Strzępy pamiętnika alternatywnego
--- --- ---
To było w połowie listopada 1987 roku.
Wybraliśmy się na spacer do Parku Skaryszewskiego w Warszawie. Pogoda się poprawiła, było słoneczne popołudnie, takie, jakie bywają późną jesienią.
Kilka dni wcześniej i przez następne dni strugi deszczu obmywały czarne, nagie drzewa, jakby powlekały je błyszczącą emulsją----
Szliśmy w milczeniu;
„Popatrz, jak tańczą wrony na łące”- powiedział mój rozmówca
-rzeczywiście, wrony kłębiły się i tańczyły na martwej i suchej ziemi
-A gdyby tak zza drzew wyszła trupa klaunów, jak w filmach włoskiego neorealizmu…?
Wtedy krajobraz natychmiast ożyłby …. wypełniłby się…
Tego zdania nie zakończę, gdybym znalazł jakieś słowa, wtedy wszystko straciłoby swój charakter…
Mógłbym powiedzieć, że krajobraz wypełniłby się żywymi barwami lub dźwiękami muzyki
Ale takie zakończenie byłoby zupełnie jałowe…
///
Inne miejsca-
-pamiętasz, szedłeś przez jakiś plac pomiędzy drzewami, opodal bawiło się kilkoro dzieci
na trawniku węszył samotny pies
Pies w skupieniu przesuwał się wzdłuż krawężnika
spojrzałeś w kierunku blaszanej budy-stróżówki
Przy oknie nieruchomo siedział młody człowiek o wyglądzie biblijnego proroka (proroka z naszych wyobrażeń) Młody człowiek z długą brodą i twarzą poszarzałą, jakby woskową siedział nad grubą księgą prastarą księgą
Odwracał kolejne karty grubej księgi a ty się zastanawiałeś co to za litery, co to za alfabet?
Szukałeś kontaktu wzrokowego z owym prorokiem z dalekich stron
bez określonego pochodzenia
(_______) (>>>>)
Z jakiej przybył epoki, kim był, w jakim języku napisano księgę, której nigdy przedtem nie widziałeś?
Doszedłeś do zupełnie pustej ulicy, przy której był przystanek autobusowy, ale po kilku minutach powróciłeś w to miejsce, wciąż szukałeś stróżówki, w której nieruchomo nad starą księgą siedział tajemniczy prorok.
Nigdy nie znalazłeś blaszanej budy ani owego człowieka , nawet nie potrafiłeś zwrócić się z pytaniem do przechodniów, których spotkałeś. O co miałeś ich zapytać? Jakimi słowami miałeś przemówić do ludzi, których spotkałeś na ulicy?
Popatrz, jak te wrony tańczą, kłębią się na łące
Szukałeś tytułu do zdjęcia zrobionego starym aparatem, wpisywałeś i skreślałeś kolejne tytuły; pozostawiłeś puste miejsce...
To wtedy, to na drugi dzień wypowiedziałeś tę banalną myśl, że….;
oddawałeś płaszcz w szatni, a wszystkie płaszcze pachniały wilgotną wełną. Tam była cała góra płaszczy, jakieś kurtki, powiedziałeś, że chciałbyś rozpłynąć się, chciałbyś rozpuścić się w bezmiarze wszechświata…
Powiedziałeś, że chciałbyś pulsować razem ze wszystkim i wykraczać poza wszelkie granice, łączyć wszystko a zarazem otwierać, wypowiedzieć zdanie, które uruchomi nieznane żywioły...
Inaczej nie potrafiłeś uwięzić tej wizji w słowach…
Twój rozmówca stwierdził, że to jakieś…
---- --- on chyba w ogóle nic nie powiedział?
Jakiś znajomy przeczytał swój wiersz, w którym wciąż powtarzała się fraza „jestem wszechświatem-teraz jestem wszechświatem bez końca i początku”. Kiedy czytał ten wiersz dziwnie się uśmiechał, chyba był niezwykle szczęśliwy, nigdy nie był tak szczęśliwy?
W tym parku spotykałeś wielu młodych ludzi, a niektórzy wyjmowali z kieszeni kartki z własnymi wierszami, zatrzymywali ciebie błagalnym wzrokiem i cichymi głosami, jakby wstydliwie, czytali swoje utwory, w niektórych wierszach powtarzał się znany już motyw: „teraz jestem wszechświatem i płynę, lub drgam jak cienka struna”, ale ty wciąż powracałeś, żeby szukać budki - stróżówki, w której tuż przy oknie nieruchomo siedział młodzieniec-prorok z długą brodą...
Dobrze wiesz, że tajemniczy prorok nigdy nie istniał, że wiele obrazów ułożyło się w to złudzenie, jesienne krajobrazy, szczególnie w listopadowe poranki, jakby znikąd tworzą takie widziadła….
Chciałeś go jednak zapytać o litery, o ten dziwny alfabet w grubej księdze, a to tylko straszne ptaszyska i grupa klaunów wędrujących po łąkach, parkach, lasach, chyłkiem przemykających się przez podwórka... Zgraja szyderców, złośliwców którzy dali nam (tego zdania nie wolno mi zakończyć).
(---) (----)
Tarcza telefonu prawie zawsze pozostawała nieruchoma, ale ty wciąż rozmawiałeś, bez przerwy rozmawiałeś z tym staruszkiem, który miał tyle zmartwień ze swoją wnuczką. Słuchałeś opowieści pewnej studentki, która postanowiła uciec z uniwersytetu tak, by nikt jej więcej nie znalazł...
Wnuczka od lat nie odwiedzała staruszka, ale on wciąż próbował przypomnieć sobie jak wyglądała. Studentka postanowiła nazajutrz stąd wyjechać, wierzyła że nikt jej nie znajdzie, nigdy nikogo nie spotka, chyba nikt jej nawet nie znał i nie szukał?
Tarcza telefonu zachrobotała –a następnie zatrzymywała się w połowie drogi. Na uniwersytecie nikt nawet nie kojarzył tej studentki, po chwili namysłu jeden z jej kolegów przypomniał sobie że zawsze nosiła sukienkę w „niebieskie ciapki”, dokładnie tak powiedział –„ miała taką dziwną sukienkę w niebieskie ciapki”. Kilka razy wprawiłeś w ruch tarczę telefonu, a następnie ją zatrzymywałeś; po chwili wracała z łagodnym chrobotaniem. Któregoś dnia przyszedł pan z centrali i podłączył twój telefon do sieci, wyłączyłeś go tego samego dnia. Przecież potrafiłeś rozmawiać ze światem na wiele innych sposobów...
Jakie były dalsze losy, losy staruszka, studentki i wielu innych rozmówców?
(---) (////)
Popatrz, trupa klaunów tańczy na łące, jakie głupie wykonują figury, wygibasy.
Jakież miny robią obłąkane…
„Ależ oni są całkiem zabawni” –powiedział twój rozmówca,
„szkoda, że jest tak pusto, tak ciemno i nie ma widzów”
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zamiast epilogu:
Myli się ten kto uważa że obraz słońca płynie spokojnie leniwie po falach jeziora...
Tak naprawdę słońce mieszka w jego chłodnych głębinach i nigdy nie opuszcza swej bezpiecznej kryjówki ---
A niebo jest pięknym zwierciadłem---
Tylko zwierciadłem---
Oto początek i koniec mojej baśni----
---------------------------------------------------------------------------------------------------
>>> A teraz wspominam>>>
Strzępy pamiętnika alternatywnego napisałem pod koniec grudnia; to wtedy wspomnienia nakładają się na siebie jak talia kart rozsypanych pod stołem. Z tej talii musisz z zamkniętymi oczami wybrać trzy przypadkowe karty, odczytać treść zapisaną po drugiej stronie, a następnie karty odrzucić daleko od siebie. Zapamiętałeś jednak wiele zdań, a teraz zapisz ich "chaotyczny porządek", nie szukaj żadnej kolejności wydarzeń_____ odnalazłeś twoje myśli i przeżycia z lat młodzieńczych____
PS. Tarcza starego telefonu zawsze zatrzymywała się w połowie, ale nie to było twoim największym zmartwieniem, przecież potrafiłeś rozmawiać ze światem bez telefonu, bez wychodzenia z domu, bez staroświeckich listów wrzucanych do skrzynki pocztowej....
Kiedy pan z centrali telefonicznej przyszedł do twojego domu i naprawił telefon, natychmiast go wyłączyłeś... a tarczę wprawiłeś w ruch i zatrzymałeś w dowolnym miejscu...
Zawsze jest jakieś dowolne miejsce wybrane z zamkniętymi oczami...
Komentarze (1)
No cóż, przychodzą takie dni, kiedy stajemy się nieco bardziej sentymentalni, a wtedy szukamy zaginionych pamiętników, dawnych notatek... Znajdujemy jakieś strzępy na dnie szafy... Szafy nierzadko bywają niezwykle pojemne- to w nich można znaleźć tysiące rozsypanych biografii...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania