Strzyga
Wstałem z niesmakiem jak codzień rano
Żec chcę "O Boże"- głos mi zabrano!
Krzyczeć próbuje, lecz gardło ściska
Szorstka, obrzydła dłoń nazbyt śliska
Wierzgam się dziko, szarpię, szamoczę
O ksztę litości oczyma proszę
Na wszystkie bóstwa, diabły, anioły!
Dłoń wpycha palce w me oczodoły
Grzebie zaciekle, wzroku pozbawia
Nad mym cierpieniem się nie rozdrabnia
Zęby wybija strzyga okrutna
Siła jej wielka, wręcz absolutna!
Łamie me kości, ręce i nogi
Butem przyciska twarz do podłogi
Kręgi me miażdży twardym desantem
Umrzeć się zdaje lepszym wariantem
Po raz ostatni krzyczeć próbuję
Zanim zła strzyga trzewia rozpruje
Z ust poszarpanych ślina wycieka
Nie ma już życia, nie ma człowieka
Zmora bez gracji kark mój wykręca
Złość nią kieruje dzika, zwierzęca!
Kto był przykładem dla niej? To proste
Tak samo system tępi jednostkę
Komentarze (2)
Tak samo system tępi jednostkę***
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania