Światło zachodzącego słońca
Światło zachodzącego słońca zajrzało do pustego parku i wyczarowało drzewa, klomby różane i żwirowe alejki
Po chwili z gęstej mgły wyłoniła się drewniana altanka; błyszczące lampiony nad placykiem o kształcie gwiazdy, gdzie wesoło bawiła się gromadka dzieci
A w pobliżu dostojnie przechadzały się panny służące w strojach z jakiejś epoki
Na ścieżce zatrzymał się elegancki pan w białym cylindrze
Zapalił cygaro i po chwili, po chwili rozpłynął się w gęstej mgle
Przez placyk o konturach gwiazdy konno przejechała jakaś postać, postać zamaskowana, która od tylu wieków podróżuje samotnie, nie wypowiada żadnego słowa...
W hotelach zatrzymuje się incognito
Jeżeli zaprosisz owego podróżnika na wieczerzę, nie będziesz miał wyboru-
Na jego warunkach wyruszysz w podróż daleką, zostaniesz jego sługą już na wieki...
Czy czujesz powiew lodowatego wiatru?
Nie bój się, wszystko jest konieczne
Wszystko już wkrótce odpłynie...
Zostaniesz sam w środku nocy, sam na nieznanej ulicy
Pamiętaj, że Słońce to wielki malarz i fantasta...
Bawi się naszym życiem
I z mgły tworzy wszystkie obrazy...
---------------------------------------------------------------------------------------
połowa maja 2023
Myślałem o Giacomo Casanovie samotnie wędrującym po świecie, wielkim uwodzicielu-intelektualiście w drodze gdzieś do Petersburga, a później na dwór Stanisława Augusta. Warszawę słynny Wenecjanin musiał opuścić na kategorycznie żądanie ostatniego króla Polski. Innym źródłem inspiracji była powieść Sandora Maraia "Występ gościnny w Bolzano"; to trochę inna wersja opowieści o spotkaniu z Casanovą. Owym podróżnikiem uporczywie milczącym, który przez tyle wieków podróżuje samotnie, w hotelach zatrzymuje się incognito, jest zapewne Duch Komandora z opery Don Giovanni (na podstawie dramatu Moliera " Don Juan") Wolfganga Amadeusa Mozarta. Duch Komandora w dramacie Moliera jest głosem sumienia z jednej strony, ale też wykonawcą kary, który ma zabrać Don Giovanniego do mrocznej krainy podziemnej... No tak, ale w moim tekście mamy mroczną postać (chyba?) Komandora, jakiegoś pana z XIX wieku w białym cylindrze, który właśnie zapalił cygaro i rozpłynął się we mgle- ów pan wyłonił się skądś, zapalił cygaro i zniknął na wieki....Dlaczego? Ponieważ SŁOŃCE to malarz-fantasta, artysta-hochsztapler, który na "granicy nocy wyczarowuje" ostatnie widziadła świata jasności, ale później odchodzi i wszystko oddaje bezmiarowi mroku, wielkiej otchłani bezgranicznej.
PS. Wczoraj rozmawiałem z kimś na temat Echnatona IV z XVIII dynastii egipskiej, który wprowadził monoteistyczny kult Atona, czyli tarczy słonecznej. W drodze powrotnej do domu pomyślałem również o tajemniczej księdze Heliopolis Tomassi de Campanelli.
Placyk otoczony klombami ma kształt gwiazdy, gwiazdy takiej, jaką ludzie wyobrażali sobie w prastarych baśniach i mitach.... Na płaszczach kapłanów babilońskich przedstawione były ciała niebieskie znane ówczesnym uczonym astrologo-astronomom....
Podobnie (chyba?) wyglądały płaszcze staroperskich magów- kapłanów Ormuzda, uczniów Zarduszta (Zaratustry)?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania