SuperWampir
Moje serce sczerniało, skamieniało i zrobiło się ciężkie niczym gwiazda neutronowa – kosmiczny trup, który ożył. W moich żyłach płynęła czarna, gorzka krew chłodząca mój na pozór martwy, wampiryczny organizm. Jako SuperWampir nigdy nie zabijałem by pożywić się posoką ofiary. Piłem mocną, czarną kawę i to właściwie ona była źródłem mego mrocznego życia.
Podczas dnia sypiałem w starym grobowcu usytuowanym na najstarszym cmentarzu w mym rodzinnym mieście. Ma hebanowa trumna spoczywała na solidnym, kamiennym stole okrytym ciemnym, haftowanym atłasem. Czasami zdarzało się, że nie mogłem odpłynąć w sen, choć na zewnątrz królowało od wielu godzin słońce. Sporo myślałem. Zastanawiałem się nad zasłyszanymi słowami od pewnego zaawansowanego wiekowo mężczyzny.
Człowiek ten twierdził, iż nie powinno się żałować samobójców gdyż ci sami ściągają na siebie śmierć.
Osobiście skłonny jestem twierdzić, że ich jest tak samo szkoda jak wszystkich ludzi odchodzących do Domu Pana. Może nawet bardziej. Po prostu owi nieszczęśnicy mają podwójnie przechlapane.
Ja przez większość mego bytowania wśród żywych pragnąłem śmierci, lecz nie miałem odwagi by ze sobą skończyć. Życie odebrał mi inny wampir, a później on, ochrzcił mnie własną krwią.
Szedłem ulicą Północną na występ w Teatrze Muzycznym. Sztuka nosiła tytuł: Dracula.
Jeden z mych braci zarzekał się, że to jedno z najpiękniejszych przedstawień, jakie widział.
Z zawodu byłem plastykiem, co czyniło kogoś takiego jak ja wrażliwym na piękno, chociaż z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że to nie reguła. Jeszcze w liceum wróżono mi zawodową pustynię. Przez pierwsze lata pracy w istocie robiłem ciężkie i nudne rzeczy, nie związane ze sztuką. W wieku trzydziestu czterech lat mój los się odmienił, zacząłem pracę w pracowni malarskiej. I tu zadaję pytanie: no i co teraz dziwki??? Rok po skończeniu szkoły poznałem artystę, który pozwolił mi spojrzeć na swoje trzy prace, wspaniałe prace, istny odjazd. Chyba chciał mnie zachęcić, choć finalnie zostałem przez niego zniechęcony do malowania. Polecił mi namalować białą martwą naturę białą farbą oraz czarną z taką samą skalą trudności. Pomyślałem, że powinienem to zrobić przestrzennie, rzeźbiarsko, fakturalnie. Jednak zwątpiłem. Możliwe, iż chciał mnie chronić, ale to już inna historia.
Gdy oczekiwałem widowiska, pozostawało jeszcze piętnaście minut. Na dworze od paru godzin było już ciemno. Choć jestem SuperWampirem światło dnia to wampiryczny koniec.
Naprzeciwko mnie, w odległości siedmiu, może ośmiu metrów, stanęła atrakcyjna brunetka. Nie w moim typie, ale jednak. W towarzystwie gościa, który przypominał mi jednego z głupszych aktorów filmów akcji, udała się po chwili w stronę schodów wiodących na pierwsze piętro. Zrozumiałem, że między mną a nią nawiązał się bardzo krótki kontakt wzrokowy. Pomyślałem…nieważne. To już mnie nie dotyczy. Moją jedyną miłością jest Klaudia. Moja mroczna przyjaciółka. Nie widziałem jej od dwóch tygodni i bardzo tęskniłem. Ona także miała własne sprawy. Kochaliśmy się, ale szukaliśmy, także innych doznań. Za życia zdobyłem wszystkie ośmiotysięczniki nie wspinając się tak naprawdę na żaden z nich. Czego można chcieć więcej? Możliwe, że najwyższego szczytu w układzie słonecznym - marsjańskiego wulkanu.
Tak jak twierdził mój zimny brat - „ Dracula” w istocie zdał się godny obejrzenia. Historia prawdziwej, niespełnionej miłości.
Gdy wyszedłem z budynku spojrzałem w niebo. Niebo uśmiechało się tysiącem gwiazd, co było szalonym paradoksem. Gwiazdy nie robiły mi krzywdy, chociaż to takie same ciała niebieskie jak nasze słońce, lecz oddalone od Ziemi o lata świetlne. Być może nasz reaktor szczególnie upodobał sobie Bóg. Stąd ta różnica.
Zmierzałem w stronę Kozin. Szedłem już jakieś czterdzieści pięć minut jednostajnym tempem. Nagle wyrósł przede mną przystanek autobusowy. Na ławce siedział młody mężczyzna. Zagadałem z nim czując niezdrową aurę jego umysł, wiedząc, z kim mam do czynienia.
– Witaj Młody! Długo czekasz na komunikację miejską?
– Nie czekam! Zwyczajnie sobie siedzę i rozkminiam jak się tu znalazłem. Który mamy rok???
– 2024 – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
– Jeszcze pół godziny temu byłem w 2004. Cholera! A ty? Co z tobą?
– Nic wielkiego. Spaceruję po nocy. Jak się zwiesz?
– Młody Dżoker!
– Co? Skąd taka ksywka?
– Parę miesięcy temu udało mi się przenieść do 2019 roku. Poszedłem do kina. Zrozumiałem, że główny bohater reprezentował takich jak ja. Chorych psychicznie, bez przyszłości. Odrzucił mnie system. Odrzucili mnie kumple i kobieta.
– Zapomnij o tym. Przeczekaj, Będzie dobrze. Ja to ty. Mamy 2024 rok. Czuję się zajebiście, coś jak Pan Ciemności. Jesteśmy SuperWampirem. Odnalazłeś Siebie. I obiecaj, że nigdy nie zapomnisz! Bądź Sam dla Siebie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania