staruszkowie
siedzieli na zbutwiałej ławce
pod blokiem
skrzypiało starością
kiedy drżącą ręką
karmił gołębia
słońce w milczeniu liczyło
nabrzmiałe żyły
na skroniach
podała mu chleb
tym samym gestem co dawniej
kiedy liczył na jej skórze
wszystkie piegi
zasiane czułością
przecież każdy fałd sukni
skrywał jego imię
tylko dwie drewniane laski
splotły się dziwnie
w starym drzewie
sęki
przesyłały pocałunki
Komentarze (1)
Żeby nie było staruszków
nie byłoby młodzienaszków.
NO!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania