Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Strach przed sobą
Bogdan miał dość tych łzawych historii.
Bogdan był wkurwiony. Bogdan potrzebował zniszczyć przyczynę swoich nieszczęść i czarnej goryczy zatruwającej mu serce.
Bogdan, Boguś, Bo, bo, bee... Gdyby mógł, wyplułby to przeżute słowo i rozdeptał mieszając z brudem na tej pieprzonej ziemi.
- Tam przynależy! - krzyknął, tupiąc na własną imaginację w chwili czystego obłędu, a tumany kurzu uniosły się w pozornej symulacji lotu.
Wyobraził sobie przerażony tłum.
- Mamy tu wariata - powiedział dystyngowany jegomość z zadbaną brodą i ironicznym wąsem, zwracając się do swoich wypielęgnowanych towarzyszy.
Matki z dzieckiem u piersi wtulały się zalęknione w oazę męskich klat, czując dobrze za kratami bezpiecznej stałości.
- Dramat, pani słyszała? Jak ten pan tu tupnął? O tak, zgroza gorsząca nasze dzzzzieci...! - wysyczała podstępna żmija domowa o gęsiej szyi i brzuchu wydętym jak balon po łykaniu pieniędzy.
Nie przystoi, nie przystoi - grozili mu palcem. WSZYSCY.
Bogdan powrócił do rzeczywistości. Problem w tym że nie wiedział której. Tej w której Iluminaci rządzą światem, czy ludzie jaszczurki?
A może do tej w której miał romans z sąsiadką, którą dymał gdy męża nie było?
Zachichotał. To będzie już jego trzecie dziecko. Nalepił sobie plaster ANTY - NIKOTYNA na ramię i pociągnął nosem.
Mieszkał sam na przedmieściach w jednorodzinnym domku. Był swoją pokojówką, kucharką, pracownikiem, szefem, synem, żoną mężem i pieskiem.
Ponadto robił zdrową kupkę. A po dziewięciu kawach śmiesznie trzepotała mu powieka.
Pił właśnie dziesiątą gdy DO DRZWI zapukała sąsiadka.
- Boguuś, wjem rze tam jesteź, weś odwusz to ja Ewaaa.
(...) Lubił kazać jej czekać
- Boguśś skarbie, wjem rze tam jesteź noo... Przez tą durną krowę, chyba wszyscy sąsiedzi wiedzieli już że mają romans. Po za jej mężem.
Dziwne.
- Idę - wycharczał, spuszczając wodę. Ewa uśmiechnęła się słodko gdy otworzył, a jej srebrny ząb (prezent od męża) zalśnił. Była niezwykle atrakcyjna, lecz również niezwykle głupia.
Lubił brać ją na stole w kuchni, miętosząc jej duże cycki pełne mleka. Dziś paradowała w fartuszku w kwiaty, brzuch był ledwo widoczny. Smażyła jajecznicę bo tylko ją umiała dobrze zrobić. Lody też robiła dobre. Doszedł gdy Prezes rozpoczynał swoje przemówienie.
- Ough - zadrżał w spazmie rozkoszy - przyjmij ciało Chrystusa dziecino.
Tv śnieżyła częściowo zagłuszając imperialistyczny bełkot.
Chwycił Ewę za podbródek a ona wpatrywała się w niego tymi sarnimi oczami pełnymi niewinnego uwielbienia.
- Myślisz że dostaniesz 500 plus?
Pokiwała głową.
- I masz rację. Klapnął ciężko na dziurawej sofie, a Ewa zaczęła lizać się po nosie, zerkając na telewizor. Prezes wyglądał jakby cierpiał na ciężki rodzaj aktywnej sraczki.
- Rząd ma prawo... Inwigilować obywateli, negatywny wpływ na nasze dzieci, i realną sferę wolności... Chcę powiedzieć jasno że to nie my (przerwa) Tak panie pośle.
Nie ma na to naszej zgody - zamlaskał finalnie (oklaski).
- Ewa, przypalasz jajecznicę...
- Oo sory Boguś, już iiidęę... - zerwała się z podłogi.
- Upadek cywilizacji, radykalizm, szariat, ORTOCARITATIS, jesteśmy za tym by pomóc . Prezes bełkotał jak pijany gestykulując rękami jakby walił wielkiego niewidzialnego konia. Jego kolesie również bili mu brawo.
Bogdan zasępił się machinalnie gryząc paznokcie. Zadzwonił telefon. Jego kochana, nieśmiertelna motorola pięśćsetcośtam. Dzwonek zagrał pierwsze takty "Ofiaruję Tobie Panie Mój".
- halo? Dzwonił bażant jego najlepszy kumpel, jak zwykle spizgany tak że ledwo mógł mówić.
- Słuchaj Bogi, stary, ziom, joł. Afera jest przyjeżdżaj.
- Znów wydaje ci się że jesteś kobietą czy chcą cię dojechać za sypanie na psach?
- Nic z tych rzeczy, jestem bardzo, bardzo poważny, teraz - przełknął nerwowo ślinę aż jego "gulp" odbiło się echem na linii. Nie mogę ci dokładnie powiedzieć, bo prezydent inwigliguuje eee, podsłuchy są bo dni młodzieży. Przyjedź na ośkę, szybko. Jest kłopot.
Bogdan rozłączył się, przeżegnał i zmówił szybką modlitwę.
- Ewka zmykaj do siebie, muszę wyjść - stała w kuchni próbując zeskrobać drewnianą łyżką teflon z patelni.
Była na krawędzi łez, lecz usłuchała bez słowa skargi.
Pędził szosą swoim stjuningowanym fiatem 125b turbo, a silnik kasłał niepokojem przy dźwiękach techno.
Wrzucił trójkę na skrzyni biegów i wtarł kokę w dziąsło, przyspieszając. Medalik ze świętym Krzysztofem kołysał się agresywnie w rytm umpa umpa.
W sumie nie było powodu tak szarżować bo bażant prawdopodobnie tylko znów zwyczajnie zeschizował.
W lusterku zobaczył policyjną sukę wyjeżdżającą zza zakrętu. Wjeżdżał na teren zabudowany.
- Ssijcie pedały! - krzyknął pokazując im palec. Tępaki... - wydusił gdy nie podjęli pościgu.
Zaparkował pod klatką szarego odrapanego bloku nr. 69. Bażant już tam czekał nerwowo rozglądając na boki. Gdy zauważył fiata, konspiracyjnie zawołał go palcem, pewnie naśladując jedne ze swoich znanych zabaw.
- Bogi, nareszcie, słuchaj dupa mnie boli... - wydyszał obficie się pocąc.
- Trzeba było zostawić ją w spokoju, chyba nie po to mnie wezwałeś?
- Nie, stary, sprawa jest gorsza. Zakochałem się.
- Chyba nie we mnie?
- Nie, nie. Ma na imię Iga, ma piętnaście lat i jej kwiat już zakwitł.
- Jesteś obrzydliwy, no i co za problem, wpadłeś czy co?
- Gorzej, chyba dałem jej za dużo ekstazy, i teraz leży u mnie na kwadracie, możliwe że nie żyje. Co mam zrobić, ziom, ratuj! - zajęczał żałośnie roniąc łzę z przekrwionych oczu.
Wjechali windą na 7 piętro, Bażant zachwiał się przy wyjściu potrącając staruszkę.
- Degeneraci! - krzyczała za nimi, zbierając pęknięte opakowanie po kefirze - Policję na was naśle, bandyci!
Bażantowi tak się ręce trzęsły że nie mógł otworzyć drzwi.
- Ty to zrób, ziom, ja nie mogę.
Bogdan otworzył. Powitała go ciężka mieszanka zapachu stęchlizny, marychy i ekskluzywnych perfum. Coś zachrzęściło mu pod stopą.
- Zapraszasz laski do takiego syfu? Bażant jednak wskazał tylko palcem na nagie ciało dziewczyny.
Leżała z otwartymi oczami na nowiutkiej i błyszczącej kanapie z ikei. Nogi miała rozwarte szeroko, ręce skute różowymi kajdankami a spod rozchełstanej koszuli wypadały dwie małe piersi.
Przyłożył ucho do jej ust, a dwa palce do przegubu dłoni.
- Oddycha ty, pierdoło - klepnął ją lekko w policzek. Wybełkotała jakiś bezsensowny zlepek słów, puszczając cicho gaza. Bażant upadł na tyłek, płacząc z ulgi.
- Dzięki stary dzię...- przerwał gdy jego twarz spotkała się z gniewną pięścią swojego przyjaciela.
- To za molestowanie nieletnich. Bażant spojrzał na niego nie kontaktując, zamrugał tylko dwa razy i stracił przytomność.
Bogdan zerknął na platynową tarczę swojego Rolexa, dochodziła za dziesięć osiemnasta.
Zjechał na dół, zostawiając otwarte drzwi. Kościół był niedaleko, co napełniało jego serce spokojem.
Zaparkował na parkingu za plebanią, silnik zarzęził potępieńczo i zgasł.
Wszedł do środka miłego dla oka budynku będącego efektem pięciu lat zrzutki parafian. Przywitał się z siostrą Zosią sumiennie wykonującą swoje zwykłe codzienne obowiązki w służbie Boga.
Ksiądz Andrzej już na niego czekał. Bogdana dobiegł dobrotliwy głos staruszka
- Kłopoty z przyjazdem? Zamówiłem wino mszalne, z winnicy w Don Bosco. Po mszy przyjdź na degustację, ja wychodzę - macnął go przyjacielsko po ramieniu i wyszedł zostawiając klucz do tabernakulum.
Uśmiechnął się do niego na odchodne, i poszedł zmienić ubranie.
Czarna tkanina leżała na nim jak druga skóra, zapiął guziki, poprawił koloratkę i nałożył okulary nadające mu aurę mądrości.
Ministranci ustawieni w szeregu, rozstąpili się z szacunkiem robiąc mu miejsce.
- Gotowi? - zapytał, popychając drzwi prowadzące na zapełnioną kościelną salę.
Organy zawyły melodię ponurego triumfu a Bogdan posyłał czarujące uśmiechy do swoich owieczek.
Bóg i szatan stopiły się w jedno bo były tym samym. Przestał się bać, a wtedy przyszło królestwo.
Wniebowstąpienie.
.........................................
Wskrzeszone z 2016, lekko zmodyfikowane. Dedykuję Realiście.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania