Subtropikalno-Morskie Miasto Średnich Rozmiarów O Urozmaiconym Krajobrazie
Opowiadanie
"Subtropikalno-Morskie Miasto Średnich Rozmiarów O Urozmaiconym Krajobrazie"
gatunek: fantastyka/sny/imprezy/podróże/przygoda/surrealizm
Subtropikalno-Morskie Miasto Średnich Rozmiarów O Urozmaiconym Krajobrazie. Wybrzeża Kontynentu Imprez I Relaksu. Planeta Niezwykłych Dziwności I Zabawnego Chaosu. Wczesne lata dwa tysiące dziesiąte. Niekończący się zachód słońca.
Północne przedmieścia, dzielnica jednorodzinnych domów otoczonych tropikalnymi i subtropikalnymi ogrodami.
Na dużym balkonie trzykondygnacyjnego domu, przy beżowo-różowym, okrągłym, plastikowym stole, na składanych krzesłach, w cieniu wielkiego parasola przeciwsłonecznego, siedziały człekokształtne: pelikan, flaming, trzewikodziób i papuga.
— Ale nudno — narzekał trzewikodziób.
— Gdy ci nudno, to wyobraź sobie, że jesteśmy imprezującymi na promie turystami, i że własnie płyniemy na Ostatni Tropikalny Archipelag Przed Przebojową Kosmiczną Wyspą — zaproponował pelikan.
Nagle, przez balkon przefrunął błękitny nietoperz i pomarańczowa kapibara tańcząca balet, a wtedy do ogrodu wskoczyły cztery skaczące na płetwach ogonowych rekiny żarłacze z umiejscowionymi na grzbietach skrzydłami przerośniętych szerszeni. Kręciły się w kółko, jadły zielono-fioletowo-żółto-niebieskie cheeseburgery z mięsem z przeniesionego w czasie dinozaura Carcharodontosaurusa, skakały po drzewach, oraz fruwały na liściach palm i bananowców, udając surferów. Wkrótce, niecodzienne drapieżne ryby wyskoczyły za otaczający posiadłość żywopłot o wielobarwnych kwiatach oraz wielkich liściach, a wtedy znowu uniosły się w powietrzu i pofrunęły w nieznanym kierunku, znikając za pobliskimi domami oraz ogrodami, pełnymi potężnych drzew z lianami i bez.
— Pojedźmy nad jezioro, albo chodźmy na plażę — zaproponował trzewikodziób.
— Dobry pomysł! — krzyknęły jednogłośnie i z entuzjazmem pelikan, flaming oraz papuga.
Plaża.
Wiał porywisty wiatr, który poruszał wysokimi, szybkimi, pędzącymi falami. Ryby zataczały się, kiedy pływały. Listy w dryfujących butelkach kręciły się w kółko. Na powierzchni wody śmigali surferzy i windsurferzy, zadowoleni z takiej wietrznej pogody. Papuga grała na gitarze, a maskonur na bongosach. Oba zwierzaki przypłynęły na żółwiu morskim. Zderzywszy się z lądem, wylądowały na piasku, a wtedy zostały otoczone przez pięć ciekawskich krabów. Na pobliskiej polanie, trawa plażowa wesoło i beztrosko kołysała się na łagodniejącym wietrze, który delikatnie unosił zrelaksowane motyle oraz rozbawione ćmy.
Okolice klifu na dalekoprzedmiejskich, lasostepowych wzgórzach, gdzie orłosępy i kondory miały swe gniazda.
Z jednej z wielkich chmur, co powoli przelatywały wysoko nad oceanem, zeskoczył motolotniarz. Przefrunął on nad plażą, po której spacerowały i rozmawiały ze sobą egzotyczne, budzące podziw istot żyjących w tej niezwykłej krainie skrzypłocze oraz wszędobylskie rozgwiazdy. Jedne były złote, inne srebrne, a jeszcze następne: świecące oraz błyszczące. Motolotniarz podfrunął do krawędzi długiego i wysokiego, skalistego klifu, wokół którego rozciągały się lasy mieszane oraz lasostepy, i w którego pobliżu leżały słoneczne jeziora, gdzie mieszkały małże, raki, a także małżoraczki. Człowiek chybotał się do przodu i do tyłu, totalnie łamiąc prawa fizyki oraz zastanawiając się, czy wylądować pod klifem, czy nad. Ostatecznie zdecydował, że jednak nad. Uniósł się więc w powietrzu, po czym wylądował na skąpanej w promieniach słonecznych plaży jeziora, leżącego około siedem kilometrów w głąb lądu, a nieopodal wypoczywały skorpiony, grzechotniki, szarańczaki, ropuchy i jaszczurki. Powietrze pachniało cytryną. Pośród przybrzeżnych, potężnych trzcin skrywały się zakamuflowane rzekotki rozmiarów jeży. Polowały na chrząszcze, dżdżownice, gąsienice, ważki, karaluchy i chrabąszcze.
Dzielnica domów i ogrodów w centrum miasta, obok dużego parku z rozległym stawem, posiadającym wyspy i półwyspy.
Nad tą okolicą, dosyć często po niebie przelatywały samoloty pasażerskie, sterowce, awionetki i helikoptery, a także obiekty niezidentyfikowane. Na tak zwaną ślepą uliczkę, otoczoną przez średniej wielkości domy jednorodzinne z ogrodami, trawnikami oraz drzewami, zbiegło się około dwudziestu imprezowiczów i imprezowiczek w wieku od dwudziestu siedmiu do trzydziestu siedmiu lat. Ludzie zaczęli tańczyć, freestylować oraz beatboxować. Jedna z osób przyniosła radiomagnetofon i go włączyła. Leciała muzyka z gatunków takich jak new wave, funk, dance, reggae i R&B.
Nad dzielnicą powoli przefrunęły cztery wielkie chmury, płaskie jak naleśniki. Na jednej z nich leżał gigantyczny kawałek pizzy. Zleciał z niej delikatnie i nadciągnął nad okolicę. Zaczął świecić się jak choinka i tańczyć w rytmie muzyki, przy której biesiadowali weseli oraz szczęśliwi ludzie, zadowoleni z przyjemnego i zabawnego życia, a także śmiejący się ze swoich własnych ruchów tanecznych.
W plażowo-leśno-bagiennym rezerwacie dzikiej przyrody, rozciągającym się na dalekich przedmieściach, wzdłuż plaży biegło mieszane stado kilkudziesięciu flamingów, pelikanów, ibisów, strusi, emu i kukawek.
Duży park między plażą miejską a zabytkowym, pełnym kwiatów i motyli centrum.
Na rozległym, słonecznym trawniku, otoczonym wielkimi palmami i kwitnącymi drzewami o rozłożystych liściach, zebrało się sto kilkadziesiąt osób, ubranych wesoło, barwnie i zabawnie, a mających po dwadzieścia pięć do trzydziestu siedmiu lat. Przynieśli ze sobą przekąski, napoje, namioty. Urządzili sobie jeden duży piknik. Mniej więcej na środku łąki rozpalili ognisko. Mieli też ze sobą radiomagnetofon. Włączyli muzykę przebojową, odlotową oraz przenoszącą do innego świata, a może nawet wszechświata. W jednym z narożników trawnika zrobili wolną przestrzeń do wspaniałej zabawy tanecznej, w której wzięła udział znaczna większość zebranych imprezujących ludzi.
Tymczasem w otoczonym przez duży park studiu filmowym w centrum miasta, był właśnie nagrywany film fantastyczno-surrralno-komediowo-przygodowy. Dwie grupki, liczące po dziesięć osób w wieku od dwudziestu siedmiu do czterdziestu lat, wesoło tańczyły na tle tropikalnej plaży, ubrane w zabawne stroje z liści, kokosów i kwiatów.
— To będzie naprawdę przebojowy i kapitalny film! — zachwycał się uradowany reżyser, który jednocześnie był producentem i scenarzystą.
Dalekie morza.
Przez tajemniczy ocean płynął prom przyjemności, wygody, rozkoszy, imprez i relaksu. Na jego pokładzie wypoczywały cztery człekokształtne, międzywymiarowo-kosmiczne, komiczne stwory, przebrane za piratów. A nazywały się Parrot, Puffin, Kangaroo i Coconut. Były one podróżnikami oraz poszukiwaczami przygód i imprez. Kiedy statek zatrzymał się w porcie, czwórka podróżników zeszła na ląd i ruszyła zwiedzać miasto.
— To miasto wygląda rewelacyjnie i czadowo! Jak idealne miejsce na jedną, wielką przygodę! — stwierdził Parrot.
— Ale świeże, rześkie powietrze! — zauważył Puffin.
— Czuję, że w tym pięknym mieście zapowiada się ciekawa, świetna, przebojowa przygoda! — skomentował Kangaroo.
— Rozejrzyjmy się dookoła. Myślę, że spacer na plażę będzie dobrym pomysłem. To miasto podobno imprezuje przez cały rok! — zachęcił Coconut, po czym cztery niecodzienne, unikalne, egzotyczne postacie skierowały swe kroki w stronę pobliskiej plaży.
Na miejscu relaksowało się dosyć dużo ludzi oraz mniej i bardziej oryginalnych istot z różnych światów oraz wszechświatów. Wśród postaci, pochodzących z bardzo pięknej Planety Plażowo-Polinezyjsko-Śródziemnomorsko-Afrykańskiej, byli obecni: Hipis, Rastaman, Plażowicz i Hiphopowiec. Tańczyli w kręgu zabawny taniec, znany oraz lubiany w Nieskończoności Utopijnych Wszechświatów, gdzie jest znany pod różnymi nazwami, takimi jak "taniec plażowego grajdołka" i "taniec ogrodowego sowizdrzałka". Czworo poszukiwaczy przygód zauważyło dziwne urządzenie, stojące przed wrotami, tkwiącymi w beżowym murze, otaczającym duży obszar, wynoszący chyba z dwadzieścia pięć procent miasta.
— Patrzcie! Ciekawe co może znajdować się za tym murem? — zwrócił uwagę i zainteresowanie Parrot.
— Chodźmy i zobaczmy! Być może, czeka tam na nas jakaś wspaniała impreza albo wyprawa! — zachęcał Puffin.
Parrot, Puffin, Kangaroo i Coconut oderwali się od piasku, po którym spacerowały kraby, krewetki i homary oraz pełzały małże i ślimaki, a wtedy przefrunęli między porozstawianymi na plaży namiotami, po czym dotarli do tajemniczej maszynerii. Wylądowali, przestawili kilka dźwigni, a wówczas wrota stanęły przed nimi otworem. Po drugiej stronie, przywitała ich wesoła tropikalna dżungla, pełna pięknych drzew z lianami i zabawnych zwierząt.
— Łaaał! Jak tu pięknie i rozrywkowo! Za dżunglą i otaczającym ją trawnikiem widać nawet ulicę ze stojącymi przy niej budynkami, które wyglądają historycznie, zabytkowo, legendarnie oraz klasycznie! Na pewno jest tam mnóstwo klimatycznych lokali! — zachwycali się.
Ten rozległy, ogrodzony obszar był jedną wielką dzielnicą, zamieszkaną przez kilkaset niezwykłych istot pozaziemskich, wyglądających jak mieszanki ludzi i zwierząt oraz ludzi i roślin. Wysoko nad okolicą, unosiły się świecące bańki, romantyczne luksusowe domy ze zwisającymi z okien winoroślami, baseny kąpielowe z kawałkami trawników, hotele, promy, piaskowo-wodna tratwa z namiotem, krowy i inne zwierzęta, a także ananasy oraz inne rośliny.
Na legendarnym półwyspie trwał przebojowy koncert rock and roll. Przez niebo przefrunęło tornado owocowo-liściowo-kwiatowe. A wtedy, cała planeta przewróciła się tak, że pion stał się poziomem, a poziom pionem.
Czterech podróżników wbiegło do zabytkowego tramwaju, a niedaleko nich przemknął brokułowy, człekokształtny stwór. Odjechali. Pośród wzgórz, porośniętych subtropikalnym lasem liściasto-palmowym, unosiły się dosyć duże ilości mgły. Nad pojazdem przefrunęły trzy pterozaury i dwóch motolotniarzy. Po bagnistych trawnikach łaziły wielkie ropuchy oraz pełzały dorodne ślimaki, a także rosły niebieskie, różowe i zielone grzyby.
Pojazd zatrzymał się niedaleko szczytu wzgórza, gdzie znajdowało się krystalicznie czyste jezioro z wodospadami. Poszukiwacze przygód wydostali się na zewnątrz, unosząc się w powietrzu i przenikając przez ściany. Po niebie przeleciały cztery planety z pierścieniami, a każda miała inny kolor.
— Niezwykłe uczucie! Jak we śnie, pięknej grze komputerowej, albo gdzieś daleko w kosmosie — wypowiedział się Puffin.
— To jest to! — dodał Coconut.
— Płyniemy przez miasto, które imprezuje bezustannie przez wiekszość roku? — zaproponował Parrot.
— Lecimy! — uradował się Puffin.
Nad dzielnicą przefrunęły trzy niezwykłe, tęczowe meteoryty albo komety, a wtedy jedna z powoli przesuwających się po niebie chmur sfrunęła na porośniętą kwitnącą koniczyną łąkę. Czworo nietypowych podróżników wskoczyło na obłok, który następnie uniósł się ponad poobwieszane lianami i mchem drzewa o wielkich liściach oraz kwiatach. Po zwiedzeniu zapierającego dech krajobrazu jak z baśni, poszukiwacze przygód wylądowali na przedmieściach niezwykłego miasta, a wtedy chmura rozpłynęła się w powietrzu. Nad okolicą przefrunęły dwa beżowo-brązowe ibisy i nieduży czarny nietoperz.
Mieszkańcy tego miejsca jedli przekąski, pili napoje, wesoło śmiali się, grali w koszykówkę, fruwali nad łąkami, skakali po dachach budynków i zabawnie tańczyli, stojąc przy tym w kręgu lub rzędzie, albo idąc przed siebie, podczas kilkudniowych wypadów z domu do różnych zakątków miasta i otaczających je sadów oraz ogrodów. Z balkonów zwisały pnącza o żółtych i pomarańczowych kwiatach. Nad budynkami przefrunęła mewa i papuga. Na jednym z gigantycznych figowców, w parku otoczonym palmami kokosowymi, siedział nosacz, chwytnica i paź królowej. Zwierzęta zaśmiały się na widok kury zaglądającej przez okno do wnętrza jednego z domów, oraz na widok pingwina wspinającego się po ścianie jak muchówka. Kolorowe cienie świecących kwiatów potężnej tropikalnej roślinności, padały na chodzących, jeżdżących i tańczących ludzi.
Po zwiedzeniu zielonych przedmieść, z domami całymi pomalowanymi w piękne, egzotyczne wzory, Parrot, Puffin, Kangaroo i Coconut pofrunęli na niewidzialnej łódce w głąb parku, gdzie znajdowało się porośnięte lasem wzgórze.
Na szczycie, stały tajemnicze kamienne kręgi, a także kilka niezwykłych, zagadkowych, magicznych, drewniano-murowanych chatek, połączonych ze sobą za pomocą korytarza, oraz stojących około dziewięć metrów od stawu międzywymiarowych dziwności, w którym to korytarzu były ukryte wrota prowadzące do jakiegoś zupełnie innego świata. Nagle, z domów wyszło pięć wesołych, zabawnych, człekokształtnych postaci w bardzo barwnych strojach. Zaczęły tańczyć, a wtedy przyfrunął księżyc i przyłączył się do nich, do wspólnego tańca ponadwymiarowego, czy też hiperwymiarowego. Nagle, z nieba sfrunęło słońce, i zamieniło się w złocistą, świecącą istotę człowiekopodobną.
— Rzeka! A teraz was wyślę na kolejne mega kosmiczne party, a ma ono miejsce na żyznej nizinie, za wzgórzami, za lasami i za trawnikami! Lećcie już, dopóki impreza trwa! — rozporządził słoneczny człowiek, zakręcił swoją ręką i machnął nią w stronę nadrzecznych nizin, a wówczas czwórka podróżników zwinęła się w kłębki, uniosła się w powietrzu na wysokość dwudziestu metrów, po czym natychmiast szybko poleciała we wskazane miejsce, co trwało kilka sekund, i wtedy delikatnie wylądowała na rozległym, dobrze oświetlonym światłem słonecznym trawniku, gdzie rosło dużo pięknie kwitnących koniczyn, mniszków, stokrotek, babek, jaskrów i gwiazdnic.
Łąka nad rzeką.
Z tego miejsca rozciągał się przepiękny widok. Parrot, Puffin, Kangaroo i Coconut szukali ukrytej skrzyni pełnej międzywymiarowych, antycznych skarbów, oraz map prowadzących do kolejnych mitycznych bogactw, poukrywanych po całym niezwykłym obszarze, w którym się znaleźli.
Chmury miały kształt rolad. Spod ziemi wyskoczyły człekokształtne kamienne płyty, które zaczęły zabawnie tańczyć i grać na dziwnych instrumentach, a na brzuchach i plecach tajemniczych istot widniały ruchome rysunki, przedstawiające życie codzienne zadziwiającej, pozytywnie szokującej oraz zastanawiającej cywilizacji z dalekiej, legendarnej, starożytnej planety. Obłoki zostały otoczone przez długie, cienkie, świecące latające kije, które często zmieniały kolor oraz uformowały się w kształty różnych figur geometrycznych.
Podróżnicy poszli na pobliski duży parking, rozejrzeli się dookoła, znaleźli cztery zgrabne motocykle z zabawnymi odstającymi lusterkami w kształcie kolistym, podczas gdy wokół głów postaci krążyły porcelanowe, szklane, kamienne i metalowe naczynia, posiadające magiczne właściwości, bo potrafiące nie tylko fruwać, lecz także przenikać przez ściany, a wśród przedmiotów tych figurowały: kieliszki, pucharki i butelki z zamkniętymi w nich tajemniczymi listami z mapami do skarbu, oraz z różnymi cennymi drobiazgami, takimi jak bursztyny z zaklętymi wewnątrz, prehistorycznymi, roślinnymi i zwierzęcymi niespodziankami.
Ruszyli przez niewielki fragment miasta, mijając zabytkowe kamienice ze zwisającymi z okien roślinami skalnymi, bluszczami i winoroślami. Przejechali przez las, lasostep oraz step, gdzie w powietrzu unosił się kurz, motyle, ćmy i chrząszcze. Dotarli do romantycznego, leżącego nad morzem miasteczka, które wiecznie imprezowało, bo pod molo i mostami oraz w parkach często tańczyli oraz śpiewali jacyś weseli, zabawni, pozytywnie przebojowi ludzie z różnych stron świata i wszechświata. Po chodnikach oraz ulicach walały się liście palm, czasopisma, ulotki, a także kartonowe pudła. Łowcy przygód zatrzymali się przy otoczonej palmami fontannie w centrum miejscowości, zeskoczyli na ziemię, która się lekko zatrzęsła, a wtedy pobiegli na szeroką i bardzo długą, beżową plażę. Po ulicach biegali hiphopowcy, plażowicze i rastamani. Po niebie przefrunęły cztery helikoptery, a każdy z nich był innego koloru.
Przeszli przez łąkę pełną trzcin, jak i przez las bananowców, po którym spacerowały wyjce oraz lemury, a wtedy znaleźli się na miejscu. Po piasku spacerowały kraby pustelniki, iguany i gekony. Z wody wyskoczył delfin, kalmar, płaszczka oraz rekin, a wtedy zaczął mieć miejsce ciąg kolejnych przebojowych i oryginalnych zjawisk oraz zdarzeń. Po niebie przeleciały trzy talerze kosmiczne. Z dna morskiego wyrosła starożytna piramida i stała się swoistą sztuczną wysepką. Zawalił się drewniany plażowy domek letniskowy, który od kilku lat był niczyj i stał przez cały czas pusty. Z klifu spadły dwa długie, kanciaste samochody osobowe, w których nie było nikogo ani niczego. Nie wiadomo, kto lub co nimi kierowało. Możliwe, że były za to odpowiedzialne te talerze pozaziemskie, które przelatywały nad wybrzeżem chwilę wcześniej.
Parrot, Puffin, Kangaroo i Coconut poszli do dużego parku na przedmieściach. Przez ten niezwykły obszar zieleni przepływały rzeki o nietypowym kolorze wody, jednak przez większość czasu były one tak bardzo przejrzyste, że było widać dno, piasek, małże, ryby, ślimaki, raki, kraby i płazy. Oprócz drzew, rosły tam gigantyczne grzyby. Jedna z rzek miała barwę fioletową, inna pomarańczową, a jeszcze kolejna - czerwoną. Jednak najbardziej zadziwiająca ze wszystkich rzek w tym parku zawierała wodę, która często zmieniała kolory, a czasami bywała wręcz dosłownie wielobarwna jak tęcza, albo jak ogon pawia.
Do jednej z tych rzek wjechała ciężarówka, pełna przygód, podróży, nostalgii i wspomnień, znajdujących się w skrzydlatych chmurach. Kąpiące się w bagnistym zbiorniku wodnym krokodyle, węże, żółwie i hipopotamy zaśmiały się, a poszukiwacze przygód uratowali cztery lunatykujące królewny, po czym znaleźli rakietę w kształcie sześcianu ze stojącym na nim ostrosłupem, weszli z nimi do środka i pofrunęli na Totalnie Tropikalną I Muzykalną Planetę, gdzie kobiety owe założyły piękne, fantazyjno-oceaniczne królestwa, pełne motywów karnawałowych, środkowoamerykańskich oraz karaibskich. Wkrótce, nad brzeg rzeki przyleciał niespodziewany talerz surrealizmu, dziwności i chaosu. Siedział w nim wielkogłowy, człekokształtny kosmita.
— Żyli wesoło i szczęśliwie! — powiedziała radośnie istota z innego wymiaru.
Tymczasem, gdzieś nad morzem lub oceanem, z klifu zaczął spadać długi, kanciasty samochód osobowy, ale nie zderzył się z plażą, lecz wzbił się w powietrze i pofrunął w kierunku horyzontu, nad którym słońce tańczyło z księżycem oraz obłokami. I wtedy, nastąpił nagły koniec tej dziwnej historii z jednego z nieskończonej ilości alternatywnych światów oraz wymiarów, a zainspirowanej niewidzialnymi powiewami legendarności, przebojowości i niepowtarzalnego klimatu.
Koniec.
Komentarze (8)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania