#18 - cz.5
***
Delikatne pchnięcia stopniowo zamieniałem w mocniejsze. Marlena była cholernie sztywna i drętwa. Nie potrafiła się wyluzować. Czyżby pierwszy raz poszła do łóżka z nieznajomym? Wszystko wskazywało na to, że najwyraźniej tak. Jak to mówią „zawsze musi być ten pierwszy raz”.
- Dobrze ci? – zapytałem – jeżeli nie chcesz, możemy przestać.
W odpowiedzi przecząco pokręciła głową i pogłaskała mnie po policzku.
- Nie lubię tej pozycji – wymruczała – nie umiem się w niej odnaleźć.
Bez słowa chwyciłem ją za biodra i odwróciłem tyłem do siebie. Moja ulubiona pozycja, podczas której miałem sto procent władzy nad kobietą. Mogłem dać klapsa, owinąć sobie włosy wokół dłoni i pociągnąć do tyłu. W tej pozycji również mój przyjaciel mógł wejść głębiej.
Moje pchnięcia stały się mocniejsze, trzymałem w jednej dłoni jej pierś, lekko podszczypując sutek, drugą raz za razem dawałem jej klapsa.
- Auć – wysyczała przy kolejnym klapsie – to boli.
Moje wewnętrzne ego zatarło ręce. Teraz dopiero maleńka zobaczysz, co to znaczy ból – pomyślałem i znów dałem jej klapsa, tylko mocniejszego od poprzednich. Jej ciało wygięło się w łuk.
***
Nie wiem, jak długo uprawiałem z nią seks, ale kiedy skończyliśmy, za oknem było już ciemno. Moja kochanka, bo tak właściwie mogłem już, o niej powiedzieć z ufnością przytuliła się do mnie.
- Pomalujemy sypialnie na bardziej żywe kolory – wypowiedziała radosnym głosem.
Przez moment miałem wrażenie, że słuch mnie zawodził. Jeszcze żadna kobieta zaraz po seksie, nie chciała zmieniać wystroju mojej sypialni.
- Mam nadzieję, że żartowałaś – wypowiedziałem szorstkim tonem – ja nie mam zamiaru niczego zmieniać.
Odchyliła się na bok, chcąc na mnie popatrzeć.
- Skarbie – wymruczała, głaszcząc mnie po policzku – skoro jesteśmy razem to…
Podniosłem dłoń do góry, dając jej znak, by na chwilę przestała mówić. Jakie razem? To był tylko seks. Marlenie najwyraźniej coś się poplątało. Żaden związek nie wchodził w grę.
- Nie jesteśmy razem – zacząłem – to był tylko seks. Dobry, nawet bardzo dobry, ale nic poza tym. Ktoś tutaj chyba za dużo sobie obiecywał po jednym razie.
Po jej minie widziałem, że chyba nie tego oczekiwała. Cóż taki już byłem.
- Co teraz będzie? – spytała z nadzieją w głosie – co z nami?
Pokręciłem przecząco głową. Czas powiedzieć to na głos.
-Ubierzesz się i grzecznie pójdziesz do domu. I pamiętaj, nas nigdy nie było i nigdy nie będzie.
Moje wewnętrzne ego pukało mi w czoło. I coś ty najlepszego uczynił? Znów będziemy musieli udać się na poszukiwania świeżej krwi.
Komentarze (7)
Mała sugestia: czy mogłabyś ponumerować rozdziały, bo nie wiedziałam, który już przeczytałam, pozdrawiam. :D
zawsze mogę zmienić na dziennik drania. Jak myślisz?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania