Świderki

Świdrowała obcymi oczami na wylot. Wgapiała się z przejmującą dociekliwością. To obłapianie chłodnym okiem zdawało się trwać o sekundę za długo.

Beznamiętne zatrzymanie chwili w kokonie niezrozumienia wbija się chłodnym ćwiekiem w korony niemojego drzewa.

Zamykasz swoje. Cieszysz się z lubością, że ciebie nikt już nie porwie sobą.

Falą spokoju wezbrane milczenie unosi cię sobą w kakofonii istnienia.

Świetlista wstążka, jak ważka myśl, spływa w lustrzany wers, gdy nic już cię za nią nie dotyka.

Milcząco unosisz lekko dłoń, by odgarnąć za ucho swoje lekkie pasemko wdzięczności.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania