Świątynia Anubisa -wstęp-

Nie mam pojęcia dlaczego nie dostałam jeszcze żadnego listu z Rzymu, Juniusz miał się odzywać. Obiecywał że jeszcze przyjedzie, bardzo za nim tęsknię.

Nie mogę się doczekać aż znów go przytulę, kiedy znów będziemy mogli razem spędzać czas, samotność i brak wieści od niego coraz bardziej mnie dobijają.

-Pani, przybył list z Rzymu -powiedział posłaniec szybko podając mi wiadomość

Juniusz pisał w nim że zmarła jego matka i nie będzie się na razie odzywał. I tak ostatnio widzieliśmy się trzy miesiące temu. Kolejne parę miesięcy prawie nie zrobi różnicy.

Bardziej zaniepokoiła mnie wieść o tym że zastanawia się nad oddaniem się służbie bogom. Ale mam nadzieję że i to mu przejdzie gdy oswoi się z żałobą matki.

Czuję się źle a sprawy Egiptu mnie jeszcze mocniej dobijają. Nie mam pojęcia co mam dalej robić.

Gdy nastanie wieczór pomodlę się do Izydy. Bogowie muszą mi jakoś pomóc.

Myślenie o Juniuszu sprawia mi ból, jeśli mnie zostawi okaże się zdrajcom. Tego nie będę potrafiła mu wybaczyć.

Patrzyłam w płonący ogień pod ołtarzem Izydy, zastanawiałam się, po co mi to złoto i inne kosztowności skoro jestem sama i nieszczęśliwa, niby z nim a bez niego.

Miałam na sobie białą suknię, tą samą którą on w dzień kiedy przybył do Egiptu przywiózł mi z Rzymu.

Już jutro moja koronacja, będzie dużo jedzenia i muzyka. Powinnam na jakiś czas o tym zapomnieć.

Z mojego balkonu pałacowego widać piękną świątynie Anubisa, gdzie udam się jutro aby pomodlić się za matkę Juniusza.

Martwią mnie jego decyzje, zbytnio zaczął zatracać się w wierze.

Moja suknia i insygnia królewskie na jutro są już przygotowane, muszę pokazać Egiptowi że ich królowa jest silna, muszę się wziąć za siebie przez noc aby rano móc z uśmiechem witać lud.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania