Stu pięćdziesięciu trzech poławiaczy pereł/ dziewięciu rybaków
**** *****
Stu pięćdziesięciu trzech poławiaczy pereł codziennie wyruszało na poszukiwania
Łodziami wyprawiali się na pełne morze, płynęli na niebezpieczne wody, gdzie groziły im rekiny, prądy morskie, nieznane potwory żyjące wewnątrz straszliwego morza…
Stu pięćdziesięciu trzech poławiaczy pereł (byli również rybakami) codziennie rano opuszczało skalistą wysepkę i wyruszało na pełne morze, skąd nie powrócili ich dziadowie, ojcowie i bracia…
Wiedzieli bardzo dobrze, że czeka ich ten sam los, wiedzieli, że losu tego nie można odwrócić…
Niebiosa były podobno bezkresne, ale morze puste i jałowe, nie mogło wyżywić ich dziadów, ojców, nie wyżywi już żadnego pokolenia rybaków; co najważniejsze: od dawna nie znaleziono w nim nawet najmniejszej perły…
Nikomu nie dawało już pożywienia, nie spełniło marzeń tylu pokoleń…
Wyruszyli na najdalszą wyprawę, a trwała ona dłużej niż wszystkie poprzednie, trwała tak długo, że ich żony, dzieci, pokolenie wnuków i prawnuków straciły nadzieję, że kiedykolwiek ich zobaczą….
Na świat przyszły kolejne pokolenia, ale oni wciąż błądzili w poszukiwaniu tej perły najważniejszej, jedynej…
----
Któregoś dnia o świcie jeden z nich zawołał: mam perłę!
Stu pięćdziesięciu trzech rybaków, czyli dziewięciu poławiaczy pereł , wracało na brzeg skalistej wyspy
Do domu wieźli najcenniejszą perłę, jakiej nikt jeszcze nie widział
---
I tak kończy się opowieść o dziewięciu rybakach i najpiękniejszej perle…
== == **** === **** ===== **** ================*****
PS. Najpiękniejsza perła składała się z dziewięciu części; jeśli ktoś zabrałby tylko jedną część, perła zginęłaby bezpowrotnie, przez jakąś nieznaną siłę ciśnięta na samo dno morza. A wtedy 153 rybaków musiałoby porzucić myśl o powrocie do domu i dalej szukać Najjaśniejszej PERŁY, żeglując bez końca po straszliwych odmętach//
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Refleksje końcowe:
Suma cyfr liczby 153= 9 (153 rybaków złowiło perłę w 9 częściach, każda z tych części była obliczem jednego z nich (od tej chwili ich też było dziewięciu; liczba 153 to symbol ich wieloletniego błądzenia po świecie
Wprawdzie morza i perły nie znaleźliśmy, ale wchodzimy do jakiegoś labiryntu...Kiedyś znajdziemy siedem bram, a myśli nasze przekroczą wszystkie bramy i przejścia jednocześnie... I spotkamy się na skalistym brzegu morskim.... Wtedy zbierze się w owym miejscu zazwyczaj pustym 36 natchnionych piewców Wielkiego Majestatu; tak dokona się proces odbudowy Jedności;
Tych dziewięciu poszukiwaczy Najjaśniejszej Perły dało początek 36 Sprawiedliwym, których zadaniem będzie zebranie wszystkich iskier= myśli, które rozproszyły się na początku dziejów---//
Uwagi końcowe:
Liczba 36 to symbol często pojawiały się w kabalistyce i w pismach Chasydów; symbolizuje 36 sprawiedliwych mężów z różnych zakątków świata, pochodzących z dalekich krajów i mówiących różnymi językami. Jeśli spotka się w jednym miejscu 36 lamed wowników (sprawiedliwych, czyli nistarim, co możemy również przetłumaczyć jako „ukryci”), rozpocznie się proces zjednoczenia człowieka z Bogiem (odnowa świata nazywana tikun) ; lamed wownicy zbiorą iskierki, na które rozpadł się Majestat Boży podczas tworzenia Świata, kiedy to Bóg ruszył w świat w postaci nieskończonej liczby owych iskierek, dając przestrzeń niezbędną dla powstającego dzieła///
My, żyjący w czasach poprzedzających tikun odczuwamy jedynie bliskość Szechiny, czyli Bożej Obecności w Świecie.
PS. Ideą człowieka (jego pierwowzorem) w umyśle Boga według Kabały jest Adam Kadmon- praojciec Adam dopiero pomyślany przez Boga///
A tak przy okazji, gorąco polecam wszystkim Księgę Jeciry, tj. Stworzenia Świata, poezje Jehudy Halewiego- sefardyjskiego lekarza i poety z Tudeli na Półwyspie Iberyjskim. Dla mnie najpiękniejszym utworem jest jego poemat o podróży do Ziemi Świętej. Jehuda Halewi dotarł zaledwie do Aleksandrii, a swojej ukochanej Jerozolimy nigdy nie zobaczył. Podróż z Hiszpanii do Ziemi Świętej w XI wieku…
PS. Po wielu latach wróciłem do powieści Leo Perutza „ Mistrz Sądu Ostatecznego”, która po raz pierwszy ukazała się w 1923 r.; później przeczytam jeszcze raz „ Nocą pod kamiennym mostem w Pradze”. Te książki czytałem ponad 30 lat temu.
-
Komentarze (4)
Doświadczenie mistyczne trochę w stylu "Podróży na Wschód" Carla Gustava Junga- jest to zapewne dotknięcie pewnej uniwersalnej "przestrzeni" obecnej w najgłębszych obszarach czegoś, co umownie nazywamy podświadomością. Nie odwołuję się do żadnego zinstytucjonalizowanego kultu lub duchowości traktowanego jako więź z osobowym umysłem... Raczej jest to dotknięcie Nieokreślonego, Nienazwanego, Owych Wielości, które jednocześnie nie są Wielościami... Stwierdzenie, że czegoś nie ma, nie budzi mojego sprzeciwu... "Jest lub nie ma" odnosi się do świata pojmowanego fizycznie... Moją odpowiedzią jest cytat z Tao te king, które autorstwo przypisuje się Staremu Nauczycielowi (Lao -tze, ewentualnie Lao-tsy) :" Tao jest brakiem TAO, TAO jest najmniejszym z bytów, TAO nie istnieje, ale jednocześnie jest istotą WSZYSTKIEGO.... Pojęcie WSZYSTKO też jest pełne sprzeczności... Poza istnieniem i nieistnieniem, poza wszelkimi zasadami (logiki), które przykuwają nas do wymiaru fizycznego (ewentualnie czasoprzestrzennego)= TAO; TAO jest również uwolnieniem się od samego TAO; w tym sensie jestem (chyba jestem?) mistykiem, ale w sensie (bezsensie..) zajrzenia do świata wewnętrznego, który nie potrzebuje instytucjonalnej duchowości; święte księgi powstają i rozpadają się w każdej sekundzie, w każdym ułamku sekundy, a później giną, wydając się z siebie obraz i stając się przestrzenia wędrówki bezkresnej... Wyjść poza własne JA- tego uczy nas wiele mądrości starożytnych, nie odnosić czegokolwiek do własnego JA- tego uczą nas Upaniszady... Ale ja powiem więcej... Należy oddalić się od wszelkich źródeł określoności i spojrzeć w samą głębię OWEGO CZEGOŚ... Nie wykluczam, że błądzę po bezdrożach, błądzę po bezdrożach i poszukuję... Być może kiedyś porzucę te myśli i drogi poszukiwań...
To, o czym przed chwilą pisałem, nie oznacza, że jestem człowiekiem zamkniętym na świat i poglądy innych ludzi... Duchowość traktuję aż (lub zaledwie?) jako doświadczenie bycia z własnym Ja poprzez jednoczesne Abstrahowanie, a może raczej pozorne przekreślanie, rozkładanie parasola znaków zapytania nad "owym JA". Ale to są chwile, dni lub tylko iskierki sekund najbardziej "prywatnych" (jeśli w tym kontekście można mówić o prywatności), dalej jest poznawanie rzeczywistości, próba zrozumienia ludzkich charakterów i mechanizmów rządzących jednostkami lub społeczeństwami... Mówiąc inaczej, żyję przede wszystkim tu i teraz... Ktoś zapewne powie, że imituję w moich poszukiwaniach całą tradycję ZEN lub doprowadzam ją do absurdu... (?) Nie wykluczam, że taka opinia może być trafnym (lub zupełnie błędnym?) opisem... (?)
Przedstawionych wyobrażeń nie traktuję dosłownie... W moim doświadczeniu są to przede wszystkim symbole, ale symbole będące fundamentem wszelkiego postrzegania...
PS. Tematem powieści Hermanna Brocha " Śmierć Wergiliusza" jest owa cienka linia graniczna oddzielająca sztukę od mistyki; analogicznie sprawa się przedstawia w przypadku "Dziennika uwodziciela" S. Kierkegaarda.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania