Symbioza

Drogą echolokacji w połączeniu z elementami telepatii porozumiewają się dwa nietoperze. Jeden mieszka w bibliotece w prastarym Uniwersytecie w Coimbrze.

Chwali swoją nową siedzibę w najpiękniejszej bibliotece świata w wielowiekowej uczelni z pięknymi malowidłami na plafonie, oryginalnymi regałami i starodrukami. Niedawno kustosz księgozbioru mianował jego plemię głównym konserwatorem.

Nie musi uciekać w góry w poszukiwaniu pożywienia, gdyż stare księgi obfitują w smakołyki, apetyt mu dopisuje, a bibliotekarze nie uskarżają się na drobnoustroje, mole i korniki, znane szkodniki niszczące historyczne zabytki piśmiennictwa.

Narzeka jedynie na brak towarzystwa, poza rodziną nie widuje znajomków. Z potomstwem rzadko się kontaktuje. Pozostała tylko żona i najstarszy syn. Z dalszą progeniturą dawno utracił kontakty. Musieli opuścić luksusowe lokum. Opiekunowie nie dopuszczają większej liczby pobratymców, gdyż mogliby uszkodzić cenne rękopisy zgromadzone przez stulecia.

Cieszą się olbrzymią swobodą, mogą zwisać i krążyć po łukach spoczywających na potężnych słupach. Z zadowoleniem skaczą po książkach oprawionych w deski, a najlepiej lubią wznosić się w przestworza i wnikać w pozłacane miniatury starych mistrzów, gdzie wylęgają się bakterie gustujące w kolorach i ozdobnych inkunabułach.

Drobne robactwo szybko trafia do gardzieli naszego bohatera i spełnia swoją dziejową misję.

Cierpi jedynie w chwili, gdy trudno opanować podniecenie seksualne. W trudnym okresie rui właściciele wyganiają całą trójkę na zewnątrz. Wolny świat ma wiele do zaoferowania, nocne podmuchy wiatru i robaczki świętojańskie.

Kwiaty tulipanowca świecą nawet w ciemności, napełniają nozdrza przyjemnym zapachem, ale warunki życia w dawnej celi więziennej u podnóża kamiennej budowli doskwierają ubóstwem. Kobiety rzadko zaglądają do tego pomieszczenia, więc nie można pobujać się we włosach. Zresztą, większość turystów preferuje krótkie czupryny i fryzury mocno okrojone w porównaniu do dawnych koków i peruk.

— Śpiąc we dnie z przyjemnością prężę ciało, spoglądając w dół tęsknię o raju utraconym i liczę chwile do powrotu w znajomą przestrzeń biblioteki — zwierza się gackowi, dalekiemu krewnemu.

Zwiedzający dysponują tylko kwadransem aby przespacerować się po wnętrzu. Ja jestem panem na włościach, kocham tę przestrzeń. Kolega z posiadłości zwanej Mafra żyje w podobnym pomieszczeniu, ale o o wiele mniejszej kubaturze.

— Uważa, że cierpię na rozdwojenie jaźni. Przyzwyczajenie do luksusu niekiedy zabija we mnie wrodzone predyspozycje ku wolności. Upodabniam się do ludzi, którzy lubują się w wygodnym życiu, ale chętnie debatują o wolności.

Inny osobnik tego samego gatunku zamieszkuje w małym drewnianym kościółku w Beskidach, w niewielkim miasteczku, znanym z piosenki zespołu „Stare dobre małżeństwo”. Leluchów leży na krańcu świata, prawie trzy tysiące kilometrów od portugalskiej akademii, przepełnionej gwarem studentów.

Małą łemkowską świątynię opuścili wyznawcy wiary prawosławnej. Ich rdzennym językiem dzisiaj mówi niewielka część ludności, ale samą budowlę, położoną wśród zalesionych wzgórz, latem nawiedzają miłośnicy architektury drewnianej spotykanej przeważnie na południu Polski.

Dawna cerkiewka została przekształcona w katolicką parafię. Energiczny ksiądz przywrócił blask staremu wnętrzu z niezliczoną ilością rzeźb i malowideł w białych drewnianych ramach. Duchownemu nie udało się zdobyć dotacji na konserwację elementów zabytkowych, które doszczętnie zniszczyły korniki i przeróżne owady. Wyremontował poddasze, gdzie zagnieździły się nietoperze.

— Zadziwiło nas przyjazne przyjęcie. Ciepło i świeża strawa zatrzymały mnie w tym siedlisku. Szczególnie zimą nie nęka nas głód ani przeszywające zimno, największy wróg nietoperzy. Przez otwory wywiercone w suficie dostajemy się do środka kościoła, kiedy wierni wychodzą ze świętego przybytku. Noce należą do nas zarówno jak i niezła wyżerka. Czasami nawet jak dwunożni gospodarze spożywam nadmierne ilości pokarmu. Martwię się tylko, że nasza populacja podlega wzmożonej kontroli. Wielu naszych maluchów musiało przenieść się w inne mniej zamożne okolice. Człowiek boi się ekskrementów, chociaż nie zapominamy o wiszących toaletach.

Przyrost naturalny stanowi ważną kwestię. Zainicjowana hodowla trzody chlewnej na obrzeżach nie przyjęła nas wylewnie, delikatnie mówiąc. Rozpylane substancje nie służą prokreacji. Bracia muszą szukać nowych jaskiń z podziemnymi ujęciami wody. Rozkoszują się swobodą, ale cierpią niedostatek.

Cóż, ssak ssakowi nie dorówna.

Początkowo moja gromadka bała się konkurencji ze strony dzięciołów czerpiących pożywienie z wysokich sosen. Ich dzioby mogłyby jednak uszkodzić zabytkowe wyposażenie kościoła, dlatego mają wstęp wzbroniony.

My wszyscy odwykliśmy od spartańskich warunków życia, poza strychem czujemy się obco. Ratujemy pozostałości dawnej kultury. Nałożono nam, drobnym zwierzątkom, pewną misję cywilizacyjną w otoczeniu, któremu do tej pory nie przyznano wysokich dotacji do walki ze szkodnikami. Bronimy środowiska przeciw niechcianym przybyszom. Zaszczytna rola nie bez awantaży — zakończył międzynarodową rozmowę gacek.

Jako reporter na zakończenie przytoczonych opinii pragnę wtrącić jedno zdanie. Życzyłabym sobie z całej duszy, aby tej rozmowy nie przechwycił nikt z obcej galaktyki, gdyż tajemnica wydarta nietoperzom zagrażałaby istniejącej symbiozie pomiędzy sferą natury i kultury. Pozaziemscy uczeni po rozszyfrowaniu dźwięków mogliby wykorzystać faunę żyjącą na naszej planecie do własnych celów. Nie jestem pewna, czy natura obroni się sama.

 

Bożena Joanna

Wrzesień 2021

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Jared 3 miesiące temu
    Od pierwszego do ostatniego zdania, słyszałem w głowie gromkie what the fuck. To jest jakaś ukryta satyra na współczesne społeczeństwo? Anyway, proszę pisać dalej bo fajne
  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Dziękuję, postaram się.
    Pozdrowienia!
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Bożen0 Joanno↔Tak baśniowa opowieść, "soczyście" przedstawiona.
    Różne klimaty, z dwóch innych miejsc, z nietoperzami w roli głównej,
    którym nadałaś "ludzkie" cechy, robi swoje.
    Aż niekiedy czuje się "zapach" tego co w tekście:)↔Pozdrawiam:)↔%
    P.S↔Dobrze by było zrobić widoczne przerwy, między akapitami→zdaniem mym.
    ''Pozostała tylko żona i najstarszy syn"
    ''Cieszą się olbrzymią swobodą, mogą zwisać... tak bardziej pasuje do: cieszą?
  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Skorzystałam z sugestii i dokonałam zmiany za Twoją radą, lepiej brzmi. Co do szerszych akapitów, jeszcze się zastanowię. Kiedyś pisałam bez wcięć, za to z podwójnymi odpisami. Potem zmieniłam technikę pisania tekstu i tak już zostało.
    Bardzo mi miło, że zwróciłeś uwagę na moją opowieść.
    Bardzo dziękuje za komentarz i serdecznie pozdrawiam!
  • MarBe 3 miesiące temu
    Ładnie i obrazowo przedstawiłaś miejsce i bohaterów, którzy już niedługo przez nieodpowiednich ludzi, mogą przejść do historii.
    Pozdrawiam
  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Wdzięczna jestem za przeczytanie i komentarz, miejsca są prawdziwe.
    Serdecznie pozdrawiam!
  • Vincent Vega 3 miesiące temu
    Bardzo wciągające opowiadanie, skojarzyło mi się z Olą Tokarczuk i opowiadaniiami Bizarnymi. W obrazowniu ludzi i ludzkich rozterek za pośrednictwem świata przyrody.

    5 i pozodwiam serdecznie :)
  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Podziwiam panią Tokarczuk za styl i inwencję, czytałam prawie wszystkiej jej powieści i opowiadania. W mojej wyobraźni stworzyłam tylko rozmowę na odległość pomiędzy dwoma nietoperzami.
    Zarówno w Coimbrze i Marfie (Portugalia) posłużono się nietoperzami aby chronić cenne księgozbiory. W Lelechowie ksiądz proboszcz zastosował tę samą metodę aby chronić dziedzictwo łemków (Rusinów) w dawnych drewnianych cerkiewkach. Starałam się stworzyć trochę fantazji i baśniowego klimatu w oparciu o fakty.
    Bardzo dziękuję za przeczytanie i komentarz.
    Serdecznie pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania