Świeżonoc - miniatura
Noc wyła kocią serenadę. Zaraziła się wiosną i rudy krążył od drzwi do okna, orbito wiec. Oko na oko wiązało rzęsy, spać z podkulonymi nogami, czy udawać deskę? Świeżonoc pachnie Czernicą. Czekam na namiotowce, wprowadzę się do ich gniazda. Inwazja spóźnia się, zatłoczone biele w kwiecie, zimowo.
Świeżonoc nie zna czasu, nigdy się nie spotkali.
Zafundowała za to strzelaninę. Broń w mojej ręce wystrzeliła bez spustu. W tłumie siedzący ludzi. Trafiła w policjanta, bez krwi, kapiszon z szarą plamą. Nie było sądu, mój obojczyk nie krwawi. Kula nie boli. Zdziwienie tak.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania