Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

SUBTELNOŚĆ DUCHOWNYCH SŁÓW. (emocjonalne opowiadanie mystery/o duchach)

SUBTELNOŚĆ DUCHOWNYCH SŁÓW.

(emocjonalne opowiadanie mystery)

(o duchach)

 

Nie wiem, jak Ciebie... mnie osobiście jednak: czytanie ckliwych opowieści o skradających się w rozświetlonym blaskiem księżyca, pośród zabytkowych kubatur, dusz... wprawia w stan zasypiania. Nie dlatego, iż są one jakoś " niezbyt kripi ", a z powodu ich notorycznej powtarzalności: pisanej przez wzdychających ku fotografią platonicznych miłości w osobach idolek: romantycznych wierszokletów, wiedzących tyle o duchach, co ja o wzdychaniu do portretu Mony Lisy: udając zakochanego... pod Wieżą Eiffla. Z tego powodu: pozwól, iż przytoczę Ci zaledwie kilka przykładów, zaczerpniętych werbalnie od obsesyjnych maniaków zwiedzania wszelkich opustoszałości, z takim zapałem, jakby sam Diabeł powołał ich ku temu, pod rygorem Piekielnego Wpierdolu przez całą wieczność: na samą myśl o wyrażeniu sprzeciwu... Jednocześnie, napiszę Ci prawdę: " mnie tam nie było ", a mimo wszystko:.. sam nie wiem, co o tym myśleć, więc: przeczytaj poniżej:

 

1. Samoistne Przygrywanie:

 

- Zwłaszcza na łamach najbardziej popularnego portalu z miliardami krótkometrażowych filmików, często podczas zwiedzania, natrafia się na zapomniane nawet przez uporczywość złodzieji: instrumenty muzyczne, które w owej scenerii: okazują się na tyle " kripi ", iż kolejno następnie, podczas " pałanołmał inłestigejt ":.. zaczynają samoistnie grać... co skutkuje przejawem: " nołej! ": powodującemu miliony wyświetleń... Moje Kumpele wiedziały o tym doskonale, zwiedzając jeden z opuszczonych dworków, który... jak wszelkie w Polsce: przypominał doznany przejściem stada pijanych dzików... Cóż: nic wartego amatorskiej reżyserii. Jednak... gdy zeszły do piwnicy, znalazły w jednym z pomieszczeń, rozklekotane, fałszując struną: pianino. Jak słyszałem: " ledwo stało ", więc: jedna z nich, postanowiła się rozejrzeć w innym pomieszczeniu. Póki co zatem: nic dziwnego. Przy czym: Moja Kumpela odczuła... tak, dokładnie: nieprzepartą chęć " wduszenia klawisza ". I to nie taką z ciekawości, a jakby... " odczuwając, że ktoś Ją żarliwie o to błaga "... Masz rację: nacisnęła jeden przypadkowy, z całej klawiatury, powodując mechanizmem złowieszczo zniekształcony dźwięk, po czym: " coś kazało jej nacisnąć określony klawisz obok ", czyli: np. trzeci w lewo od naciśniętego uprzednio: napawając ją zdumieniem, gdy owe " uczucie ": zaczęło powtarzać się z coraz szybszą częstotliwością, dotycząc całej klawiatury. Spowodowało to, że druga z nich, słysząc owe dźwięki, zaintrygowana zmierzyła do pokoju z pianinem:.. widząc Naszą Kumpelę: grającą na nim z taką wprawą, jakby robiła to od momentu swoich narodzin... która zawołana zza pleców: otrząsnęła się wzdrygnięciem, pytając: " co jest?.. ".. A najdziwniejsze jest w tym, że była święcie przekonana, iż zamiast grać na pianinie: postanowiła nacisnąć z ciekawości, czy w ogóle działa: zaledwie jeden, przypadkowy ze wszystkich klawisz...

 

2. Zły dotyk zmieniający życie:

 

- Zwłaszcza w opisanych na łamach punktu "1." okolicznościach: wielu " pałanołmałnych inłestigejterów ", często odskakuje niespodziewanie, przewraca się, albo dosłownie: wpada jak kłoda, twierdząc, że coś " taczmi ".. drąc się przy tym, zwłaszcza uprzednio: parodiując Bollywood, nieudolnym odgrywaniem powodowanego zaskoczeniem, przerażonego zdziwienia... Mój Kumpel nie chciał czegokolwiek nagrywać, odnajdujac na szlaku swojej górskiej wędrówki: opuszczoną, dosłownie: " w szczerym polu ": czytajmy: " lesie ", Chałupę. Początkowo: uznał ją za myśliwską, lub tzw. schron Turystyczny, gdy jednak wszedł skrzypiącymi drzwiami do wewnątrz, bez wątpienia stwierdził, że... jest zupełnie " cywilna ". Chyba tylko dlatego, że stała głęboko w lesie, oprócz wyłamanych drzwi wejściowych, a także co najmniej dekadowego zalegania rozgardiarycznie wszechobecnego bajzlu: wszystko było na swoim miejscu, a nawet brudne szyby w oknach: nie były powybijane. Postanowił zatem sprawdzić, czy jest tam sam, a ponadto: czy w nocy jakiekolwiek przesłodkie, futrzaste zwierzątko: nie będzie chciało swym uroczym figlarnie, pyszczkiem, kulturalnie go troszeczkę poogryzać swymi miłymi, ostrymi ząbkami, zostawiając swoją puszystą skromnością wystarczająco dużo, aby powodując niewyobrażalne katusze, pozwalało mu umrzeć na zakażenie: żarliwie skomląc w rozpaczy nawoływaniem pomocy: w śródleśnej głuszy... Nie mniej jednak: parter, był zupełnie pusty, nie licząc bałaganu z mebli, mieszanego z ich zamierzchle uporządkowaną zawartością... schody na strych, były całkowicie " kolaps ", pomimo, iż nie chciał ich filmować... co do piwnicy: prowadziły do niej połamane spróchnieniem schody, wiodące... do wody: zupełnie, jakby ktoś założył komercyjne łowisko karpia: bez wychodzenia z domu... Z powodu zapadającego zmroku, postanowił " zorganizować sobie obóz na dwie doby ", zatem: bajzel z kuchni, jak i z " salonu ": zaczął w hurtowej ilości lądować w owej piwnicy... jak słyszałem: było już ciemno, kiedy w kuchni ustawił przewrócony kredens, odnajdując polana przy palenisku z żeliwną płytą, a w owym salonie: pozostała jedynie cholernie ciężka komoda z ścielącymi jej blat fotografiami, kolebiący się stół, jedno krzesło... i okropnie cuchnąca zgnilizną powierzchnia ramowanego żeliwem łóżka...z którego materac, wraz z pościelą, wlokąc do owej piwnicy: o mało nie został przez niego " zwyhaftowany ". Gdy już zamknął za nim wypaczone wilgocią drzwi, podparł je jakimś kawałkiem sztyla, klinując go w szczelinie od strony podłogi, aby " mogło przestać jebać ". Jako ostatnie: pozamiatał nawet podłogę, postanawiając nie spać, na pokrytym niewiadomego pochodzenia substancją, żeliwnym stelażu łóżka. Trzy wiadra piachu później: miał całkiem przytulne schronienie... jak słyszałem: było już dość późno, gdy zwyczajnie " z nudów ", postanowił odkurzyć ową komodę w salonie, uporządkować wybałaganione na jej blacie fotografie... I jak słusznie myślisz: " musiał ". Podomykał więc schludnie drzwiczki, szuflady... znalazł jakąś szmaciurkę, zgarnął niedbale każdą z fotografii jak leżała, odkładając ów plik na blat chybotliwego stołu... No nic: odkurzył mebel, zabierając się za same fotografie. Każda z nich, była oprawną w rozklekotaną, blaszaną ramkę, postanowił je więc nieco nie tyle naprawić, co zwyczajnie poskładać w całość... jak na pięć takowych: zapewnił godny byt jednej, odnosił na blat komody i tak w kółko... Opowiadał mi, że trzecią z nich: był wizerunek Kobiety w średnim wieku, ubranej w charakterystycznie Wiejski fartuch, uwiecznionej podczas przerąbywania polan... kolejną: był wizerunek chłopca, ubranego w skromną, zabytkowo wizytową garderobę. Odstawiał właśnie tą fotografię, gdy... poczuł, że ktoś za nim stoi, w dodatku: uporczywie się mu przyglądając, co odczuwał zupełnie, jakby " coś za moment miało mi zacząć szeptać do ucha ".. strach, sparalizował go w takim stopniu, że nie był w stanie spojrzeć za siebie... ponadto: zamiast szeptu, odczuł, jakby empirycznie realnie: przez jego bark i łopatkę, dosłownie: " przeniknął powiew ".. odskoczył zatem mimowolnie, a wówczas: ponownie, słysząc odgłos uderzenia. Jak się okazało: ktokolwiek za nim nie stał, okna i drzwi były zamknięte, a tym, co tak " jebło ": okazała się fotografia w ramce, przedstawiająca wizerunek owej Kobiety przerąbującej polana: leżąca płasko na blacie komody, gdzie doskonale pamiętał, jak odstawiał ją pionowo, opierając na nóżce z tyłu ramki...

 

3. Wyskakiwacze:

 

- Cóż... Łaaa!!! I kolejny milion kliknięć... przy czym: Zwłaszcza: jak widnieje na łamach punktów "1.", a także "2.": to nic dziwnego... A zobacz: słyszałem kiedyś o tzw. " Domu głosów ścian ", co zaabsorbowało moją obsesyjnie chorą ciekawość... całokształt: jest poprostu opuszczoną, Wiejską chałupą, gdzie w nocy, rzekomo: " słychać głosy ".. Mój Kumpel postanowił to sprawdzić. Pojechał tam, poczekał do zmroku i zaczął łazić z dyktafonem w telefonie, dosłownie: z uchem wzdłuż każdej ze ścian... godzinę tak łaził, czegokolwiek nie doświadczając, aż... jego uszu dobiegło jakby... skrobanie, jak słyszałem: " nie takie jak łapką, tylko takie... jakby: grabiami, kuźwa: przez mur fortu ".. zatrzymał się zatem, usiłując to zrozumieć. Cóż... owszem: powtarzało się... sporadycznie, a oczekując: usłyszał nagłe, głuche, ciężkie jebnięcie. Mało nie rzucił telefonu z wrażenia, po czym zaczął szukać tego, co upadając, tak dotkliwie, zwyczajnie:.. poprostu jebło, brzmiąc, jakby zewsząd w samej ścianie... można nie wierzyć, jednak: gdy zobaczył, że wszystko jest dokładnie, jak w momencie jego wejścia do obiektu, zwyczajnie: wybiegł stamtąd w przeraźliwej panice...

 

Jak czytasz Osobiście: czy mianem Przemowy Zaświatów: można określić wszystko, stylizowane na publiczne polubienia rzekomej grozy?..

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania