staruszkowie

siedzieli na zbutwiałej ławce

pod blokiem

 

skrzypiało starością

kiedy drżącą ręką

karmił gołębia

 

słońce w milczeniu liczyło

nabrzmiałe żyły

na skroniach

 

podała mu chleb

tym samym gestem co dawniej

kiedy liczył na jej skórze

wszystkie piegi

zasiane czułością

 

przecież każdy fałd sukni

skrywał jego imię

 

tylko dwie drewniane laski

splotły się dziwnie

 

w starym drzewie

sęki

przesyłały pocałunki

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Starszy Woźny 2 godz. temu

    Żeby nie było staruszków
    nie byłoby młodzienaszków.
    NO!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania