Styczniowa
Zimno stoi tuż przy skórze,
cienkie i uparte.
Podajesz herbatę ostrożnie,
żebym mógł objąć kubek całymi dłońmi.
Palce najpierw bolą,
potem miękną; ciepło wchodzi powoli, nieśmiało, aż dociera wyżej,
do nadgarstków, do ramion.
Do klatki piersiowej.
Mówisz coś cicho, nieważne co.
Głos też grzeje.
A kiedy pytam, czym mnie ogrzejesz,
nie odpowiadasz słowem.
Zostajesz.
Komentarze (8)
Zimno już przy skórze, cienkie i uparte.
Podajesz herbatę ostrożnie, żebym nie upuścił ciebie całymi dłońmi.
Palce najpierw bolą, potem miękną;
ciepło wchodzi powoli, nieśmiało, aż dociera wyżej,
do nadgarstków, przez ramiona do klatki piersiowej.
Mówisz coś cicho, ciepłym głosem. / bo grzanie się powtórzy/
Kiedy pytam, czym mnie ogrzejesz,
nie odpowiadasz słownie,
Zostajesz.
Kiedyś zwróciłeś mi uwagę, że za bardzo wydumane wiersze piszę. Coś w tym jest. Ten prostszy, w sensie... Prawdziwszy, przez ci szczerszy. I wydaje mi się że o to chodzi.
Jest lepszy od wcześniejszych.
jest bardzo, bardzo niezły. Popracuj nad wersyfikacją.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania