Świniobicie
Ojciec ciągnął słowa za szczotką ryżową,
i po mojej podpalanej wieczorami skórze.
Tłumaczył i pokazywał zgrubiałymi dłońmi
na już ostygłej tuszy, jak rozdzielać bez ostrza.
Z błony fotografii uśmiecha się dobroduszna twarz,
jakby miał dla mnie jeszcze jakiegoś gościńca,
może nawet mohorycz w butach z długą cholewą w sieni.
Komentarze (4)
Oj, pozmieniałeś. Ale spoko. Dużo do interpretacji, dla mnie to nie był przyjemny typ, ten ojciec...
Tak, przyszły zięć pasierbicy, wojennej półsieroty, mojej siostry, która młodziutko szła za mąż – usłyszał od niego na stronie, że jak jej zrobi krzywdę to....
Krótko i bardzo obrazowo, z tęsknotą, a może i właśnie bez niej, a z pamięcią. Jakimś okrucieństwem i fascynacją, gdzieś ulotnie widać twarze, a gdzieś ból skalpowania. Troszkę się z rana w tym obrazie zatraciłem, a jak krótka forma budzi obrazy, pozwala się zaszyć w swojej (już nie tak ostrej) pamięci to nie pozostaje nic jak tylko pochwalić dzieło, podziękować i życzyć miłego dnia!
Pozdrawiam
dzięki
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania