Światłowstręt

Słońce świeci jakoś słabiej,

Coraz szybciej upływa mi dzień.

 

Czuję, że chcę położyć się na kwiatach,

Ale nie mam siły.

Często chcę uciec, chcę

Biegać po polach złotych,

A nigdy tego nie robię

Chcę rozdzielać wzrokiem chmury –

Jednak nie mogę...

 

W nocy wychodzę na spacer,

Wpatrując się w innych szyb framugi,

Gdy od nich odbija się światło,

Którego obok mi brak

"U nich wygląda lepiej..."

Przy tym blasku świat wydaje się ciemniejszy,

Jakby nie był jasny –

Ale czy to prawda?

Każde słońce ma swój blask,

Każdy błysk będzie wpadał w oczy,

Aż w końcu zgaśnie zmrokiem

 

Niekiedy ta kula wodoru jest zbyt ciepła,

A czasem chłodniejsza niż plazma...

Patrzę się na nie,

Czy to jej odbicie – pytam się:

"Co robię źle?"

Nie odpowiada

 

Złorzeczy mi,

Wiem o tym

Widać to,

Dlaczego jednak nie daje mi odpocząć?

Widzę też jak zabija,

Zabija każdą moją myśl –

Monotonia...

Przez nią.

 

Kiedy domyślam się,

Światło gaśnie

Kiedy nic nie robię — robi się jasno

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania