Studentka

Ewę najbardziej irytował dźwięk walizki, a w zasadzie jej kółek, które łomotały po nierównym chodniku. Powinna się cieszyć, że nie musi jej nieść w ręce, tylko ciągnie elegancko, niczym podróżująca dama z szalem przewieszonym przez ramię i ogromnym kapeluszem na głowie. A jednak jakoś nie potrafiła tego docenić, być może dlatego, że damą nigdy nie była. Była buntowniczką z natury, z przekory i z wyboru, lubiła iść przez życie po swojemu, zawsze inną drogą niż pozostali. Co prawda ostatnie porażki lekko zachwiały jej poczuciem własnej wartości, jednak starała się lekceważyć te wewnętrzne niedogodności. Trzecie miasto, w którym zaczynała wszystko od nowa, każde coraz mniejsze, każde coraz bliżej domu. Jednocześnie próbowała zagłuszyć nieprzyjemne refleksje, wyrwane z kontekstu wspomnienia słów mamy, która od początku doradzała jej jednak nie wskakiwać na zbyt głęboką wodę, zwłaszcza biorąc pod uwagę roztrzepany i niezdyscyplinowany charakter. Jej matka miała zawsze rację, a Ewa nie znosiła jej właśnie za to. Momentami nie znosiła wszystkich. Gdyby nie doszukiwać się plusów, jej dwudziestodwuletnie życie można by uznać za niekończące się pasmo porażek. Pierwsze studia zakończyły się kompletną klapą, gdy po zamieszkaniu w akademiku poczuła się na tyle dorosła, samodzielna, odpowiedzialna za własny los, wyemancypowana, ekscentryczna i poza wszelkimi ramami społecznymi, że wdała się w bynajmniej nie platoniczny związek z zupełnie przypadkowo poznaną dziewczyną. Studenckie miasteczka nocą to szaleństwo. Zwłaszcza nad ranem, kiedy po kompletnym wytrzeźwieniu, wciąż błąkając się po mieście i umierając z głodu natrafia się kebab knajpę. Miłość i oświecenie spłynęły na Ewę niczym przeznaczenie. W jednej chwili odkryła, że nie tylko jest zauroczona, nie tylko poczuła przypływ energii dzięki nowo poznanej osobie, ale także, a może przede wszystkim to, że jest lesbijką. I obie najbardziej lubiły sos majonezowy.

Fascynacja “nowym” zwykle nie trwa długo. Dzieci z ogólnym podnieceniem rozszarpują perfekcyjne zapakowane prezenty pod choinką, tylko po to, aby zmarnować połowę magicznego, świątecznego czasu na zabawę nowym gadżetem, po czym już po Nowym Roku, fanty lądują na półce, pomiędzy innymi “starymi” zabawkami. Zakochane pary przez pierwsze tygodnie wprost nie mogą się od siebie oderwać i z tęsknotą wracają wspomnieniami do tego właśnie krótkiego okresu ich znajomości, gdyż obecnie budzą się z uczuciem niechęci do swojej drugiej połówki, która kojarzy im się głównie z łączącymi ich tuzinami, mniejszych i większych, wspólnych problemów. Bywają jednak sytuacje niestandardowe, kiedy uczucie zwycięża wszystko, niczym w tych najpiękniejszych filmach z iście hollywoodzkim zakończeniem, gdzie ludzie żyją długo i szczęśliwie, a dzieci pielęgnują swoje zabawki do późnej starości, z sentymentem przekazując je własnym wnukom. Uczucie Ewy i Irminy, “przyjaciółki” ze wschodu, nie było jednak najlepszym przykładem hollywoodzkiej kinematografii. Trzy tygodnie ostentacyjnych randek w miejscach najbardziej zatłoczonych, z dumą afiszowały, że są nie tylko są tolerancyjne i nowoczesne, ale przede wszystkim kochają się bezgranicznie i są bez facetów zupełnie samowystarczalne. W łóżku korzystały z trzech wibratorów. Potem zaprosiły kolegę, Jarka z politechniki, do trójkąta. Było dość miło i ekscytująco. Minął tydzień i Ewa przez kolejne cztery dni, dzień w dzień, rano i wieczorem, nerwowo robiła testy ciążowe, bo sobie przypomniała, że się tak jakby, nie zabezpieczyła. Choć w zasadzie mało pamięta, bo była na lekkim dopingu. Następnie zawaliła wszystkie możliwe kolokwia, jakie tylko mogła zawalić, po czym otrzymała sms powiadamiający, że Irmina i Jaro ślą moc pozdrowień z molo w Kołobrzegu i “trzymaj się Kiciuś, nie miej urazy”, i że widocznie tak miało być, oddech, “dzięki Tobie poznałam smak innej miłości”, oddech, “faceci są jednak całkiem w porządku.”

Ewa to twarda dziewczyna. Troszkę sobie popłakała, troszkę sobie popiła. W ramach szeroko pojętego buntu wytatuowała sobie ważkę na obojczyku. Następnie upchała wszystkie swoje kolorowe stroje w turkusowej walizce i zaczęła nowe życie. Nowe miejsce, miasto pełne artystów, studentów i smogu. Postanowiła wziąć sprawy w swoje własne, doświadczone ręce, i nie tylko rozpocząć nowe studia, ale także podjąć pracę. Poważny krok. W końcu przestanie wysłuchiwać litanii porad, płaczu i przerażenia matki dzwoniącej co drugi dzień i pytającej czy żyje i czy na pewno, ale to na pewno, wszystko u niej normalnie. "Normalnie" to słowo względne i elastyczne. Biorąc pod uwagę mentalne standardy jej rodziny, to u Ewy nigdy nie było normalnie. Tym razem jako poważna kobieta sukcesu, ze spokojem patrząca w przyszłość i nadająca kierunek swojemu życiu podjęła pracę zarobkową. Płacili nieźle. Najwięcej kasy wygrzebywała z biustu, lawirując pomiędzy stolikami, a leniwie kołyszącymi się na parkiecie parami. Kelnerka w topowej tańcbudzie, w której to wszystko jest na czasie, plastik połączony z surowym murem zamiast ścian. Automat z prezerwatywami przy wejściu do toalety. I wszędzie ręce. Dłonie studentów łapiących ją za rękę, proszących o kolejnego drinka. Dłonie mężczyzn łapiących ją mimochodem za udo, maślanymi oczami, mętnymi od dopalaczy, błagający ją o kolejnego drinka. I w końcu dłonie facetów łapiących ją bezceremonialnie pod spódnicą za prawie nagi tyłek, żądający kolejnego drinka. Dresskod w dyskotece przewidywał czarne, plisowane spódniczki, o maksymalnej długości wynoszącej czternaście centymetrów w dół od linii krocza. Do tego w zestawie malinowa bluzeczka wiązana na szyi, o dziwo przykrywająca dekolt, za to eksponująca plecy i brzuch. Wszystko kolorystycznie dopasowane do wystroju pomieszczenia. Matka jak zadzwoni to jej powie, że wszystko w jej życiu jest tak dopasowane, że tak, tak, można powiedzieć, że u niej "normalnie".

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Anonim 01.03.2017
    napisany bez zarzutów, ale trochę przezroczysty; ona i ona i on w końcu oni a na końcu ona, i nic oprócz tej normalności, a może by do tego baru wpadli kosmici przepici xD urwali komuś głowę, bo tak za bardzo normalnie jest xD zostawię 4 z plusem :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania