Symetria złudzeń: (1) Mgła nad wodą, mgła w głowie
Nie wiem, czy to zaczęło się po tym, jak uderzyłem się w głowę, czy może już wcześniej odczuwałem niepokojące uczucie odklejenia się od tego, co tu i teraz — a może dopiero wtedy zacząłem na to zwracać uwagę.
Mam na imię Michał. Trzydzieści siedem lat, analityk danych w firmie, której logo widuję częściej niż własną twarz. Pracuję zdalnie, a zgodnie z umową — świadczę usługę telepracy. Siedzę w wynajętym domku nad jeziorem. A będąc drobiazgowym — to raczej duży staw niż jezioro. Przez większość miesięcy mam całą okolicę dla siebie. Sezon turystyczny w tej części kraju nie dość, że trwa krótko, to jeszcze teren nie cieszy się wielką popularnością. Po sezonie — pustka. Najbliższe sklepy są kilka kilometrów stąd (rowerem to nie problem), domy w odstępach dwustu metrów, a że tubylcy raczej nie przepadają za przyjezdnymi, nie mam problemu z ciekawskimi gośćmi. Warunki pogodowe też niczego sobie — poza tą szarością nad wodą. Mgła osiada tu jak kurz, a echo niesie się dłużej, jakby samo chciało się czegoś dowiedzieć.
Nie mam tu wielu znajomych. Właściwie — żadnych. Dwa razy w tygodniu zaglądam do piekarni, nie pamiętając, jak nazywa się ten chleb z ziarnami (rodzinny? familijny? a może jeszcze inaczej). Odwiedzam ten sam market i kiosk po dwie paczki papierosów. Mój landlord nie lubi dzwonić — pisze wiadomości. Zawsze krótkie i bez polskich znaków, raz w miesiącu, jak w zegarku, potwierdzając, że dostał przelew za wynajem.
Mój dzień to rytuał. Budzik w telefonie — elektroniczny ptasi świergot — punkt 7:30. Kawa z ekspresu, który sapie jak stary pies. Potem siadam przy laptopie, który ciągle domaga się aktualizacji, i zatapiam się w świecie tabel, słupków, spotkań, które oczywiście mogłyby być mailem (dzięki Bogu nikt nie uruchamia kamerek), a głosy w telefonie brzmią, jakby dochodziły spod wody.
Kończę pracę różnie, bardzo różnie. Jeśli jest luźniej albo nie dopadnie mnie prokrastynacja, to przed czwartą mogę się wylogować. Gdy jednak odwlekam wszystko rano, kończę bliżej piątej i gaszę całą elektronikę. Robi się cicho, bo wszystko tu miało być ciche i spokojne.
Aż za ciche.
Tydzień temu, w sobotę, poślizgnąłem się na wilgotnym kamieniu nad brzegiem jeziora. Pamiętam szarpnięcie, chłód na karku, a potem oślepiające światło — jakby słońce rozlało się po moich oczach. Obudziłem się kilka minut później, z rozciętym łukiem brwiowym i dziwnym uczuciem chłodu oraz zagubienia. Na początku zwaliłem wszystko na wstrząśnienie mózgu, które wykluczył lekarz trzy godziny później na izbie przyjęć. Przez resztę dnia czułem się, jakby coś się przestawiło, przesunęło — nie tylko we mnie, ale i w krajobrazie.
To uczucie w ciele trwało cały weekend, ale wrażenie „przesunięcia” nie zniknęło — przeciwnie, nasiliło się i zaczęło robić się jeszcze dziwniej.
Zawsze miałem w kuchni kubek z żółtym paskiem. Zawsze. Dobrze go pamiętam — to jeden z moich ulubionych kubków, kupiony pięć lat temu na konwencie. Praktycznie codziennie piję w nim poranną kawę. W niedzielę rano pasek był niebieski. Pierwsza myśl — pewnie kupiłem nowy jakiś czas temu i wyciągnąłem go na brzeg szafki, żeby częściej korzystać z pozostałych utensyliów. To rozumowanie miałoby sens, gdyby nie fakt, że nie mam aż tylu kubków. Wszystkie są widoczne, gdy tylko pociągnę za drzwiczki.
W poniedziałek zauważyłem, że drzwi do sypialni zaczęły skrzypieć. Wcześniej nie skrzypiały — jestem tego pewien, bo nienawidzę skrzypiących drzwi. Z drugiej strony, to przecież normalne, że zawiasy trzeba raz na jakiś czas naoliwić albo przynajmniej spryskać WD-40 (którego oczywiście nie mam).
Następnego dnia, po włączeniu komputera, na tapecie pojawiło się inne zdjęcie — jakieś rozmazane miasto o zachodzie słońca. Nigdy takiego nie ustawiłem. Ba — specjalnie pobrałem aplikację, żeby mieć czarny, animowany ekran, który nie rozpraszał mnie żadnymi karuzelami wygaszaczy, słodkimi kotkami na tapecie ani innymi widoczkami ze słonecznej Italii. Odruchowo chciałem zmienić grafikę, resetując apkę, ale… nie mogłem jej znaleźć. Nie było po niej śladu. W folderze „Obrazy” — ani śladu po aktualnej tapecie. Żeby się nie nakręcać, kliknąłem prawym, „Personalizuj” i wybrałem pierwszy lepszy systemowy motyw. Uruchomiłem komputer ponownie, licząc, że wszystko „samo się naprawi”. Tak się jednak nie stało.
Codzienność zaczęła się rozłazić jak stary sweter.
Dzisiaj był cichy dzień. Taki, jak trzeba. Mgła wisiała nisko nad wodą, nie było wiatru, a echo… jakby zamarło. Jakby i ono nie chciało przeszkadzać. Pracowałem do szesnastej — spokojnie, bez pośpiechu, z dziwnym skupieniem, które nie pasowało do mojej zwyczajowej prokrastynacji. Potem zrobiłem sobie makaron z tuńczykiem. Nawet całkiem smaczny. Tyle że… nie pamiętam, żebym go kupował. Przysięgam — żadnych konserw rybnych nie było ostatnio na mojej liście zakupów. Ale puszka stała tam, gdzie być powinna. Jakby zawsze tam była.
Zignorowałem to. Zepchnąłem do tej samej szuflady w głowie, w której leżą już: skrzypiące drzwi, zmieniona tapeta, “nie ten” kubek. Przecież może coś pomyliłem i miesiąc temu zrobiłem większe zakupy. Przecież mogłem po prostu zapomnieć.
Po kolacji długo siedziałem w wannie. Ciepła woda koiła, parowała, zasłaniając lustro i oblepiając płytki w całym pomieszczeniu. Wszystko wydawało się zwyczajne. Ciche. Bezpieczne. Prawie sennie. Aż do chwili, gdy sięgnąłem po ręcznik i — odruchowo — spojrzałem w lustro.
Moje odbicie patrzyło na mnie. Normalnie. Przynajmniej przez chwilę. Nie wiem co mnie podkusiło, aby zatrzymać spojrzenie na dłużej niż sekundę.
Podniosłem rękę. Ono też. Ale z opóźnieniem. Ułamek sekundy? Może mniej, ale wystarczająco długo, bym poczuł nieprzyjemne ściśnięcie w żołądku.
Zamarłem.
Przypatrywałem się, próbując złapać logikę, której przecież powinno tam nie brakować. Lustro to nie ekran — odbicie nie powinno lagować.
Powtórzyłem gest. Moja ręka, potem ręka odbicia. Znów za późno.
Spróbowałem uśmiechu. Nerwowego, bez przekonania. Nie wiem, czemu w ogóle to zrobiłem — może próbowałem sam siebie uspokoić. Odbicie przez moment się nie poruszyło, a potem zrobiło to samo. Ale inaczej. Coś w tym uśmiechu było nie takie. Może zęby? Kąciki ust? A może po prostu to spojrzenie — nie moje. Niby znajome, ale jakby… poznawało mnie. Analizowało. Uczyło się mnie od nowa. Dolina niesamowitości, ten nagły spadek na osi komfortu psychicznego.
Zamrugałem.
Raz, dwa.
Odbicie — raz, dwa — i dopiero potem mrugnęło. I to też nie było idealne. Jakby ruch nie pochodził z wnętrza ciała, ale był naśladowany, powierzchowny. Mechaniczny.
Nie wiem, ile tak staliśmy. Czas stracił kontury, jak para na szybie. Patrzyliśmy na siebie — ja i to coś, co wyglądało jak ja. Ale czym było?
W końcu odwróciłem wzrok. Dokończyłem wycieranie się. Sięgnąłem po telefon, chciałem zrobić zdjęcie, nagrać, cokolwiek, nawet tak jak stałem nagi, byle miałbym jakiś dowód. Ekran nie włączył się. Przytrzymałem dłużej przycisk, aby zresetować urządzenie. Telefon nie reagował. Chyba martwa bateria choć rano miałem osiemdziesiąt procent. Nie sprawdzałem jej w ciągu dnia, ale przecież nic nie robiłem, co mogłoby ją rozładować. Żadnych zdjęć, filmików, Instagrama czy innej platformy. A może robiłem i tego nie pamiętam?
W łazience zrobiło się nagle zimno. Nie tak, jak po wyjściu z kąpieli. To był inny chłód — ciężki, obecny. Jak zwykle nie wytarłem się do końca, woda spływała ze mnie powoli, ale nie dawała już żadnego ciepła, wręcz przeciwnie.
Wyszedłem z łazienki, nie oglądając się za siebie. Ręcznik, który trzymałem, zawisł zaraz potem na lustrze. Przykrył twarz, która jeszcze chwilę temu była — i nie była — moja.
Tej mocy nie mogłem zasnąć. Przekręcałem się z boku na bok, słuchając ciszy, która zdawała się nie należeć do tego domu. Lustro zasłoniłem, ale i tak czułem, że to coś tam nadal jest. Za szkłem. Czeka.
Nie moje odbicie.
Coś innego.
Coś, co już wie, że je widziałem.
Komentarze (3)
W wolniej chwili przeczytaj moje opowiadanie, które miało być powieścią, ale je skróciłem. I tak wyszło długie jak na ten portal, bo zbyt późno zauważyłem że tu dominują wiersze i kawałki na max 2 strony maszynopisu. Hard SF, ale starałem się doprawić czymś innym ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania