świtaniem

świtaniem osierocony

wypadłem z ramion nocy

wzdłuż nieba

splamione

akwarelowym błękitem

snują się cieniem

rozpostarte linie skrzydeł

pod stopami

bezmiar ziemi

mokrej i ciężkiej

wiosenną wodą

 

tak daleko do słońca

zmęczonych powiek

opadły ciężkie zasłony

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Enchanteuse 16.04.2017
    Pięknie jak zwykle.
  • ausek 18.04.2017
    Ten zapis męczy oczy. Stanowczo wolę dłuższe wersy. Wiesz, kiedyś też tak eksperymentowałam, ale to jest taki etap w twórczości, który prowadzi do wyrobienia swojego stylu. Tego Ci życzę z całego serducha. Nie bój się tego, że wiersz będzie miał tylko cztery wersy. Jeśli przekaz jest trafny, dosadny to jest wszystko w najlepszym porządku. Wiersz musi coś przekazywać, musi mieć początek, rozwinięcie i dosadne zakończenie. Musi być o czymś i musi zachować ciągłość myśli autora. To właśnie starano się mi wpoić. Przepraszam jeśli się narzucam, ale po prostu musiałam... ;) Wydaje mi się, że nie tędy droga.
  • ówczesny 19.04.2017
    Dziękuję. Twój komentarz zwerbalizował to, co ostatnio odczuwam - wahanie. I ogromny dysonans - w sobie. Z jednej strony ogromne pragnienie minimalizmu, z drugiej świadomość, że grozi to karykaturalnym poszatkowaniem(ten wiersz był tego przykładem) Raz jeszcze dziękuję, ausq za radę :)) Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania