Stary wiersz o drodze powrotnej do domu
Co ja znalazłam :c
_______
Wyczerpane baterie wypite płyny ustrojowe
Wyżarte oczy wyrzucone języki wykończone
Początki drogi w restauracji jakich mnóstwo
Drewnianej na poboczu pusto w środku menu
Płynne lustro coca colę z arszenikiem i ciasto
Z cyjankiem jej włosy miały kolor porcelany
Grzebała w torebce chciała spełnić zobowiązania
Mi dane jej dłonie miały rachityczne ruchy
Umierających potrąconych jeleni poroży wbitych
W samochodowe szyby zaciskały się na kieliszkach
Jej usta
Gryzły szkło na którym i tak przecież były rysy rodzaju ludzkiego
Wyczerpane baterie wypite płyny ustrojowe
Wyżarte oczy wyrzucone języki wykończone
Początki drogi mam tylko Bezodiazepiny
Powiedziała Nie idzie się tym zabić czekałam
Na kelnera miała oczy w kolorze taniej porcelany
Zwróciła się do niego powiedziała że po Naloksonie
Podnoszą się żywe trupy i nie żyją dalej
Już na Dworcu Głownym minął rok cały upłynął
Sennie nikt już nie miał telefonu podeszłam
Do policjanta zapytałam czy mogłabym zadzwonić
Do mamy
Powiedziałam że stoję pośrodku minut rozbijających się o wiatr
W tunelu Dworca Głównego i że waha się moje pojęcie pewności
Nie wiedząc dokąd pójść i że jestem głodna policjant zapytał co się dzieje
O co chodzi kiedy zaciskały się oczy skoków wzwyż i medale złote
Okazywały się być pozłacaną blachą o pięćdziesięciu stronach
I za pięć groszy ideały sięgnęły bruku najprędzej kiedy na pętli
Tramwajowej odjechałam w kierunku dworca autobusowego
Miałam trzy godziny niczego do autobusu poszłam do Galerii Handlowej
Stojącej pewnie naprzeciwko weszłam do sklepu odzieżowego ukradłam
Dwa staniki mam je do dzisiaj nie wiem po co bramki zapiszczały ale ja
Odwróciłam się i moje pełne zdumienia wyżarte oczy tliły się uczciwością
Więc kazano mi iść widząc we mnie nierozmagnetyzowany kod na portfelu z jeleniej skóry
Ona paliła papierosa tym samym tłumacząc że to tylko ja
Usłyszałam że będzie dobrze w domu przedmioty trzeba było
Odkładać na miejsce męczyło mnie to gaz wybuchał co ułamek
Sekudny przyciskałam je czołem do plazmy którą kupiła jej matka
Oglądałyśmy powtórki serialu Spartacus było to surrealistyczne
Pośród głodowego drżenia lała się krew
Zawsze wygrywał. Spartacus.
Trzeciego dnia Spartacus zrobił coś dziwnego
Zarzuciłam koc na ramiona puste miasto chowało się
W rozgraniczonych parasolach pływały rzeki w nich trupy
Wyszłam na dwór usiadłam na murku spojrzałam w górę i w dół
Niczego nie było
W niczym nie pomogło mi ramiączko kradzionego stanika pływające
W kałuży spalin serce unurzane połową świata zagłuszone
Jazgotem egzotycznych wróbli przypomniał mi się zapach
Spalonych kurczaków i cała polana mleczy i jak uczyłam się
Jeździć na rowerze a zdarte łokcie nie bolały
Komentarze (21)
nie lubie desperatów i smutasów ;__;
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania