Święta bez jajek - Scen 4
# Scena 1: „Sezon się zaczyna (niestety)”
Magazyn Symboli Wielkanocnych wyglądał jak zaplecze świata, o którym ludzie woleliby nie wiedzieć. Rzędy półek, skrzynie, kartony, a na nich etykiety: „Pisanki – klasyczne”, „Pisanki – artystyczne (delikatne ego)”, „Zajączki – różne poziomy entuzjazmu”, „Baranki – filozoficzne i milczące”.
Była cisza. Ta przyjemna, posezonowa cisza.
Do czasu.
Z głośnika zawieszonego pod sufitem rozległ się trzask, a potem mechaniczny głos, który brzmiał jakby miał zerową empatię i trzydziestoletni staż w korporacji:
— Uwaga. Uwaga. Rozpoczynamy sezon wielkanocny. Prosimy wszystkie symbole o przygotowanie się do pracy. Powtarzam: nie ma odwrotu.
Zapadła chwila milczenia.
A potem… jęk.
Z dolnej półki wysunął się Zajączek, potargany, z jednym uchem lekko oklapniętym, jakby życie już zdążyło go kilka razy przeżuć i wypluć.
— Nie… — wymamrotał, zakrywając oczy łapą. — Nie mówcie, że to już.
Z sąsiedniej skrzynki odezwał się spokojny, lekko zmęczony głos:
— Czas jest iluzją. Sezon to tylko jego brutalne przypomnienie.
To był Baranek. Stał nieruchomo, jak zawsze, ale jego spojrzenie sugerowało, że przemyślał już wszystko — od sensu życia po sens bycia plastikową figurką w koszyczku.
— Ty to zawsze musisz zacząć od egzystencjalnego dramatu — burknął Zajączek. — Ja jeszcze nie skończyłem poprzedniego.
Nagle z wyższej półki coś zaczęło się trząść.
A potem spadło.
Rozległ się huk i rozsypała się skrzynka z jajkami.
— Halo?! — krzyknęło jedno z nich, w idealnym pastelowym różu. — Czy ktoś może zgłosić ten upadek do działu HR?!
— HR nie istnieje — odpowiedziało inne, czarno-białe, minimalistyczne. — To tylko mit, jak sens dekoracyjnej pietruszki.
— Świetnie — westchnęło trzecie, całe w brokacie. — Czyli znów zaczynamy bez wsparcia i z presją estetyczną.
Zajączek spojrzał na nie z rezygnacją.
— Dobra, jajka są. Dramat jest. Czyli wszystko po staremu.
— Nie wszystko — odezwał się Baranek cicho. — Każdego roku jest gorzej.
— O, zaczyna się — mruknął Zajączek.
Baranek nawet na niego nie spojrzał.
— Ludzie już nie obchodzą świąt. Oni je produkują. Jak zdjęcia. Jak wrażenie. Jak iluzję.
Jajka nagle ucichły.
— Ej… — odezwało się jedno nieśmiało. — Czy ktoś jeszcze ma wrażenie, że jesteśmy… trochę wykorzystywani?
Zajączek parsknął suchym śmiechem.
— Trochę? Ja biegam po nocach jak darmowy kurier, Baranek stoi i udaje sens, a wy kończycie rozbite dla „tradycji”.
Zapadła cisza.
Cięższa niż wcześniej.
Z głośnika znów odezwał się ten sam głos:
— Przypominamy: waszym celem jest tworzenie świątecznej atmosfery. Uśmiech ludzi jest priorytetem.
Zajączek spojrzał w górę.
— Ciekawe. A nasz?
Brak odpowiedzi.
Jajko w brokacie przekrzywiło się lekko.
— Mam pomysł.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na nie.
— A gdybyśmy… w tym roku… nie zrobili nic?
Zajączek zmrużył oczy.
Baranek pierwszy raz się poruszył.
— To byłby akt wolności.
Zajączek powoli się uśmiechnął.
— Albo katastrofa.
Jajko wzruszyło niewidzialnymi ramionami.
— Jedno nie wyklucza drugiego.
I wtedy, po raz pierwszy od wielu sezonów, w Magazynie Symboli Wielkanocnych pojawiło się coś niepokojącego.
Nie zmęczenie.
Nie rezygnacja.
Pomysł.
##Scena 2: „Strajk, czyli święta bez sensu (dosłownie)”
Plan był prosty.
A jak wiadomo — proste plany mają tendencję do robienia największego bałaganu.
— Dobra — zaczął Zajączek, chodząc nerwowo w tę i z powrotem. — Ustalamy zasady. Nie biegam. Nie dostarczam. Nie udaję, że to wszystko ma sens.
— Czyli robisz to, co zawsze chciałeś — zauważyło jedno z jajek.
— Dokładnie — odparł. — Tylko teraz oficjalnie.
— My też się wypisujemy — dodało jajko w brokacie. — Żadnego farbowania, żadnych wzorków. Naturalność. Surowość. Minimalizm… trochę z przymusu.
— Minimalizm to nie przymus, to styl życia — wtrąciło czarno-białe jajko.
— Styl życia, który wygląda jak niedokończony projekt — odburknęło różowe.
Baranek milczał przez chwilę, jakby rozważał wszystkie możliwe konsekwencje.
— A ja… — powiedział w końcu — przestanę udawać, że wiem, co symbolizuję.
Zajączek spojrzał na niego.
— Ty już tego nie robisz od lat.
— Tym razem zrobię to świadomie.
— O, czyli będzie upgrade.
Zapadła chwila ciszy.
— To co? — zapytało jedno z jajek. — Strajk?
Zajączek westchnął głęboko.
— Strajk.
Jajka stuknęły się lekko, jakby w toaście.
— Strajk.
Baranek skinął głową.
— Strajk.
---
I wtedy… nic się nie wydarzyło.
Dokładnie tak, jak planowali.
---
Świat ludzi – kilka godzin później
Poranek wielkanocny.
Rodzina siedzi przy stole.
Stół… wygląda dziwnie.
— Gdzie są jajka? — zapytała mama, patrząc na pusty talerz.
— Były wczoraj — odpowiedział tata. — W sensie… chyba były?
— Nie ma koszyczka? — zdziwiła się babcia. — Jak to nie ma koszyczka?!
Dziecko spojrzało na stół.
— A gdzie zajączek?
Cisza.
Telefon mamy zapiszczał.
— O nie — powiedziała, patrząc na ekran. — Instagram mi nie działa.
— Co?! — tata prawie wstał z krzesła. — W święta?!
— To jaki jest sens świąt?! — wyrwało się komuś z końca stołu.
I wtedy zapadła ta najgorsza możliwa cisza.
Taka, w której nikt nie wie, co powiedzieć… bo nagle nie ma gotowego scenariusza.
---
Powrót do magazynu
Zajączek siedział na skrzynce i patrzył w przestrzeń.
— I co teraz?
— Teraz obserwujemy — odpowiedział spokojnie Baranek.
Jajka ustawiły się w rządku, jak widownia na spektaklu.
— Myślicie, że się zorientują? — zapytało jedno.
— W sensie… że coś jest nie tak? — dodało drugie.
Zajączek wzruszył ramionami.
— Albo się zorientują… albo zaczną googlować „święta bez jajek co robić”.
Baranek spojrzał gdzieś daleko.
— Czasem trzeba coś zabrać, żeby ktoś zauważył, że to w ogóle było.
— Okej — mruknął Zajączek. — Brzmi mądrze. Podejrzane.
Jajko w brokacie przechyliło się lekko.
— A jeśli… oni po prostu to obejdą?
Zapadła cisza.
Tym razem inna.
Nie była już zmęczona.
Była… niepewna.
Zajączek spojrzał na resztę.
— No to zobaczymy, kto tu jest bardziej uparty.
Baranek dodał cicho:
— Albo kto bardziej potrzebuje tej iluzji.
A gdzieś tam, w świecie ludzi, ktoś właśnie pierwszy raz od dawna podniósł wzrok znad telefonu… i nie wiedział, co zrobić dalej.
###Scena 3: „Cisza, która zaczyna mówić”
Na początku było niezręcznie.
Nie tak „ojej, zapomniałem kupić majonezu”, tylko tak głęboko niezręcznie, że aż zaczyna boleć gdzieś między myślą a sumieniem.
---
Świat ludzi – kilka godzin później
Rodzina nadal siedziała przy stole.
Bez jajek.
Bez zajączka.
Bez planu.
— No to… — zaczął tata i urwał, bo najwyraźniej jego repertuar kończył się na „smacznego” i „podaj sól”.
Babcia poprawiła serwetkę. Trzeci raz.
— Za moich czasów to wszystko było inaczej — powiedziała w końcu.
— W sensie… były jajka? — zapytało dziecko.
— Był sens — odpowiedziała spokojnie.
Cisza.
Mama odłożyła telefon na stół – ekranem do dołu. Po raz pierwszy tego dnia.
— A jakbyśmy tak… po prostu posiedzieli? — powiedziała cicho.
Tata spojrzał na nią jak na kogoś, kto zaproponował lot na Marsa.
— Może… — zaczęła niepewnie — może po prostu… posiedźmy?
— I co będziemy robić? — zapytał tata, wyraźnie przerażony tą koncepcją.
— Rozmawiać?
To słowo zabrzmiało jak coś archaicznego. Jak relikt.
Ale nikt się nie zaśmiał.
---
Magazyn Symboli
Zajączek siedział na tej samej skrzynce, tylko teraz wyglądał mniej pewnie.
— To trwa za długo.
— Cisza potrzebuje czasu — odparł Baranek.
— Cisza potrzebuje jajek — burknął Zajączek. — Albo czegokolwiek.
Jajka obserwowały w skupieniu.
— Patrzcie — szepnęło jedno. — Oni… nie sięgają po telefony.
— Niemożliwe — powiedziało drugie. — To musi być chwilowe załamanie systemu.
— Nie — odezwało się trzecie, to minimalistyczne. — To wygląda jak… kontakt.
Zajączek zmarszczył nos.
— Brzmi niebezpiecznie.
---
Świat ludzi – ciąg dalszy
— Pamiętasz — zaczęła mama, patrząc na babcię — jak kiedyś robiliśmy pisanki ręcznie?
Babcia się uśmiechnęła.
— Pamiętam. Krzywe, brzydkie… ale nasze.
Dziecko spojrzało na nich.
— To możemy zrobić teraz.
— Teraz? — tata uniósł brwi. — Bez… zestawu? Bez instrukcji?
— Bez zdjęcia na koniec? — dodała mama.
— No — wzruszyło ramionami dziecko. — Po prostu.
Znów cisza.
Ale tym razem… była lżejsza.
---
Magazyn
— Oni… — zaczął Zajączek — oni zaczynają robić to sami.
Baranek skinął głową.
— Dokładnie.
— Czyli… my jesteśmy zbędni?
To pytanie zawisło w powietrzu jak coś, czego nikt nie chciał powiedzieć na głos.
Jajka przestały się ruszać.
— Albo… — powiedziało cicho jedno z nich — nigdy nie byliśmy niezbędni.
Zajączek spojrzał na nie ostro.
— Super. Czyli co, całe życie na darmo?
— Nie — odpowiedział Baranek spokojnie. — Byliśmy początkiem. Nie celem.
Zajączek prychnął.
— Świetnie. Czyli jesteśmy… przypisem.
— Raczej przypomnieniem.
---
⚖️ Moment zawahania
Zajączek wstał.
Chodził w kółko.
Szybciej niż wcześniej.
— Nie podoba mi się to — powiedział w końcu. — Naprawdę mi się to nie podoba.
— Bo? — zapytało jajko.
— Bo jeśli oni mogą to zrobić bez nas… to po co my istniejemy?
Tym razem nawet Baranek nie odpowiedział od razu.
I to było najgorsze.
W końcu powiedział:
— Może nie po to, żeby robić coś za nich.
— Tylko po to, żeby im przypomnieć… że w ogóle warto.
Zajączek zatrzymał się.
— A jeśli zapomną znowu?
Baranek spojrzał na niego spokojnie.
— Wtedy wrócimy.
Jajko w brokacie westchnęło.
— Czyli jednak robota.
— Raczej… sens — poprawił Baranek.
Zajączek skrzywił się lekko.
— Brzmi gorzej.
Ale już się nie sprzeciwiał.
---
Gdzieś tam, przy zwykłym stole, ktoś właśnie się zaśmiał.
Nie do telefonu.
Nie do zdjęcia.
Tak po prostu.
I to było dla wszystkich trochę… podejrzane.
#### Scena 4: „Powrót… ale na własnych zasadach”
W Magazynie Symboli panowała cisza.
Tym razem nie była ciężka.
Nie była też niepewna.
Była… decyzją.
---
Zajączek siedział na skrzynce, ale już nie wyglądał jak ktoś, kto właśnie przegrał życie z kalendarzem.
— Dobra — powiedział w końcu. — Wracamy.
Jajka drgnęły.
— Serio? — zapytało jedno. — Tak po prostu?
— Nie — odpowiedział, podnosząc się. — Nie „tak po prostu”.
Baranek spojrzał na niego uważnie.
— Czyli?
Zajączek przeciągnął się.
— Czyli koniec z udawaniem, że jesteśmy najważniejsi.
— Koniec z byciem dekoracją do zdjęć.
— I koniec z bieganiem jak idiota tylko dlatego, że ktoś chce mieć „klimat”.
— To co robisz zamiast? — zapytało jajko w brokacie.
Zajączek uśmiechnął się lekko.
— Pojawiam się… tam, gdzie naprawdę ktoś na mnie czeka.
---
Świat ludzi – późne popołudnie
Stół nadal był ten sam.
Ale atmosfera… już nie.
Na środku leżało kilka jajek.
Krzywych.
Niedomalowanych.
Jedno miało plamę, która wyglądała jak przypadek, nie design.
— To chyba miało być słońce — powiedziało dziecko.
— Wyszła planeta po przejściach — odpowiedział tata.
Zaśmiali się.
Naprawdę.
Mama spojrzała na nich i pokręciła głową z uśmiechem.
— Wiecie co… pierwszy raz od dawna nie mam ochoty robić zdjęcia.
— To dobrze czy źle? — zapytał tata.
— To… dziwne — odpowiedziała. — Ale takie dobre dziwne.
Babcia patrzyła na nich w ciszy.
I tylko skinęła głową.
Jakby właśnie coś wróciło na swoje miejsce.
---
Magazyn
— No dobra — mruknęło jedno z jajek. — To kiedy wchodzimy?
Baranek odpowiedział spokojnie:
— Już weszliśmy.
Jajka spojrzały na siebie.
— Jak to?
— Nie musimy być wszędzie — dodał. — Wystarczy, że będziemy tam, gdzie ktoś jeszcze rozumie, po co jesteśmy.
Zajączek poprawił ucho.
— Czyli mniej roboty?
— Mniej… pustej roboty — poprawił Baranek.
— Brzmi jak awans — stwierdziło jajko minimalistyczne.
— Brzmi jak redukcja etatu — dodało drugie.
— Brzmi jak sens — zakończył Baranek.
Zajączek skrzywił się lekko.
— Nadal nie lubię tego słowa.
— Nie musisz — odparł Baranek. — Wystarczy, że go używasz.
---
Ostatnia scena
Wieczór.
Świat powoli cichnie.
Na stole zostają tylko okruchy, kubki i te kilka niedoskonałych jajek.
Telefon leży obok.
Nieużywany.
Dziecko zasypia na kanapie.
Mama przykrywa je kocem.
Tata gasi światło w kuchni.
Na chwilę zatrzymuje się w drzwiach.
Patrzy na stół.
Na ludzi.
Na spokój.
I uśmiecha się.
Nie szeroko.
Nie teatralnie.
Tak zwyczajnie.
---
Epilog
„Symbolom nigdy nie chodziło o to, żeby zniknąć.
Chodziło o to, żeby przestać być wszystkim…
i znowu stać się czymś.”
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania