Świt
z prochu powstałeś,
obrucisz się w pył,
wieczność to męka,
jak w puchu pył,
z krwi się odrodzę,
z krwi stworzę tlen,
pychą zatruwasz mój świat,
o świcie widzę nagi martwy las, bez ubrań, bez liści,
podlany twą krwią,
śnie o paznokciach, o górach łez,
w świat ten chuj wbijam,
zostawie cię też,
jak ty mnie,
nie cierpie siebie i cię,
śnie o snach pięknych,
o mowie złej,
jak to przetrwać,
zamknij się na chwile,
idź gdzieś,
gdzie nie ma mnie,
ci chodzi o hajs,
ja jego nie mam,
więc prosze stój,
zatrzymaj na moment uśmiech mej gry,
nim stworze na nowo,
świat z twoich dni,
nim pęknie mi serce powstrzymaj mnie,
zabij mnie prosze to wiesz.
gdy dziś patrzę w ciebie,
widzę swe łzy,
na koncie mam minus,
na koncie mam nic,
więc w nicości trwajmy,
po czasu kres,
odejmij od siebie mnie,
a wyjdzie ci to samo co nic,
nie chcesz się piepszyć to nie,
...
paskudna pogoda, paskudny dzień,
łzy same płyną nie studzi ich nikt,
twe serce przeklęte,
prowadzi je czas,
a mi minutnik właśnie zgasł,
zgasł bo nie byłaś gdzie miałaś byś,
przestań więc kraść moje sny,
skradłaś mi honor, skradłaś mi łzy,
łzy łzy łzy.
Leją się.
pozornie pada z nich deszcz,
ja się oczyszcze z nich też,
bo nie płaczę nigdy,
a to zwykły skecz,
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania