Struna poszarpana przez kwadranse
Nie lubię poniedziałków, zwłaszcza dzisiejszego.
Do północy zostało piętnaście kwadransów.
Na liryzm się nie zbiera, gdy przecieram oczy,
porażona odłamkiem seryjnych niuansów.
W obronie wzrok wyostrzam,
sama znowu ostra.
I oschła, i jak struna, i jak nie kobieta,
bo kobieta jest wiotka, a ja... Taka - nie tak.
Do jutra może zmięknę, ocieplę się, zgłaszczę...
Kwadranse do północy... Ogrzeję się. Płaszczem.
Komentarze (10)
Ostatni wers jest piękny i pełen nadziei. To mały, ale ważny akt samoopieki, który pokazuje, że jutro może być lepiej.
Dzieki, Ewa.
Kiedyś zazdrościłam facetom, że mogą istnieć z całą masą swoich niedoskonałości, słabości itd. i nikt się temu nie dziwi, nie rozdziera szat, a kobiety dosyć często muszą zakładać spodnie, żeby dać radę wszystkiemu. I tylko w wolnych chwilach, w oderwaniu od walki o przetrwanie, zakładają szpilki i małą czarną, żeby przypomnieć sobie, kim tak naprawdę są...
Jakoś tak mnie naszło przy czytaniu...
Nie będę zaprzeczała, że dużo w tym racji.
Dziękuję
Może i tak, ale nam z kolei nie wolno, a przynajmniej nie wypada, wiecznie narzekać, marudzić, skarżyć się...
Grisza , teoretycznie tak:)
...
zobaczyć siebie
we właściwym świetle
...
Pozdrawiam serdecznie
Miłego dnia
Pozdrawiam wzajemnie, andrew. Miłego
Seryjne niuansy. To prawda. Gdyby istniały tylko w poniedziałki byłabym szczęśliwa ale nie, następny dzień i następny... Bardzo lekkie i - Taka nie tak - taka jak kobieta
Niuanse chodzą stadami. No cóż, prawo serii.
Dzięki bardzo i pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania