Stworzenie nocy - Rozdział II
Nicole podeszła od tyłu do siedzącej dziewczyny na ławce w parku. Poruszała się bezszelestnie uważnie i powoli stawiała kroki na soczyście zielonej trawie. Jej nadludzkie umiejętności pozwalały na podchodzenie do swoich ofiar niezauważenie. Jednak Nicole teraz nie polowała. Podniosła ręce i delikatnie zasłoniła nimi oczy młodej blondynki, która lekko podskoczyła i roześmiała się.
- Zgadnij kto to? - spytała radosna Nicole
- Wiem, że to ty Nic. Tylko ty potrafisz tak mnie zaskakiwać. - powiedziała uśmiechając się. Nicole usiadła na ławce obok przyjaciółki i przytuliła ją. - Dobrze Cię znowu widzieć Nic.
- Ja też za Tobą tęskniłam.
- Jak było u rodziny?
- Jak zwykle. Wiesz, nudne spędy rodzinne. Nic ciekawego. - odpowiedziała Nicole
znudzonym głosem. Zaśmiała się w duchu, bo wiele rzeczy można powiedzieć o jej spotkaniach z rodziną, ale na pewno nie to, że są zwykłe i nudne. W końcu niemal cała jej rodzina była łowcami wampirów. Jej najlepsza przyjaciółka, Susan Morgan nie miała pojęcia o jej pochodzeniu. I Nicole nie miała zamiaru jej w to na razie wtajemniczać. Im mniej osób wie, tym lepiej.
- Wiesz, że dzisiaj jest ognisko u Jasona? Idziesz? - spytała Susan
- Jasne. O której?
- Przyjadę z Jacobem po Ciebie o 19, ok? - Nicole kiwnęła twierdząco głową. Złapała przyjaciółkę za rękę i wstała.
Chodź na zakupy. Wszystko mi opowiesz
*********************************************
Nicole stała przed lustrem. Za chwilę miała przyjechać Susan i zabrać ją na ognisko z okazji rozpoczęcia roku akademickiego. Mimo, że Nic nie była studentką przyjaźniła się z kilkoma z pobliskiego kampusu. Dziewczyna miała na sobie ciemne jeansy, biały top i czarną ramoneskę. Zrobiła lekki makijaż, a w uszy włożyła kolczyki. Chwilę później usłyszała dźwięk klaksonu. Zbiegła po schodach pożegnała się z panią Thompson i wyszła na zewnątrz, gdzie było już ciemno. Przed wejściem do białego, dość niewielkiego domku stał czarny samochód. W środku siedziała Susan i jej chłopak, Jacob. Nicole przywitała się z przyjaciółmi i pojechali do lasu, który znajdował się poza miastem. W samochodzie żywo rozmawiali i śmiali się. Gdy dojechali, na miejscu było już sporo osób. W tle grała muzyka, a ludzie pili piwo i gadali. Nicole przywitała się ze znajomymi. Nagle coś poczuła. W całej mieszance różnych zapachów takich jak alkohol i las poczuła zapach krwi, który coraz bardziej się nasilał. Nicole z uśmiechem przeprosiła na chwilę znajomych i oddaliła się w głąb lasu. W torebce jak zawsze miała ze sobą drewniany kołek, bo mimo, że większość legend o wampirach były zwykłymi kłamstwami i baśniami, fakt, że można je zabić kołkiem był prawdziwy. Nicole podążała za metalicznym zapachem krwi. Czuła, że zbliża się do jego źródła. Śmiechy i muzyka przycichły, a ona stała w środku lasu z kołkiem w ręce. Zobaczyła go. Wampir stał pośród drzew i pożywiał się na dziewczynie, prawdopodobnie studentce, która brała udział w imprezie. Stał przyciskając ją jedną ręką plecami do swojej piersi, a drugą pochylał głowę, by mieć lepszy dostęp do jej jasnej szyi.
- Zostaw ją! - krzyknęła Nicole i zbliżyła się do wampira. Poczuła uderzenie adrenaliny i że wyostrzają się jej wszystkie zmysły. Wampir zaskoczony podniósł głowę i obnażył swoje ostre kły. Twarz miał umazaną krwią, a z szyi dziewczyny wypływała ona z dwóch małych, ale głębokich ranek. Światło księżyca padło na twarz wampira i Nicole rozpoznała go. To ten sam, który przyszedł do jej kawiarni. Ten sam, który wczoraj uratował ją przed napastnikiem. Louis puścił dziewczynę, która osunęła się na ziemię. Nicole szybkim ruchem popchnęła wampira na drzewo, przydusiła go do niego i przycisnęła kołek do jego piersi.
- Poczekaj, proszę! - krzyknął chrapliwie Louis - Kim jesteś? - spytał
- Nie spotkałeś nigdy takiej jak ja co? Jest nas niewiele, ale za to jesteśmy bardzo dobrze wyszkoleni. - odpowiedziała Nic z lekkim, wymuszonym uśmiechem
- Kim jesteś? - powtórzył pytanie wampir
Jestem łowcą wampirów. Nadnaturalną istotą przystosowaną do walki z takimi jak ty.-
Nicole powiedziała to z wyższością i dumą. Louis wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Po chwili zaskoczenie zostało wyparte przez strach. Louis napiął mięśnie, jakby gotowy do ataku. Szybkim ruchem wyrwał Nicole kołek z ręki i z dużą, wampirzą szybkością uciekł między drzewa. Dziewczyna straciła go z oczu i nie próbowała biec za nim. Wiedziała, że nie ma szans go dogonić, gdyż wampir poruszał się z ponadludzką prędkością (i również szybciej niż ona). Nicole uklękła przy nieprzytomnej dziewczynie i położyła jej głowę na swoich kolanach. Blond włosy ofiary były potargane i pełne liści. Przez upadek miała małe rozcięcie na policzku, a cera jej była blada. Nicole wyczuła puls. Był powolny i ledwo wyczuwalny. Nic wiedziała, że jeżeli jej nie pomoże, to dziewczyna nie dożyje do przyjazdu pogotowia. Nie chciała też go wzywać, bo zaczęło by dochodzić co się stało. Wiedziała, że nikt nie może się dowiedzieć o istnieniu wampirów. Ta wiedza była zbyt niebezpieczna, groziło bowiem, że wampiry będą ścigać osoby, które wiedzą o ich istnieniu, żeby ich nie wydały. Z różnych innych względów nie chciała, żeby ludzie dowiedzieli się o wampirach. Nicole wzięła scyzoryk, który miała w torebce i rozcięła sobie nadgarstek. Mimo, że jej krew nie uleczała, tak jak to robiła krew wampirów, to nadal była lepsza niż ludzka, bo również nadnaturalna. Przyśpieszała gojenie i dodawała sił. To powinno pomóc. Podsunęła swój zakrwawiony nadgarstek pod usta dziewczyny.
- Pij. - szepnęła do blondynki i klepnęła ją lekko w policzek, żeby ją ocucić.
Dziewczyna powoli zaczęła przełykać gęstą krew. Po chwili otworzyła oczy i spojrzała na Nicole z przerażeniem
- To… wampir. - wysapała, gdy Nicole odsunęła swoją rękę od jej ust
- Tak, ale nie możesz nikomu o tym powiedzieć, rozumiesz? Zaatakowało cię dzikie zwierzę, tej wersji się trzymaj.
- Co ty mówisz? Trzeba to zgłosić na policję. - upierała się dziewczyna. Po chwili podniosła się, chociaż widać było, że nadal jest obolała. Nicole ją zatrzymała
- I co zrobią, hm? To jest wampir, ludzie nie wiedzą jak się przed nim bronić. Jak masz na imię? - spytała Nicole zaciskając zęby. Była wyraźnie zirytowana sytuacją. Ten blond włosy wampir zostawił problem, który trzeba rozwiązać.
Sarah… jestem Sarah Hughes.
- Słuchaj Sarah. Jeżeli komuś powiesz co tu się stało zabiję cię. Znajdę i zabiję. Ta wiedza jest bardzo niebezpieczna dla każdego kto ją posiada. Jeżeli, natomiast pomożesz mi, to ja pomogę Tobie. - blondynka była przerażona, ale powoli i niemal niezauważalnie pokiwała głową. - Pracuję w kawiarni przy rynku. Przyjdź do mnie jutro. A teraz wróć do domu i odpocznij. - powiedziała Nicole i zostawiła Sarę samą w lesie. Wróciła do przyjaciół, którzy rozmawiali i pili piwo przy ognisku.
- Gdzie byłaś? - Susan patrzyła z zaciekawieniem na Nicole swoimi dużymi, niebieskimi oczami
- Oh, no wiesz, zauważyłam kogoś znajomego. - odpowiedziała szybko Nic. Susan pokiwała głową ze zrozumieniem, ale po chwili jej uwagę przykuło coś innego
- Nicole, masz plamę na bluzce. Czy to… To jest krew? - Susan była zszokowana swoim odkryciem. Faktycznie, na dole białej bluzki Nicole odznaczała się ciemnoczerwona, dość niewielka plamka. Nic przeklęła w myślach, ale wymusiła uśmiech.
- Co? A faktycznie. Po drodze ukułam się w palec gałęzią dzikiej róży i widocznie przez przypadek otarłam się ręką. To nic.- - Nicole machnęła ręką i uśmiechnęła się pocieszająco. Susan przez chwilę patrzyła na nią podejrzliwie, jednak po chwili zaśmiała się i wróciła do rozmowy z przyjaciółmi.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania