Staruszka...

Jak zwykle zmęczony, tułajacy się, szedłem ulicą,

myślałem o tym co mnie dziś spotkało, o tym jak rano uciekł mi autobus, o zapalonym papierosie,

a miałem nie palić, o szarości dnia codziennego,

permanentnym zmęczeniu, bezsensie życia,

I ciągłym użalaniu się nad sobą.

Z amoku wyprowadził mnie klakson samochodu, który zawył tuż przed moimi nogami zmierzającymi do przejścia dla pieszych ...

Wtedy podeszła ona, staruszka o siwych włosach,

wzięła mnie pod rękę i powiedziała, że przeprowadzi mnie przez ulicę...

Struchlalem,

powiedziała, że wie jak się nazywam i powiedziala...,

potem , że mam 2 siostry, podając ich imiona...

Oblał mkie pot i ciarki przyeszyły moje cialo,

...kiedy powiedziała, że mam zgrubienie za lewym uchem o mało nie upadłem...

to było straszne ...potem odeszła, a kiedy jechałem już autobusem ponownie ją zobaczyłem w oknie , stała na chodniku i patrzyła na mnie...jej twarz, zmieniała się, raz młoda, raz stara, potem tylko czaszka z szyderczym uśmiechem...zemdlalem , obudził mnie kierowca na końcowym przystanku wśród gapiow ...Jej nie było...

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania