Światło i popiół
Widziałem cię — mgłą utkane ramiona
w mgnieniu dnia, gdy gasną zorze srebrne,
a wiatr jak skrzypek grał po drżących dzwonach,
między snem a krwią – w ciszy nieśmiertelnej.
Twoje spojrzenie, jak płomień bez tchu,
przebijało czas – bez litości, głucho.
Szłaś przez mój los – jak przez lasy snu,
zostawiając ślad serca – pusty, suchy.
Nie zdążyłem cię chwycić w wersie,
ani w skrawku dnia — tylko cień drgał w dłoni.
Ty – z marmuru ciszy, z wiatru w pierwszej mojej
miłości, co nie krzyczy — tylko płonie.
Gdy mówiłem: trwaj, tyś już była świtem,
który gaśnie w oku martwego żołnierza.
A ja? — zaklęty w tym jednym zachwycie,
co nie przemija, tylko wierszem umiera.
Komentarze (5)
Trza to przerobić. :) Czasy się nie zgadzają. Poza tem: "zorze srebrne"?; "tyś" do skreślenia (zbędny archaizm).
Dzięki za podpowiedź ale już zostało napisane i zapisane to niech już zostanie. Następnym razem będę uważał, a co do archaizmu to niekoniecznie taki zbędny. Ogólnie całą stylistyką próbuję lekko nawiązywać do pewnego poety. Nawiązywać nie kopiować co zresztą widać ale dziękuję za uwagi, myślę, że nastepny będzie lepszy. W końcu się nauczę ;)
Piękny wiersz. Wg mnie trochę zbędne jest słowo srebrne, ale to twój wiersz, i twoja myśl . Pozdrawiam.
Dzięki, zapraszam po więcej. Dziś wleci jakąś nowość
P.Mgieł czekam 👍
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania