Strzęp
[Nie zgniataj. Oddaj.]
Wchodzę do marketu od frontu – tam, gdzie są koszyki i pośpiech.
Kaucjomat stoi pod jarzeniówkami jak ulga na kwit. Kaucja: pół złotego za poprawność.
Niosę worek jak dowód, że próbuję. Plastik dzwoni o plastik.
Z piekarni idzie ciepło. Pod automatem chłód – wentylator, metal.
Ekran mruga: „Włóż opakowanie.”
Wkładam pierwsze. Pik.
Drugie. Pik.
Trzecie wchodzi grzecznie, prosto.
„Nie przyjęto.”
Butelka wraca suchym wyrzutem. Uderza w rant, odbija się od mojej dłoni.
Klej z etykiety zostaje na palcu jak oskarżenie.
Za mną ktoś wzdycha – krótko, jak klakson w środku sklepu.
Dwa – chwyt.
Dwa – wkładam, jakby pamiętał.
Cztery – czekam, aż uzna.
Automat bierze ją nagle. Pik. Prawda po czasie.
Wkładam kolejne. Pik. Pik.
Worek lżejszy. Ja nie.
Maszyna liczy sztuki, nie intencje.
„Zakończ.”
Naciskam.
Bon wychodzi powoli – cienki język papieru, który udaje pieniądz.
Zębatka łapie wydruk i cofa o centymetr. Zgrzyt.
Papier napina się, szarpie – pęka w pół. Zostaje strzęp z połową kwoty i reszta w gardle maszyny.
Odrywam go odruchowo. Papier tnie skórę na kciuku. Krew jest szybka, kaucja nie.
Wózek ociera łydkę – nikt nie patrzy.
Ekran świeci spokojnie: „Dziękujemy.”
Idę do środka ze strzępem – paragonem na własną bezradność.
Przy wyjściu czujka łapie ruch – drzwi syczą i rozsuwają się jak procedura.
Na palcu lepki pasek kleju, na kciuku cienka kreska.
W kieszeni bon mięknie od ciepła – druk blednie.
Plastik przyjęty.
Komentarze (9)
W Szwecji już dawno było, ludzie po 3 wory targali z dziećmi idąc na zakupy. Normalka. I menele się okazały przydatne bo brak plastiku na ulicy.
Człowiek vs procedura, zimna obojętność zasad.
I kwitek. Dowód wysiłku, co warty jest nic. Godzinówkę za posłuszeństwo łatwo wyliczyć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania