.Stworzenia
Siedział, okryty zupełnie niczym,
bez wstydu, nagości, wspomnień
i żalu, który mogły skrywać pod szatami
utkanymi matczyną dłonią, kiedy jeszcze
mieścił się pomiędzy palcami.
Siedząc, przemierzał puste przestrzenie,
tylko jemu oddane, wierne niczym psy
gryzące dłonie, które już nie karmią,
sprzęgnięte pod wolę swego pana,
zapadają się w punkt aby móc
przejść dalej bramą igielnego piekła,
gdzie znów karawana psów zaszczeka
ciszę... bez stworzenia.
Komentarze (4)
Ponuro tutaj, jakby z odmętów ludzkiego piekła... pierwszy wers bym nieco poprawiła albo zrezygnowała z 'zupełnie', no 'karawana psów' nie brzmi, wataha psów zaszczeka ciszę - tu widzę świetną metaforę
Myślałem nad tą watahą i wahałem się bardzo ale jednak chęć powiązania "bramy" z igielnego piekła z przypowieścią z bibli o wielbłądach i uchu igielnym, wygrała. Wielbłądy poruszają się karawaną, a wilk to po prostu jakoś bardziej swojski.
"kondukt psów zaszczeka ciszę"...
Jak wyżej :D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania