Stratosfera
Program automatycznie zakończył hibernację śmiałków już po wejściu w stratosferę. Podłogę kokpitu oplótł gwałtowny, dziki taniec świateł i cieni, lśnień i ciemności. Ciała podróżników poruszały się miarowo i nieważko. Lewitowały, ograniczone krótkimi pasami bezpieczeństwa. Gonitwom myśli, wybuchom euforii, spojrzeniom niedowierzania, oraz radosnym pokrzykiwaniom trzech przyjaciół wtórowały widmowe, efemeryczne diody pulpitów. Maydady, mayday – myśli nie dawały połączyć się w logiczną próbę sterowania trajektorią lotu. Wciąż spadali? Czy może wznosili się? Ocknęli się i zobaczyli pierwsze poranne światło słoneczne, wiatr poruszył firankami w oknie kapsuły. Mogli zjeść, w ogrodzie, pierwszy posiłek tego dnia. Umysł płata figle podróżnikom, którzy odważyli się zobaczyć gwiazdy.
Komentarze (5)
No, fajne całkiem. Czuć tu Ridleya Scotta jakby. Szkoda, że urwane, bo można by ciekawie rozwinąć.
To w sumie drabble jest :) Generalnie nie do końca jest a propos podróży...tych kosmicznych ;) Niemniej fajnie, że spodobało się Panu Buczyborowi :)
A ja lubię nieodpowiedziane. Można se w zgodzie z własną wyobraźnią dospiewac.
Dla mnie kapitalne, tylko znaki interpunkcyjne bez spacji.
Tak, to naprawdę git.
Muszę znaleźć czas, by się przez Twój pierwszy utwór przebić. Chyba weekend dopiero.
Pozdrawiam
Dzięki Canulas. Generalnie z interpunkcją mam problemy :) Kwestia niedbałości maybe. Muszę pracować nad warsztatem - to na pewno! Niemniej ciesze się, że Ci się podoba. Poprawię błędy interpunkcyjne jak tylko będzie chwila :)
Cenię wprawnie ujęty minimalizm. Słów nie liczyłem, ale mi drabble zawsze się wymykały. Nie umiem się kompresować.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania