Świderki
Świdrowała obcymi oczami na wylot. Wgapiała się z przejmującą dociekliwością. To obłapianie chłodnym okiem zdawało się trwać o sekundę za długo.
Beznamiętne zatrzymanie chwili w kokonie niezrozumienia wbija się chłodnym ćwiekiem w korony niemojego drzewa.
Zamykasz swoje. Cieszysz się z lubością, że ciebie nikt już nie porwie sobą.
Falą spokoju wezbrane milczenie unosi cię sobą w kakofonii istnienia.
Świetlista wstążka, jak ważka myśl, spływa w lustrzany wers, gdy nic już cię za nią nie dotyka.
Milcząco unosisz lekko dłoń, by odgarnąć za ucho swoje lekkie pasemko wdzięczności.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania