Strumyk Wspomnień
Stał nad brodzącą wodą. Kanał potocznie nazywany Myszką zasilał w mieście dwa dawne przedwojenne miejsca rekreacyjne. Woda była przezroczysta. Można było się w niej przeglądać. Patrzył w odmęty kanału i rozmyślał. Zanurzał się w dalekie wspomnienia, które z każdą kolejną myślą coraz bardziej raniły. Przeszywały jego duszę „ostrym sztyletem” łaknącym coraz to większego bólu. W błękitnym lustrze wody widział jej twarz. Twarz przepełnioną radością. Zawsze taka była. Mówiła, że z życia trzeba brać jak najwięcej. Dla niej smutek był czymś obcym, zbyt odległym jej usposobieniu. On tak nie potrafił. Problemy tłamsił wódką. Gdy umarła jego życie przestało mieć sens. Mógł z nim skończyć. Za bardzo szanował jednak jej przekonanie, że samobójcy to tchórze.
Telefon, który zadzwonił przyprawił go o dreszcze. Bez pośpiechu wyciągnął komórkę z kieszeni spodni i naciskając zielony przycisk przyłożył ją do ucha. Słuchał spokojnie metalicznego głosu młodego mężczyzny. Z przyzwyczajenia delikatnie kiwał głową.
- Rozumiem. Już jadę.
*
Dojechanie w miejsce, gdzie znajduje się Park Tysiąclecia zajęło mu sporo czasu. Na jednej z ulic stal policyjny samochód. Stało przed nim dwóch policjantów. Jeden z nich palił papierosa.
Wysiadł z samochodu, którym zaparkował kilka przecznic dalej. Skierował się w stronę policjantów. Widząc go funkcjonariusz wyrzucił papierosa za siebie i uśmiechnął się przeciągle.
- Cześć. – jeden z policjantów krzyknął do niego.
Gdy podszedł bliżej przywitał się z policjantami uściskiem dłoni.
- Co jest? – spytał.
- Zabójstwo. Bardzo drastyczny widok.
- Idę zobaczyć. Może coś znajdę.
Ścieżka skierował się w stronę Parku. Usłyszał zza siebie:
- Piotrek. To naprawdę bardzo drastyczny widok.
*
Na zielonej trawie leżało ciało młodego mężczyzny. Dookoła plątało się wielu policjantów i techników. Piotr Stawski podszedł do patologa, który pracował przy cielę denata. Dopiero teraz zrozumiał co znaczyło że coś jest bardzo drastycznego. Ciało młodego człowieka było zmasakrowane. Jego ręka pozbawiona była kawałka skóry. To samo było z udem. Materiał niebieskich dżinsów połączył się z raną. Piotrowi zbierało się na mdłości.
- Cześć. Masz coś ? - spytał komisarz.
- Cześć. Na tą chwilę z całą pewnością mogę powiedzieć, że zbrodni nie dokonał człowiek. Widzisz tę ranę-wskazał na brak części skóry lewej ręki-Coś wgryzło się w rękę denata pozbawiając go części skóry. Po dokładniejszych badaniach powiem ci, jakie zwierzę to zrobiło.
- Dobra dzięki. Rozejrzę się tu. Może coś znajdę.
Piotr Stawski dostrzegł grupkę policjantów stojących nieopodal. Szybkim krokiem skierował się w ich stronę. Podchodząc przywitał sie z nimi uściskiem dłoni.
- Macie coś ?
- Nic szefie. - odpowiedział przygruby policjant z wąsami.
Stawski ominął policjantów i zaczął iść przed siebie. Mężczyźni odprawiali go wzrokiem z ciekawością.
Policjant przeszedł kilka metrów nie znajdując jednak nic. W drodze powrotnej dostrzegł coś w krzakach. Podszedł bliżej i schylił się.
- Mam coś-krzyknął do policjantów stojących niedaleko.
Przygruby mężczyzna ruszył pierwszy, a za nim reszta policjantów.
- Zabezpieczcie to-wskazał pokrwawiony kawałek materiału leżący na ziemi.
*
Komisarz Piotr Stawski podjechał swoim samochodem pod gmach Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze. Wysiadł z auta i skierował się w stronę drzwi prowadzących do środka Komendy.
Idąc korytarzem mijał policjantów, którzy patrzyli na niego z zaciekawieniem. Wielu z nich szeptało do siebie. Stawski beznamiętnie szedł w stronę swojego biura. Biura, w którym nie był od miesięcy. Miejsca, w którym dawniej bardzo często przebywał. Może nawet za często.
Zatrzymał się przed drzwiami swojego biura i otworzył je pociągając klamkę w dół. W środku czuło się zapach lawendy. Zapach, którego wcześniej nie kojarzył z tym miejscem. Coś było nie tak. Na biurku stało zdjęcie oprawione w ramkę. Zdjęcie kobiety. Kobiety, której nie znał.
Na parapecie postawiony był doniczkowy kwiat, którego nazwy Piotr nie kojarzył.
Po chwili do środka wszedł mężczyzna. Policjant.
- Co pan tu robi ? - spytał młody mężczyzna.
- To moje biuro-odpowiedział Piotr.
- Więc pan jest Piotr Stawski. Proszę iść do komendanta. On panu wszystko wyjaśni-wymusił swój uśmiech młody policjant.
*
Dobrze, że jesteś Piotrek-powiedział na widok Stawskiego komendant.
- Czemu w moim biurze jest jakiś gówniarz ? - spytał podniesionym głosem mężczyzna.
- Usiądź proszę-wskazał miejsce. Po chwili, gdy policjant zajął miejscę kontynuował - Pojawiasz się na komisariacie co kilka tygodni. Nie miałem wyjścia. Twoje biuro dostał policjant, który jest zawsze dostępny.
- Więc wywalasz mnie ?
- Nie. Dostaniesz mniejsze biuro. Znajduje się ono na końcu korytarza.
- Tam, gdzie kiedyś był składzik na miotły-zaśmiał się ironicznie Stawski.
- Tam, gdzie jest teraz twoje biuro-odpowiedział beznamiętnie komendant.
- Co ze sprawą zabójstwa, które dostałeś ?
- Co ma być ?
- Nie jestem przekonany czy sobie z nim poradzisz.
- Poradzę.
*
W składziku na miotły przerobionym na biuro Piotra Stawskiego było mało miejsca. Na biurku stał komputer z obudową typu desktop. Na nim znajdował się monitor. Piotr usiadł na biurowym krześle i usadowił się wygodnie. W pomieszczeniu nie było okna, a jedynym oświetleniem była mała lampa wisząca nad sufitem co powodowało lekki mrok.
Ktoś zaczął pukać po czym wszedł do pomieszczenia. Był to średniego wieku policjant. W ręce trzymał dokumenty.
- Patolog kazał podrzucić ci dokumenty z sekcji zwłok.
Policjant podał Piotrowi dokumenty po czym odwrócił się w stronę wyjścia.
- Dzięki.
Po wyjściu policjanta Stawski zaczął przeglądać dokumenty.
Zatrzymał się przy opisie ran.
Denat został kilkakrotnie ugryziony przez niezidentyfikowany obiekt. -przeczytał. Ułożenie szczęki wskazywałoby na wilka lub psa z wadą żukwy. Niezidentyfikowany obiekt pozbawił denata części skóry lewej ręki. Udo lewej nogi zostało pozbawione części skóry-skończył.
Stawski przejrzał jeszczę dokumenty po czym włączył komputer. Na czarnym ekranie pojawiła się tapeta z logo Komendy Miejskiej Policji W Zielonej Górze. Myszką wybrał ikonkę przeglądarki internetowej. Odpaliła się przeglądarka z miejscem na wpisanie wyszukiwanego tekstu. Wpisał: Park Tysiąclecia w Zielonej Górze.
Wyskoczyło kilkadziesiąt linków do stron. Przejrzał kilka zdjęć w tym malowniczy plan Parku.
Zadzwonił telefon leżący na biurku. Piotr podniósł słuchawkę i przyłożył ją do ucha.
- Cześć. Dzwonił do nas jakiś Robert Wobrzynowski. Mówił, że wie coś o twojej sprawie. Był jakiś dziwny. Spotkasz się z nim ?
- Tak. Wyślij mi faksem jego adres.
Po chwili z faksu leżącego na szafce przy ścianie wypłynęła kartka. Piotr wstał i chwycił zapisaną kartkę z adresem doktora Roberta Wobrzynowskiego.
Wrócił do biurka i wpisał w przeglądarkę nazwisko mężczyzny. Wyskoczyło wiele linków. Kilka z nich było reklamami różnych specjalizacji lekarzy. Stawski dopisał do nazwiska Zielona Góra. Pojawiło się kilka linków wcale nieodpowiadających opisowi. Gdy miał już zrezygnować spostrzegł jeden interesujący nagłówek :
„Profesor Robert Wobrzynowski napisał bardzo ciekawy artykuł o mieście Zielona Góra".
Stawski kliknął link. Przeniosło go do jednej z popularnych gazet internetowych. Na sam początek włączyła mu się reklama. Kliknął krzyżyk w prawym górnym rogu i przeszedł do artykułu. Był on sprzed dwóch lat. Nie był on opatrzony żadnymi zdjęciami. Autor rozpisywał się o tym jak Profesor Wobrzynowski napisał swego rodzaju biografię miasta. Na samym końcu artykułu był fragment tekstu Wobrzynowskiego. Piotr przeczytał go. Było w nim kilka ciekawych faktów o Zielonej Górze. Stawski zamknął przeglądarkę i system, a następnie wziął w dłoń kartkę z adresem profesora i wyszedł z biura kierując się w stronę wyjścia z komendy.
*
Dom profesora był wielką willą z ogrodem. Piotr Stawski podszedł do furtki i chwycił za żelazną klamkę. Było zamknięte. Dostrzegł domofon. Kliknął guzik i czekał słysząc dźwięk oczekiwania.
- Słucham-usłyszał z głośnika domofonu męski głos.
- Komisarz Piotr Stawski. Dzwonił pan w sprawie zabójstwa w Parku Tysiąclecia.
- Ach tak tak-mężczyzna wypowiedział słowa z wielkim podnieceniem w głosie-Zapraszam.
Domofon przerwał rozmowę. Piotr podszedł ponownie do furtki i chwycił za klamkę. Willa profesora Roberta Wobrzynowskiego stała dla niego otworem. Przeszedł wyznaczoną drużka prosto pod drzwi willi. Drzwi otworzyły się na rozcież. Stał w nich wysoki mężczyzna w brązowym swetrze. Był krótko ostrzyżony. Musiał dobrze się odżywiać i uprawiać jakiś sport, ponieważ mimo swojego średniego wieku wyglądał bardzo dobrze. Na twarzy miał kilkudniowy zarost.
- Witam pana-wyciągnął rękę w stronę Piotra.
Policjant chwycił jego dłoń. Profesor miał silny uścisk. Skinieniem ręki zaprosił Piotra do środka.
Pomieszczenie, w którym się znajdowali było bardzo wielkie. Mimo małej liczby mebli wyglądało reprezentacyjnie. Profesor przeszedł drewnianą podłogą na przeciwległą stronę pomieszczenia do ściany z dwoma przejściami. Wybrał to po lewej. Okazało się, że oba prowadziły do tego samego pokoju. Nieco mniejszego i ciemniejszego. Znajdowała się tam wielka bordowa szafa oraz kilka krzeseł. Profesor również z tego pomieszczenia przeszedł do kolejnego pokoju, do którego prowadziły naprawdę małe drzwi. W środku było bardzo ciemno. Dwa krzesła, biurko oraz dwie szafki jedna z dokumentami, druga z książkami były wystrojem wnętrza pomieszczenia. Profesor wskazał ręką jedno z krzeseł. Stawski usiadł, a zaraz za nim na przeciwległym krześle za biurkiem usadowił się Wobrzynowski. Profesor uśmiechnął się życzliwie i spojrzał na policjanta wyczekując na jego ruch.
- Jakie informację odnośnie do sprawy ma pan dla mnie.
- Zanim przejdziemy do rzeczy czy chce się pan czegoś napić?
- Nie dziękuję.
- Więc nie pozostało nam nic innego jak przejść do sprawy, w której celu pan tu przyjechał.
- Czy znał pan denata ?
- Nie. Jego tożsamość ustalicie wy.
- Więc po co pan mnie ściągnął ? - spytał podrażniony nieco Stawski.
- Wie pan gdzie zabito tego człowieka ?
- W parku-odpowiedział policjant z coraz większą wściekłością.
- Zabito go na terenie dawnego Gruener Kreuz Friedhof.
- Nie jestem dobry z niemieckiego. Grün to bodajże zielony.
- Cmentarz Zielonego Krzyża. To polska nazwa dzisiejszego Parku Tysiąclecia. Wie pan, że nazwa parku pochodzi od tysięcznej rocznicy powstania państwa polskiego.
- Nie wiedziałem. Co ma to wszystko wspólnego z sprawą, którą prowadzę ?
Profesor wstał i podszedł do szafki z dokumentami. Palcem wskazującym przejechał po papierach szukając właściwego. Po chwili szukania zatrzymał palec na jednym z dokumentów, który wyciągnął. Gdyby nie ciemność dostrzegłoby się wielką chmurę kurzu, która przetoczyła się przez pomieszczenie zaraz po wyciągnięciu właściwego dokumentu.
Profesor wrócił na swoje miejsce kładąc kilka zapełnionych pożółkłych kartek. Pierwszą podniósł i podał Stawskiemu. Piotr przystawił ja sobie blisko twarzy. Z wysiłkiem zaczął czytać napisany ręcznie tekst. W lewym górnym rogu napisana była data 15 listopada 1949.
„ Informację o znalezieniu pogryzionego ciała młodego mężczyzny dostaliśmy około godziny 15:00. Na miejscu zbrodni pojawiliśmy się pół godziny później. Pierwszy raz w życiu widziałem takie coś. Mężczyzna został bestialsko pogryziony. Jego ciało pozbawiono kilku palców lewej ręki. Następnego dnia przyjechało dwóch mężczyzn. Zakazali nam mówić o tym, co widzieliśmy. Zabrali nam tę sprawę. Nie wiem co o tym myśleć. „
Po przeczytaniu kartki Piotr odłożył ją na biurko. Zaczęły boleć go oczy. Spojrzał na profesora.
- Pozostałe kartki są opisami kolejnych zbrodni. Żadna z nich nie znajduję się w archiwum policji.
- Co to ma wszystko znaczyć-spytał Piotr.
- Już wcześniej ktoś bądź „coś” dokonywało morderstw na terenie Parku Tysiąclecia.
- Co pan ma na myśli mówiąc "coś".
- Na pewno nie wilka jak podejrzewa wasz patolog.
- Skąd on wie co podejrzewa nasz patolog ? - pomyślał Stawski patrząc podejrzliwie na profesora - Skąd pan ma te dokumenty ? - spytał.
- Tego panu nie powiem-odpowiedział poważnie profesor.
Stawski nie zamierzał zastraszać policyjnymi tekstami profesora. Wiedział z doświadczenie, że to nic nie daje. Mężczyzna stanie się podejrzliwy i nie będzie chciał powiedzieć niczego więcej. Wiele razy zdarzało się, że młody Stawski tracił kilka godzin przez nieowocną próbę wyciągnięcia z podejrzanego informacji. Wobrzynowski nie był jednak podejrzanym a on nie był już młody.
*
Po rozmowie z profesorem Piotr wrócił do domu. Wziął prysznic a następnie usiadł na fotelu. Rozmyślał. Sprawa, którą prowadził była dziwna. Zasnął koło północy. Gdy się obudził nie mógł przypomnieć sobie swojego snu. Nie jedząc nic wyszedł z domu i wsiadł do swojego samochodu stojącego na parkingu. Auto nie chciało zapalić. Po chwili walki z zapłonem wysiadł z samochodu i skierował się w stronę komisariatu. Na ulicach było pusto. Idąc ujrzał młodą parę całującą się w jednej z bram. Spojrzał na nich mimochodem i ogarnęła go chandra. Przypomniał sobie momenty spędzone z Magdą. Wiedział ze te czasy juz nie wrócą. Już nigdy nie przytuli jej. Nigdy więcej nie pocałuje. Nie będzie mógł patrzeć jak uśmiecha się. Zawsze taka była. Nie rozumiał tego, ale ona nigdy nie walczyła z życiem. Brała je takie, jakim jest i kroczyła z nim zawsze z uśmiechem. Nigdy nie narzekała na życie. Choć często jej nie szczędziło ona je kochała.
Rozmyślając tak doszedł pod komisariat. Wszedł do środka i poszedł do swojego biura. Usiadł przed monitorem stojącym na biurku. Włączył komputer i wpisał w przeglądarkę: Zabójstwa w Parku Tysiąclecia.
Pojawiło się wiele wyszukań. Większość z nich niezwiązanych wcale z tematem, reszta opisywała sprawę, które prowadził. Nic o zabójstwach z lat 40 XX wieku.
„Uśpił” komputer i wyszedł ze swojego biura. Skierował się do archiwum. Wszedł do środka.
- Cześć. Sprawdź mi, czy mamy coś na temat zabójstw w Parku Tysiąclecia.
- Cześć.
Młody archiwista wpisał coś klawiaturą.
- Jest kilka zabójstw sprzed kilku lat.
- Potrzebuje z lat 40 XX wieku.
Archiwista spojrzał na policjanta z lekkim niezrozumieniem.
- Nie zapisujemy w archiwum elektronicznym tak starych spraw. Jak chcesz to poszukaj sobie w archiwum papierowym.
Stawski bez słowa podszedł do szafek z dokumentami. Znalazł dokumenty na literę P. i wyszukał dokumenty na temat spraw w Parku Tysiąclecia. Oprócz zbrodni, o których mówił archiwista nie było tam niczego. Stawski podziękował archiwiście i wrócił do biura. Tam siedział długo zastanawiając się co zrobić. Gdy miał wychodzić na biurku obok faksu ujrzał list. Zapakowany w kopertę bez adresata. Wziął go w rękę i wyciągnął z koperty. Na kartce wydrukowane było tylko: Nie brnij w to. Stawski wrócił na fotel i wpatrywał się w kartkę. Co się dzieje do cholery?. Wiedział, że ta kartka nie znalazła się tu przypadkowo. Ktoś chciał by Stawski zrezygnował ze swojej sprawy.
*
Piotr postanowił, że odda swój samochód do naprawy. Rzęch kolejny raz nie chciał zapalić. Zadzwonił do znajomego mechanika, który przetransportował samochód do warsztatu. Bez samochodu było ciężko, ale Stawski wywnioskował, że dobrze mu zrobi spacer do Parku Tysiąclecia. Nurtowało go kto nie chciał by prowadzić sprawę zabójstw w Parku.
*
Gdy był kilka kroków przed parkiem zatrzymał się. Rozejrzał się uważnie, lecz nie ujrzał niczego ciekawego. Wszedł na teren parku i przeszedł się dróżka, na której znaleziono denata. Po parku biegała chmara dzieci doglądana przez rodziców siedzących na ławkach. Młoda dziewczyna biegła razem ze swoim psem na smyczy. Zwierzę było bardzo rozradowane, że może biec za swoją panią. Ot zwykły dzień. Stawski usiadł na jednej z ławek. Zaczął rozglądać się dokoła. Po chwili na tą samą ławkę usiadła młoda kobieta. Spojrzała na mężczyznę z uśmiechem. Kilka minut później do kobiety podbiegł mały chłopiec. Złapał ją za rękę i usilnie chciał jej coś pokazać. Matka ustąpiła i skierował się w stronę, w którą prowadził ją syn. Piotr odprawił ich wzrokiem a następnie wrócił do przeszukiwania parku. Zajęcie to przerwał mu dzwonek telefonu. Wyciągnął go z lewej kieszeni i przyłożył do ucha.
- Dzień dobry. Tu Stefan Niepołomski. Mógłby pan przyjść do warsztaty ?
- Samochód już naprawiony ? - spytał Piotr ze szczyptą wesołości w głosie.
- Niech pan przyjdzie.
*
Warsztat Stefana Niepołomskiego położony był na skraju miast więc zajęło trochę czasu zanim Piotr się tam pojawił. Mały warsztat wyróżniał się pośród budynków mieszkalnych. Na placu stało kilka samochodów. Stawski nie dostrzegł swojego auta. Otworzył furtkę oddzielającą go od placu i wszedł na piaskowe podłożę. Skierował się w stronę drzwi do warsztatu omijają kilka samochodów. Jeden z nich z rozwaloną maską wydawał mu się znajomy. Na spotkanie wyszedł mu starszy mężczyzna z krzaczastymi brwiami i kilkudniowym zarostem. Szedł powoli. Niepołomski wyciągnął pomarszczoną lekko trzęsącą się rękę. Piotr odwzajemnił uścisk.
- Udało się go naprawić ? - spytał Stawski.
- Chodź do środka - zaproponował starzec wskazując ręką by szedł pierwszy.
W warsztacie było zimno. Zapach oleju ogarnął całą przestrzeń. Samochód Piotra stał na dwukolumnowym podnośniku. Niepołomski podszedł do niego i zatrzymał się czekając aż dołączy do niego Stawski.
- Piotrek sprawdziłem wszystko i powiem ci, że masz cholerne szczęście.
- Co się stało ? - spojrzał pytająco policjant.
- Problemem w samochodzie był rozrusznik. Trzeba było go wymienić co zrobiłem. Przy okazji zauważyłem jeszcze jedną bardzo niepokojącą usterkę.
- Jaką ?
- Przewody hamulcowe w twoim samochodzie były uszkodzone. Z tego, co zobaczyłem mogę ci powiedzieć, że ktoś musiał je przeciąć.
Stawski spojrzał na mechanika z niedowierzaniem. Był wstrząśnięty.
- Takie rzeczy zdarzają się w słabych filmach-pomyslał.
- To, co z tym robimy - spytał mechanik wyrywając Piotra z zamyślenia.
- Napraw to. Ja zajmę się resztą.
*
Po wyjściu z warsztatu Stefana Niepołomskiego Stawski wrócił do swojego domu. Po wzięciu prysznica i zjedzeniu czegoś od razu poszedł się położyć. Tym razem zasnął bardzo szybko. Obudził się słysząc dzwonek swojego telefonu. Policjant wstał i zaczął go szukać. Telefon leżał w kieszeni spodni którę rozbierając się Piotr rzucił na ziemię nieopodal łóżka. Wyciągnął komórkę i odebrał ją-Musi mi pan pomóc-usłyszał wystraszony męski głos.
- Kto mówi? - spytał Stawski przecierając zaspane oczy.
- Wobrzynowski. Robert Wobrzynowski. - przed oczami Stawskiego pojawiła się twarz profesora, z którym spotkał się niedawno. Mężczyzna kontynuował-Jestem w wielkim niebezpieczeństwie. Musi pan szybko przyjechać.
- Co się stało. Gdzie pan jest.
- Szybko Park Tysiąclecia. Idzie w moja stronę. Szybko - szelest, a następnie krzyk to ostatnie co usłyszał Piotr przed przerwaniem połączenia.
Policjant bez zastanowienia nałożył na siebie spodnie i bluzę leżące na ziemi. Z szuflady biurka wyciągnął Glock 17, który wsadził do kabury wziętej z blatu stołu. Wybiegł szybko z mieszkania i skierował się w stronę Parku. Namacał ręką lewą kieszeń i zorientował się, że nie wziął ze sobą telefonu. Było za późno na powrót do domu. Musiał iść do Parku Tysiąclecia bez wsparcia. Nie wiedział co go tam czeka, jednak musiał ratować profesora. Na ulicach było pusto. Czarne niebo bez gwiazd wieszczyło coś złego. Gdy policjant był już blisko usłyszał krzyk. Wchodząc na teren parku wyciągnął pistolet. Trzymał go wyciągniętego przed siebie. W parku było ciemno. Ledwo dostrzegał przedmioty przed sobą. Usłyszał szelest w krzakach. Spojrzał wystraszony w tamtą stronę kierując tam Glock'a. Odetchnął z ulgą, gdy nie zobaczył niczego podejrzanego. Szedł dalej. Z każdym krokiem jakby ciemność potęgowała się powodując całkowity mrok. Stawski dostrzegł zarysy postaci stojącej nieopodal. Skierował pistolet w stronę postaci i krzyknął-Profesorze.
- Tu-usłyszał głos zza swoich pleców.
Odwrócił się gwałtownie i ujrzał profesora Roberta Wabrzynowskiego, który kierował Glock'a prosto w jego klatkę piersiową . Stawski spojrzał na profesora z niewiedzą. Na twarzy Wabrzynowskiego pojawił się złowieszczy uśmiech.
- Niech pan rzuci pistolet-powiedział innym niż zwykle głosem.
- Co pan wyprawia-spytał łamiącym się głosem policjant.
- Proszę rzucić pistolet-powtórzył profesor tym razem bardziej stanowczo.
Stawski patrzył na rękę mężczyzny. Mimo że było ciemno dostrzegał że się trzęsła. Jeden niepewny ruch mógł spowodować wystrzelenie pocisku prosto w jego klatkę piersiową. Przez chwilę próbował wymyślić jak wyjść z opresji. Każde rozwiązanie kończyło się jednak czyjąś śmiercią. Rzucił pistolet w bok a jego serce zabiło mocniej. Profesor widząc jego ruch przestraszył się i przycisnął mocniej spust pistoletu. Ręka trzęsła mu się lekko. Stawski wiedział, że mężczyzna nie jest do końca obyty z bronią i w każdej chwili może przez przypadek nacisnąć na spust. Postanowił blefować.
- Widzisz. Wyrzuciłem broń. Teraz ty ją odłóż. Masz jeszcze szansę na wyjść z tego bez szwanku. Wsparcie już tu jedzie. Odłóż broń. Wymyślimy coś byś nie musiał iść do więzienia.
- Ty nic nie rozumiesz - powiedział profesor uśmiechając się niepewnie.
- Rozumiem wszystko. Nie wiem tylko dlaczego zabiłeś tego chłopaka.
- Idioto. Myślisz, że byłbym w stanie zabić tego człowieka. Nie masz nawet pojęcia z czym zadarłeś.
- O czym ty gadasz. Jesteś psychiczny - Piotr po chwili żałował, że powiedział te słowa. Miał świadomość, że wypomnienie zabójcy choroby psychicznej może spowodować u niego furię. Stało się jednak inaczej. Profesor zaczął śmiać się złowieszczo. Dreszcze przeszły przez całe ciało Piotra.
- Skończy już z tym.
- Przed śmiercią chcę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Przecież i tak nikomu nie powiem-próbował zagadać psychopatę.
- Dobrze. Mój pan wrócił. Nie mógł opanować swych rządzy więc ten chłopak zginął. Sam się o to prosił. Nie musiał chodzić wieczorem po parku. Dziewczyna, która z nim chodziła uciekła. On udawał bohatera. Nawet się rzucił na mojego pana. Skomlał potem by go nie zabijać haha. - zaśmiał się.
- Dziewczyna?. Co z dziewczyną-spytał policjanta-Nie przerywaj głupcze-wybełkotał wścieklę-Potem pojawiłeś się ty. Musiałeś uwziać się na tą sprawę. Wziąłem więc wszystko w swoje ręce. Zadzwoniłem na komisariat a ty oczywiście przyjechałeś do mnie.
- Czy dokumenty, które mi pokazałeś to kłamstwo? - spytał Piotr.
- Nie. Akurat dokumenty były prawdziwe-rzekł z pogardą mężczyzna-Nie mogłem się oprzeć pokusię, więc ci je pokazałem. Potem tego żałowałem-meżczyzna podciągnął bluzkę lewą ręką i pokazał Piotrowi wielkie przecięcia na brzuchu. Następnie opuścił bluzkę i dodał-Mój pan ukarał mnie jednak za to.
W krzakach kolejny raz coś zaszeleściło. Profesor wystraszony skierował głowę w tamtą stronę. Piotr chciał wykorzystać swoją jedyną szansę i wyrwać pistolet napastnikowi. Powstrzymało go jednak coś. Poczuł uścisk w brzuchu, gdy usłyszał za sobą warczenie i poczuł oddech na swoim karku.
Odwrócił się powoli nie zważając na profesora kierującego pistolet w jego kierunku. Serce prawie mu stanęło. Naprzeciwko jego twarzy była wstrętna śliniąca się paszcza. Wielkie czerwone oczy patrzyły prosto na jego twarz. Czuł mętny oddech bestii. Wiedział, że to już koniec. Wiele razy po śmierci żony czekał na swój koniec, lecz teraz żałował. Nie chciał zginąć w ten sposób. Musiał spróbować. Skoczył w bok i upadł na ziemię. To koniec. Nie mógł znaleźć pistoletu. Jego śmierć w postaci bestii zbliżała się niechybnie. Gdy była blisko wziął głęboki oddech i z całej siły kopnął potwora w brzuch. Ten ugiął się lekko wydając z siebie przerażajacy dźwięk. Chwilę później był gotowy do ataku. Policjant kolejny raz zadał cios nogą tym razem niecelny. Nadal jedną ręką szukał broni. Wyczuł coś. Mokry uchwyt pistoletu mógł okazać się wybawieniem. Skierował lufę w kierunku przygotowującej się do skoku bestii.Wystrzelił, gdy potwór padł całym cielskiem na niego. Bestia wgryzła się w szyję policjanta. Strzał. Następny. Jeszcze jeden. Kolejny. Zabawnę, ale przypomniał sobię, że w magazynku miał tylko cztery naboje. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył były dwie postacie w czarnych płaszczach z wąsami i kapeluszem na głowie. Czego to nie wymyśla organizm przed śmiercią.
*
Stał samotnie a dookoła była tylko ciemność. Ta piękna cisza, gdy zanurzasz się w zadumę. Daleko przed nim pojawiła się biała kropka. Więc to prawda-pomyślał. Przed śmiercią widzi się białą poświatę. Mówi się, że nie wolno iść w stronę światła, lecz jego tam ciągnęło. Zrobił jeden krok. Potem następny. Poświata robiła się coraz większa. Niemożliwe. W jego Stone kierowała się ona. Magda. Blond włosy okalały jej blade policzki. Była piękna. Jak zawsze. Każdego dnia marzył o tym momencie. Chciał ujrzeć ją i iść. Iść z nią dalej nieważne dokąd. Nie wiedział, czy niebo istnieję, ale zawszę wierzył że po śmierci pójdzie do niej. Była coraz bliżej. Zaczął biec w jej stronę. Kilka kroków przed nim zatrzymała się. Przeszył go strach. Nie mógł iść w jej stronę, nie mógł się poruszyć. Stał tak i patrzył prosto w jej twarz. Uśmiechała się. Po jego policzku zaczęła powoli płynąć łza. Nie mógł jej zmazać. Nie chciał jej zmazać. Jedyne czego teraz pragnął to podejść do niej i przytulić ją mocno.Przytujić ją i już nigdy jej nie puszczać. Jej usta zaczęły się poruszać. Mówiła coś. Nie słyszał nic. Był załamany. Chciał krzyczeć, że nie słyszy, lecz jego usta nawet się nie poruszały. Odwróciła się i zaczęła iść w przeciwną stronę. Chciał za nią iść, biec, lecz nie mógł. Krzyczał. Płakał. Znikła z jego oczu. Biel zaczęła znikać. Odwrócił się i spostrzegł, że teraz za nim jest biała dróżka. Gdzie prowadziła?. Zaczął biec a mrok go gonił. Biegł coraz szybciej a mrok był coraz bliżej. Bliżej był też koniec białej dróżki. Biegł. Coraz Szybciej. Szybciej. Szybciej. Biel się skończyła.
*
Obudził się w jasnym pomieszczeniu. Przykryty był białym kocem. Podniósł go w górę. Miał na sobie pidżamę. Ręka dotknął szyji. Owinięta była bandażem. Po chwili do pomieszczenia wszedł lekarz i komendant policji.
- Obudziłeś się. Tak się cieszę-rzekł z uśmiechem komendant.
- Co się stało. Gdzie jestem?
- To ty mi powiesz co się stało. A teraz odpoczywaj.
- Jest pan w szpitalu-rzekł lekarz, który robił coś przy kroplówce.
- Jak się tu znalazłem? - spytał.
- Ktoś pana przywiózł. Dwóch mężczyzn. Zostawili pana pod opieką pielęgniarki i pojechali.
Mężczyźni w czerni. Pomyślał Piotr. Po głowie chodziło mu coś jeszczę. Słowa.
- Zawszę jestem przy tobię - wypowiedział ledwie słyszalnym szeptem.
- Co? - spytał zaskoczony komendant.
Piotr uśmiechnął się i wiedział, że teraz wszytko będzie inaczej. Chciał żyć. Musiał żyć. Dla niej.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania