiada podchodzi do drzwi i naciska dzwonek

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania