Strażnik Widmogrodu

W Bieszczadach, tam gdzie mgły leniwie snują się nad połoninami, a prastare buki szumią sekrety zapomnianych czasów, ukryta jest szkoła magii zwana Widmogrodem. To miejsce, do którego nie prowadzi żadna zwykła droga. Tylko ci, którzy posiadają magiczną krew lub otrzymają zaproszenie, mogą znaleźć przejście przez mistyczne szlaki prowadzące do tej pradawnej warowni wtopionej w naturę.

 

W Widmogrodzie magia nie jest tylko narzędziem – jest częścią świata, splata się z wiarą w siły przyrody, dawnych bogów i duchy opiekuńcze. Uczniowie uczą się zaklęć, alchemii, obrony przed złymi mocami, ale także zgłębiają tajniki runicznego pisma Słowian, kontaktu z duchami lasów oraz zaklęć wywodzących się z dawnych rytuałów.

 

------

 

— Wstawaj, Staszku! — głos babci wdarł się w sen Staszka Milewskiego, budząc go na długo przed świtem. — Dziś twój dzień, nie czas na spanie!

 

Chłopak otworzył oczy i zobaczył, jak babcia krząta się po izbie. W powietrzu unosił się zapach suszonych ziół i drewna palonego w piecu. Staszek był siedemnastolatkiem o ciemnobrązowych włosach, wysokim i chudym, z wiecznie rozczochraną grzywką. Odkąd pamiętał, mieszkał z babcią w małej wiosce pod Sanokiem.

 

Dziś miał wyruszyć do Widmogrodu – szkoły magii, o której opowiadała mu od dziecka. Czekał na to całe życie.

 

— Ubierz się ciepło, w Bieszczadach nie ma żartów — powiedziała babcia, wręczając mu lnianą torbę. — A to na drogę. Nie próbuj zaglądać, co tam jest, dowiesz się, gdy będzie trzeba.

 

Staszek wiedział, że sprzeciw nie ma sensu. Z babcią, starą wiedźmą, nie było dyskusji. Szybko się ubrał, wsunął buty i wyszedł na podwórko, gdzie czekał na niego tajemniczy przewodnik.

 

Był nim Borzymir, nauczyciel run i historii słowiańskiej magii. Wysoki, barczysty mężczyzna o twarzy pooranej bliznami. Jego płaszcz wyglądał jak utkany z cienia, a w dłoni trzymał długą laskę, na której końcu świecił się magiczny znak.

 

— Gotowy? — spytał niskim głosem.

 

Staszek skinął głową i ruszyli. Droga do szkoły wiodła przez gęste lasy i górskie ścieżki, które nie istniały na zwykłych mapach. Po kilku godzinach wędrówki dotarli do miejsca, w którym mgła była tak gęsta, że można było ją kroić nożem.

Chłopiec nigdy wcześniej nie był w miejscach, które teraz widział. Mgła unosiła się nad ścieżką, splatając się z konarami starych buków. Każdy krok zdawał się prowadzić głębiej w świat, który nie istniał na żadnej mapie.

 

— Nie rozglądaj się za siebie — powiedział Borzymir. — Droga Widmowa nie lubi, gdy ktoś się waha.

 

Staszek zacisnął dłoń na pasku torby i skupił się na kroczeniu za czarodziejem. Borzymir był potężnym mężczyzną, odzianym w płaszcz utkany z cienia, a jego głos brzmiał jak echo dawno zapomnianych czasów.

 

— Jak to możliwe, że zwykły las zmienia się w coś takiego? — zapytał chłopak.

 

— To nie jest zwykły las. To Pogranicze. Tutaj stykają się światy.

 

Słowa Borzymira nie wyjaśniły wiele, ale Staszek nie miał czasu na pytania. Nagle mgła zgęstniała, a przed nimi wyrosła kamienna brama pokryta starosłowiańskimi runami.

 

— Witaj w Widmogrodzie — powiedział Borzymir.

 

Brama rozsunęła się, ukazując widok na gród otoczony potężnymi murami. Między budynkami porośniętymi mchem płynął krystalicznie czysty strumień. Drewniane wieże sięgały koron drzew, a w powietrzu unosił się zapach ziół i dymu z ognisk.

 

Staszek poczuł, że właśnie przekroczył granicę świata, który będzie jego domem przez najbliższe lata.

 

------

 

Nowi uczniowie zostali zaprowadzeni do głównej sali. Miała kształt kręgu, a w centrum znajdował się olbrzymi kamienny piec, w którym płonął zielonkawy ogień.

 

— Podejdźcie bliżej — powiedziała Wiedźma Dobrosława, jedna z nauczycielek. Była drobna, o jasnych oczach i dłoniach pokrytych tatuażami runicznymi. — Ogień Widmowy przyjmie was jako nowych uczniów Widmogrodu.

 

Staszek podszedł niepewnie. Tuż obok niego stanęła rudowłosa dziewczyna, poprawiając płaszcz z futrzanym kołnierzem.

 

— Jagoda Wilczek — przedstawiła się, gdy ich spojrzenia się spotkały. — Wiesz, co będzie dalej?

 

— Nie mam pojęcia — przyznał szczerze.

 

— Podobno, jeśli ktoś nie jest godzien, ogień go odrzuci.

 

— Jak?

 

— Nie wiem, ale podobno jeden chłopak kiedyś zniknął…

 

Staszek nie zdążył dopytać, bo przyszła jego kolej. Podszedł do ognia i wyciągnął dłoń. Płomienie otoczyły jego rękę, lecz zamiast poparzyć, pozostawiły na skórze delikatny, jarzący się ślad runy.

 

— Przyjęty — powiedziała Wiedźma Dobrosława.

 

Gdy wszyscy nowi uczniowie przeszli rytuał, rozeszli się do swoich izb.

 

W nocy Staszek nie mógł zasnąć. Mimo że pokój był ciepły, wciąż czuł chłód mgieł, które przeszli w drodze do szkoły. Po chwili usłyszał cichy szept.

 

— Słyszysz to? — zapytała szeptem Jagoda, wychylając się zza drzwi sąsiedniego pokoju.

 

Staszek skinął głową.

 

Dźwięk zdawał się dochodzić z dolnej części wieży. Oboje ruszyli w stronę schodów, które prowadziły do podziemi szkoły.

 

Nie wiedzieli jeszcze, że tej nocy odkryją sekret Widmogrodu, o którym nikt im nie powiedział...

 

------

 

Schody prowadziły w głąb ziemi, a każdy krok w dół wydawał się cięższy od poprzedniego. Ściany były wilgotne i pokryte pleśnią, a powietrze pachniało starym pergaminem i gnijącym drewnem.

 

— Może to nie jest najlepszy pomysł — szepnęła Jagoda, zatrzymując się na chwilę.

 

— Może — przyznał Staszek. — Ale jak nie sprawdzimy, to się nie dowiemy.

 

Dziewczyna spojrzała na niego z uniesioną brwią, po czym wzruszyła ramionami i ruszyła dalej.

 

Na końcu schodów znajdowały się ciężkie, drewniane drzwi. Staszek przyłożył do nich dłoń i nagle poczuł przeszywający dreszcz. Coś było po drugiej stronie. Coś żywego.

 

— Czujesz to? — zapytał.

 

— Tak — Jagoda przygryzła wargę. — Ale skoro już tu jesteśmy…

 

Nie dokończyła. Drzwi otworzyły się same, cicho skrzypiąc.

 

Za nimi rozciągała się ogromna, ciemna sala, której ściany były ozdobione starymi słowiańskimi runami. W powietrzu unosiła się srebrzysta mgła, a w samym centrum pomieszczenia stała… postać.

 

Była wysoka i zakapturzona, jej ciało owijał długi, czarny płaszcz. Nie miała twarzy – zamiast niej, pod kapturem pulsował cień.

 

Jagoda wciągnęła gwałtownie powietrze.

 

— To cień bezimiennego — wyszeptała.

 

Staszek nie zdążył zapytać, skąd to wie, bo cień uniósł głowę, jakby wyczuł ich obecność.

 

I wtedy wszystko się zaczęło.

 

Cień rzucił się w ich stronę, a Staszek ledwo zdążył się odsunąć. Mroczna postać przecięła powietrze długą, cienistą ręką, uderzając w kamienną ścianę.

 

— Uciekamy! — wrzasnęła Jagoda.

 

Zanim jednak zdążyli ruszyć, mrok wokół nich zgęstniał, a drzwi, przez które przyszli, zatrzasnęły się z hukiem.

 

— No i pięknie… — mruknął Staszek.

 

Cień znów się poruszył, a chłopak wiedział, że jeśli szybko nie wymyślą, co robić, nie wyjdą stąd w jednym kawałku.

 

------

 

Staszek nigdy nie był najlepszy w zaklęciach obronnych. Uczył się ich przed przyjazdem do Widmogrodu, ale nikt nie powiedział mu, jak radzić sobie z istotami utkanymi z czystej ciemności.

 

— Wiesz, jak to pokonać? — krzyknął do Jagody, gdy oboje odskoczyli przed kolejnym atakiem cienia.

 

— Chyba tak… ale muszę się upewnić! Osłaniaj mnie!

 

Dziewczyna zaczęła kreślić w powietrzu runy, a Staszek zrozumiał, że to na niego spada obowiązek powstrzymania potwora choć przez chwilę.

 

Nie mając innego wyboru, uniósł rękę i skupił się na tym, co czuł w sercu. Cień zbliżał się, mrok wirował wokół niego, a w powietrzu brzmiał odległy szept, jakby coś… coś dawno zapomnianego próbowało mu pomóc.

 

„Ogień Widmowy cię przyjął” – przypomniał sobie słowa Wiedźmy Dobrosławy.

 

Zamknął oczy i pozwolił płomieniowi w swojej dłoni zapłonąć.

 

Runy na jego skórze rozbłysły. Cień zatrzymał się, jakby wyczuwając nową siłę.

 

— Jeszcze chwila! — krzyknęła Jagoda.

 

Ale cień nie miał zamiaru czekać.

 

Uniósł rękę, szykując się do ataku, i wtedy Staszek podjął decyzję. Skoczył w jego stronę, kierując dłoń wprost na ciemność.

 

Runy na jego skórze rozjarzyły się niczym ogień, a w momencie zetknięcia się z cieniem, powietrze eksplodowało światłem.

 

Cień wydał przeraźliwy skowyt i rozpadł się w strzępy mgły.

 

Staszek opadł na kolana, dysząc ciężko. Jagoda dopiero teraz skończyła zaklęcie, ale nie było już potrzeby go używać.

 

— Co ty zrobiłeś? — spytała z niedowierzaniem.

 

— Sam chciałbym to wiedzieć…

 

Wiedzieli jedno – Widmogród skrywał znacznie więcej tajemnic, niż im powiedziano. A oni właśnie odkryli pierwszą z nich.

 

------

 

Staszek i Jagoda nie mieli wiele czasu na zastanawianie się nad tym, co się wydarzyło. Gdy tylko cień rozpłynął się w mroku, w powietrzu rozbrzmiał głęboki, przeciągły dźwięk rogu.

 

— To wezwanie na plac główny — szepnęła Jagoda, chwytając Staszka za rękaw. — Musimy tam iść.

 

Chłopak jeszcze raz spojrzał na miejsce, gdzie wcześniej stał cień. Po nim nie zostało nic, poza lekką smugą mgły snującą się po ziemi. Ale on czuł coś więcej. Jakby echo czegoś potężnego nadal tam było, ukryte w głębinach Widmogrodu.

 

Gdy wyszli z podziemi, zobaczyli, że w grodzie zebrało się mnóstwo uczniów i nauczycieli. Na podwyższeniu, tuż obok kamiennego pieca, stali najstarsi i najpotężniejsi czarodzieje szkoły – Rada Starszych.

 

— Uczniowie Widmogrodu — przemówił Wieszcz Dobromir, wysoki, siwowłosy mag, którego oczy wydawały się przejrzeć każdego na wylot. — Wszyscy słyszeliście dźwięk rogu. Oznacza to, że coś się wydarzyło. Coś, co nie miało prawa się wydarzyć.

 

W tłumie zapanował szmer niepokoju.

 

— Ktoś obudził moc, która od wieków pozostawała w uśpieniu — kontynuował Dobromir. — Ktoś wszedł tam, gdzie nie wolno było wchodzić.

 

Staszek poczuł, jak serce przyspiesza mu w piersi. Wiedział, że mówi o nich.

 

— I teraz ta moc szuka swojego miejsca — dokończył Wieszcz, wbijając w tłum przenikliwe spojrzenie. — Musimy być gotowi.

 

Słowa te tylko spotęgowały chaos wśród uczniów. Szeptali między sobą, pytając, co to mogło znaczyć.

 

Jagoda spojrzała na Staszka.

 

— Wiesz, co to oznacza, prawda?

 

Chłopak skinął głową.

 

— Nie tylko my odkryliśmy tajemnicę Widmogrodu. Tajemnica odkryła nas.

 

------

 

Minęło kilka dni, ale Widmogród nie był już taki sam.

 

Nauczyciele wydawali się bardziej czujni, zajęcia odbywały się pod ścisłym nadzorem, a noce stały się dziwnie ciche – jakby coś w ciemnościach czekało na właściwy moment, by się ujawnić.

 

Staszek i Jagoda wiedzieli, że muszą się dowiedzieć więcej.

 

— Jeśli Widmogród skrywa taką moc, to ktoś musi wiedzieć, skąd się wzięła — powiedziała Jagoda pewnego wieczoru, gdy siedzieli w starej bibliotece.

 

— I kto jej strzeże — dodał Staszek, przewracając kolejną stronę księgi.

 

Wreszcie natrafili na coś, co przykuło ich uwagę – stary manuskrypt, opisujący początki szkoły.

 

„Widmogród powstał w miejscu, gdzie dawniej znajdowała się świątynia bogów. Jej strażnikiem był Bezimienny, istota pomiędzy światami, której zadaniem było strzec przejścia do krainy zmarłych. Ale gdy świątynia upadła, a ludzie zapomnieli o dawnych bogach, Bezimienny został uwięziony w cieniu Widmogrodu.”

 

— To ten cień… — Jagoda uniosła wzrok. — To on.

 

Staszek przełknął ślinę.

 

— My go uwolniliśmy.

 

— A jeśli Rada Starszych się dowie…

 

Nie zdążyła dokończyć, bo nagle księgi na półkach zaczęły drżeć. Z sufitu osypał się kurz, a w powietrzu rozległ się znajomy, złowrogi szept.

 

Bezimienny powrócił.

 

------

 

Nie było czasu na ucieczkę.

 

Cień wyłonił się ze ścian biblioteki, tym razem większy i silniejszy. Nie był już tylko mglistą postacią – teraz miał kształt człowieka, choć jego ciało nadal pulsowało ciemnością.

 

— Oddajcie mi to, co moje… — wyszeptał głos, który zdawał się dochodzić ze wszystkich stron naraz.

 

— Co twoje?! — krzyknął Staszek, cofając się.

 

— Ścieżka. Brama. Krew.

 

Jagoda spojrzała na stronę manuskryptu.

 

— On chce wrócić tam, skąd pochodzi…

 

Staszek przełknął ślinę.

 

— Do Krainy Zmarłych.

 

Cień uniósł rękę, a wokół nich zaczęła wirować czarna energia.

 

— Jeśli tego nie zatrzymamy, Widmogród upadnie — powiedziała Jagoda.

 

— Więc musimy go odesłać — odparł Staszek, czując, jak ogień Widmowy budzi się w jego dłoni.

 

Czekała ich najtrudniejsza walka w ich życiu.

 

------

 

— Coś musimy zrobić! — Jagoda cofnęła się, wbijając wzrok w wirującą wokół nich ciemność.

 

Staszek czuł, jak serce bije mu w piersi, ale nie mógł pozwolić, by strach go sparaliżował. Cień był silny, ale nie wszechmocny.

 

— Musimy znaleźć sposób, żeby zamknąć go z powrotem! — krzyknął, chwytając Jagodę za rękę i cofając się w stronę półek bibliotecznych.

 

Przez moment miało się wrażenie, że Bezimienny nie może ich zaatakować. Być może było to zasługą ksiąg – starych, pokrytych zaklęciami tomów, które od wieków strzegły tajemnic Widmogrodu.

 

Jagoda przewróciła kilka stron manuskryptu.

 

— Jest tutaj! — wskazała palcem zapisany starosłowiańskimi runami fragment. — „By odesłać Strażnika, potrzeba ognia Widmowego, pieczęci krwi i słowa przodków.”

 

— Ogień Widmowy mamy! — Staszek uniósł dłoń, z której biło delikatne, srebrzyste światło. — Ale co z resztą?

 

Bezimienny wydał niski, gardłowy pomruk.

 

— Nie zatrzymacie mnie…

 

Cień rzucił się na nich, a Staszek, bez zastanowienia, podniósł dłoń i uwolnił ogień. Srebrzyste płomienie uderzyły w postać, rozpraszając na moment ciemność, ale Bezimienny nie zniknął. Wręcz przeciwnie – w mroku pojawiły się jego oczy, błyszczące jak dwa kawałki lodu.

 

— To za mało — wyszeptała Jagoda.

 

Musieli znaleźć ostatnią pieczęć.

 

------

 

— Pieczęć krwi… — Staszek spojrzał na swoje dłonie. — Musimy ją stworzyć sami.

 

Jagoda zrozumiała. Musieli poświęcić coś od siebie, by dokończyć rytuał.

 

— To niebezpieczne — powiedziała, ale już wyciągała sztylet, który zawsze nosiła przy pasie.

 

Nie było innego wyjścia.

 

Staszek wziął głęboki oddech i naciął skórę na nadgarstku, pozwalając, by kilka kropel krwi upadło na kamienną posadzkę. Jagoda zrobiła to samo.

 

Kiedy ich krew dotknęła ziemi, powietrze wokół nich zaczęło drżeć.

 

— Teraz słowa przodków — szepnęła.

 

Staszek spojrzał na księgę i zaczął czytać:

 

— „Ziemio, która nosiłaś naszych ojców… Płomieniu, który ich chronił… Prowadź nas, byśmy zamknęli to, co nie może zostać otwarte!”

 

Gdy wypowiedział ostatnie słowo, ogień Widmowy rozbłysł potężnym światłem i pochłonął Bezimiennego. Cień wydał przeraźliwy krzyk, a potem… zniknął.

 

------

 

Biblioteka znów była cicha.

 

Jagoda opadła na ziemię, oddychając ciężko.

 

— Czy… czy to koniec?

 

Staszek spojrzał na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą był Bezimienny.

 

— Myślę, że tak.

 

Ale w głębi serca wiedział, że niektóre moce nigdy nie znikają całkowicie.

 

W tym momencie drzwi do biblioteki otworzyły się z hukiem.

 

— Co wyście zrobili?! — W progu stał Wieszcz Dobromir, a za nim kilku nauczycieli.

 

Ich oczy mówiły jedno: wszystko widzieli.

 

------

 

— Co wyście uczynili?! — powtórzył Wieszcz Dobromir, wchodząc do biblioteki z ciężkim krokiem.

 

Za nim podążała reszta Rady Starszych: surowa i cicha Czaromira, mistrz run Welesław oraz brodaty Radzimir, który od lat uczył zaawansowanej transmutacji. Ich spojrzenia były pełne gniewu, ale także… strachu.

 

— My… — Staszek otworzył usta, ale nie wiedział, co powiedzieć.

 

— Uratowaliśmy Widmogród — wtrąciła Jagoda, wstając z ziemi. — Bezimienny został odesłany.

 

Wieszcz Dobromir podszedł bliżej.

 

— Bezimienny… — wyszeptał. — Czyli to prawda.

 

Rada spojrzała po sobie. Welesław ścisnął mocniej swój kostur, a Czaromira pokręciła głową.

 

— Głupcy! — syknął Radzimir. — Nie macie pojęcia, co zrobiliście.

 

— Uwięziliśmy go z powrotem! — Staszek uniósł głos. — Czy to nie było naszym obowiązkiem?

 

— Tak — odpowiedziała cicho Czaromira. — Ale pytanie brzmi, jaką cenę za to zapłaciliście?

 

Zapadła cisza.

 

Staszek poczuł dziwne mrowienie w dłoni. Spojrzał na nią – jego skóra była blada jak pergamin, a żyły miały srebrzysty poblask.

 

— Ogień Widmowy… — wyszeptał Wieszcz Dobromir.

 

— Co z nim? — spytała Jagoda, patrząc na Staszka z niepokojem.

 

— Związał się z tobą. Na zawsze.

 

Serce chłopaka zabiło szybciej.

 

— Co to znaczy?

 

— Ogień Widmowy to magia starsza od samego Widmogrodu. Od teraz będziesz jej nosicielem. Będzie cię chronić… ale i żądać czegoś w zamian.

 

Staszek spojrzał na swoją dłoń. Nie wiedział, co powiedzieć.

 

— A więc taką cenę przyszło mi zapłacić…

 

— Tylko od ciebie zależy, jak ją wykorzystasz — dodała Czaromira.

 

Rada Starszych spojrzała na siebie, po czym Wieszcz Dobromir westchnął.

 

— Staniecie przed Radą Widmogrodu. Ale skoro już wplątaliście się w tę historię… to będziecie musieli ją dokończyć.

 

— Co to znaczy? — zapytała Jagoda.

 

Dobromir spojrzał na nią poważnie.

 

— To znaczy, że Widmogród będzie was potrzebować bardziej niż kiedykolwiek.

 

------

 

W kolejnych dniach Staszek i Jagoda stanęli przed całą Radą Widmogrodu. Przesłuchano ich, rozważano konsekwencje ich czynów, ale ostatecznie nie zostali ukarani.

 

— Widmogród nie może tracić takich czarodziejów — powiedział Wieszcz Dobromir.

 

Staszek zaczął czuć, że jego los został na stałe związany z tą szkołą.

 

— Wciąż nie wiem, kim chcę być w przyszłości — powiedział Jagodzie pewnego wieczoru, siedząc nad brzegiem jeziora.

 

Dziewczyna uśmiechnęła się.

 

— Może nie musisz jeszcze wiedzieć. Może to Widmogród ci pokaże.

 

Staszek spojrzał na swoje dłonie, w których tańczyły drobne iskry Ognia Widmowego.

 

Tak. Może właśnie tak miało być.

 

Epilog

 

Minęło kilka miesięcy od wydarzeń w bibliotece. Życie w Widmogrodzie wróciło do normy, choć dla Staszka nic już nie było takie samo.

 

Ogień Widmowy stał się jego częścią. Czasem budził się w nocy, czując, jak płomienie tańczą mu pod skórą. Nauczył się nad tym panować, ale czuł, że to dopiero początek.

 

Pewnego ranka Wieszcz Dobromir wezwał go do swojej komnaty.

 

— Staszku — zaczął starzec, siedząc przy oknie wychodzącym na mglistą dolinę. — Zadałeś mi kiedyś pytanie, kim masz się stać.

 

— Tak — odpowiedział chłopak.

 

Dobromir spojrzał na niego przenikliwie.

 

— Myślę, że odpowiedź jest bliżej, niż sądzisz.

 

Wskazał na jego dłoń, w której wciąż tliła się iskra.

 

— Widmogród potrzebuje strażników. Ludzi, którzy będą chronić jego tajemnice.

 

Staszek spojrzał na swoje dłonie, a potem na Wieszczego.

 

— Chcesz, żebym został Strażnikiem Widmogrodu?

 

— Nie — uśmiechnął się Dobromir. — Chcę, żebyś sam podjął decyzję.

 

Staszek milczał chwilę. Przez lata myślał, że magię można zamknąć w księgach, zaklęciach, szkolnych lekcjach. Ale teraz wiedział, że to coś więcej.

 

Spojrzał przez okno na niekończące się Bieszczady.

 

— Myślę, że już wiem, kim chcę być.

 

Dobromir uśmiechnął się lekko.

 

— Tak myślałem.

 

I tak oto, nieświadomy, że czeka go jeszcze wiele prób, Staszek rozpoczął nową drogę – drogę Strażnika Widmogrodu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania