Suma impulsów
Pozornie czy nie – i tak Cię chcę,
mimo że słowa tną wprost od środka.
To nie przypadek ani ślepy traf –
poznaję, pomimo Twoich wad.
Lecz to, co w ciele dotyka nas:
paradoks raniący w samo sedno,
bo spotyka się niezwykle rzadko
jako płomień i lód.
Każdy impuls spina rdzeń,
gdzie chłodna logika oraz dziki puls
stają się jednym pragnieniem.
Choć pęka kruche ciało,
zostaje czysty, nagi ślad –
w duchu zapanbrat.
Przez gęsty filtr, milczenia mur,
gdzie każdy cień ma własny ton,
nie szukam zgody na gładki mit.
Wystarczy iskra, by poruszyć skroń
oraz ten bezwzględny, ostateczny krok,
który na nowo układa nas w całość.
Przyjazny szum, radość na ustach naszych gości.
I każda chwila staje się wiecznością,
która prowadzi nas dalej.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania