Synchronizacja w Bełchatowie

Wiktor siedział na tylnym siedzeniu Fiata, a lody „Calypso” powoli rozpuszczały się na jego dłoni. Nie jadł ich. Patrzył na spód koperty swojego Casio, gdzie napis BUILD VERSION pulsował delikatnym, błękitnym światłem, niewidocznym dla nikogo innego.

– Tato? – zapytał cicho. – Dlaczego pan Hryniewicz powiedział, że Bełchatów to system chłodzenia?

Kapitan Kowalski zacisnął dłonie na kierownicy tak mocno, że kłykcie mu pobielały.

– Hryniewicz za dużo czytał Lema, Wiktor. Zapomnij o tym. Skup się na angielskim. Masz jutro klasówkę, prawda?

Ale Wiktor wiedział, że ojciec kłamie. Widział to w jego oczach w lusterku wstecznym. Kapitan nie patrzył na drogę – on patrzył na wskaźnik paliwa, który zamiast poziomu benzyny pokazywał teraz dziwny ciąg znaków: LOADING... 99%.

Błąd w kawiarni „Barbórka”

Zatrzymali się przed lokalną kawiarnią, by ojciec mógł zadzwonić z automatu. Wiktor wysiadł „rozprostować nogi”. Gdy przeszedł obok grupy górników palących papierosy przed wejściem, zauważył coś przerażającego. Jeden z nich, potężny chłop w furażerce, śmiał się z dowcipu kolegi. Śmiał się tak mocno, że jego postać zaczęła się rozmywać.

Przez ułamek sekundy Wiktor zobaczył, że pod mundurem górnika nie ma ciała, lecz gęsta sieć miedzianych przewodów i pulsujących światłowodów. Górnik „zaciął się” – powtarzał ostatnią sylabę śmiechu w nieskończonej pętli:

– Ha... ha... ha... ha...

Nikt inny tego nie widział. Ludzie mijali go obojętnie, jakby zepsuty robot był elementem krajobrazu.

Terminal w lodziarni

Wiktor wbiegł do środka „Barbórki”. Na ladzie stał stary syfon do wody sodowej. Chłopak poczuł magnetyczne przyciąganie. Zbliżył swój zegarek do metalowej obudowy syfonu. Nagle urządzenie wydało dźwięk jak modem z przyszłości.

Na szklanej tafli lady, pod warstwą cukru i rozlanej kawy, wyświetlił się tekst:

ACCESS GRANTED. USER: WIKTOR_K. MISSION: JASNA_64_PATCH.

– Wiktor! Co ty tam robisz?! – głos ojca dobiegł od strony kabiny telefonicznej. Kowalski wyglądał na przerażonego. – Odsuń się od tego!

– Tato, ja już wiem! – krzyknął Wiktor. – Napad na Jasnej w 64 roku... to nie był napad na bank. Wy wtedy próbowaliście ukraść pamięć operacyjną! Wy chcieliście zhakować ten system już wtedy!

Kapitan Kowalski dopadł do syna i zakrył mu usta dłonią. Rozejrzał się nerwowo. Pani Halinka za ladą patrzyła na nich martwym, szklanym wzrokiem, a jej dłoń powoli sięgała pod blat, gdzie zamiast przycisku alarmowego znajdował się port do transmisji danych.

– Cicho bądź – syknął ojciec. – Jeśli „Administratorzy” nas usłyszą, wyślą tu jednostkę ZOMO_v2.0. A oni nie używają pałek, tylko usuwają pliki systemowe. Twoja matka, nasz dom, całe twoje życie... wszystko może zostać skasowane jednym kliknięciem.

Decyzja

Nagle radio w kawiarni przestało grać Annę Jantar. Z głośników popłynął szum, który powoli ułożył się w słowa:

„UWAGA. WYKRYTO NIEAUTORYZOWANY DOSTĘP W SEKTORZE BEŁCHATÓW. PROCEDURA KWARANTANNY ROZPOCZĘTA.”

Ściany kawiarni zaczęły tracić teksturę. Tynk odpadał, odsłaniając zielony, binarny kod.

– Musimy uciekać do Warszawy – powiedział Kowalski, wyciągając z kabury pistolet, który teraz wyglądał jak futurystyczny deszyfrator. – Tylko tam, w podziemiach „Domu pod Orłem”, jest jedyne wyjście z tej symulacji. Dziadek już tam na nas czeka. On nie jest emerytem, Wiktor. On jest Programistą Głównym.

Wiktor siedział na tylnym siedzeniu Fiata, a lody „Calypso” powoli rozpuszczały się na jego dłoni. Nie jadł ich. Patrzył na spód koperty swojego Casio, gdzie napis BUILD VERSION pulsował delikatnym, błękitnym światłem, niewidocznym dla nikogo innego.

– Tato? – zapytał cicho. – Dlaczego pan Hryniewicz powiedział, że Bełchatów to system chłodzenia?

Kapitan Kowalski zacisnął dłonie na kierownicy tak mocno, że kłykcie mu pobielały.

– Hryniewicz za dużo czytał Lema, Wiktor. Zapomnij o tym. Skup się na angielskim. Masz jutro klasówkę, prawda?

Ale Wiktor wiedział, że ojciec kłamie. Widział to w jego oczach w lusterku wstecznym. Kapitan nie patrzył na drogę – on patrzył na wskaźnik paliwa, który zamiast poziomu benzyny pokazywał teraz dziwny ciąg znaków: LOADING... 99%.

Błąd w kawiarni „Barbórka”

Zatrzymali się przed lokalną kawiarnią, by ojciec mógł zadzwonić z automatu. Wiktor wysiadł „rozprostować nogi”. Gdy przeszedł obok grupy górników palących papierosy przed wejściem, zauważył coś przerażającego. Jeden z nich, potężny chłop w furażerce, śmiał się z dowcipu kolegi. Śmiał się tak mocno, że jego postać zaczęła się rozmywać.

Przez ułamek sekundy Wiktor zobaczył, że pod mundurem górnika nie ma ciała, lecz gęsta sieć miedzianych przewodów i pulsujących światłowodów. Górnik „zaciął się” – powtarzał ostatnią sylabę śmiechu w nieskończonej pętli:

– Ha... ha... ha... ha...

Nikt inny tego nie widział. Ludzie mijali go obojętnie, jakby zepsuty robot był elementem krajobrazu.

Terminal w lodziarni

Wiktor wbiegł do środka „Barbórki”. Na ladzie stał stary syfon do wody sodowej. Chłopak poczuł magnetyczne przyciąganie. Zbliżył swój zegarek do metalowej obudowy syfonu. Nagle urządzenie wydało dźwięk jak modem z przyszłości.

Na szklanej tafli lady, pod warstwą cukru i rozlanej kawy, wyświetlił się tekst:

ACCESS GRANTED. USER: WIKTOR_K. MISSION: JASNA_64_PATCH.

– Wiktor! Co ty tam robisz?! – głos ojca dobiegł od strony kabiny telefonicznej. Kowalski wyglądał na przerażonego. – Odsuń się od tego!

– Tato, ja już wiem! – krzyknął Wiktor. – Napad na Jasnej w 64 roku... to nie był napad na bank. Wy wtedy próbowaliście ukraść pamięć operacyjną! Wy chcieliście zhakować ten system już wtedy!

Kapitan Kowalski dopadł do syna i zakrył mu usta dłonią. Rozejrzał się nerwowo. Pani Halinka za ladą patrzyła na nich martwym, szklanym wzrokiem, a jej dłoń powoli sięgała pod blat, gdzie zamiast przycisku alarmowego znajdował się port do transmisji danych.

– Cicho bądź – syknął ojciec. – Jeśli „Administratorzy” nas usłyszą, wyślą tu jednostkę ZOMO_v2.0. A oni nie używają pałek, tylko usuwają pliki systemowe. Twoja matka, nasz dom, całe twoje życie... wszystko może zostać skasowane jednym kliknięciem.

Decyzja

Nagle radio w kawiarni przestało grać Annę Jantar. Z głośników popłynął szum, który powoli ułożył się w słowa:

„UWAGA. WYKRYTO NIEAUTORYZOWANY DOSTĘP W SEKTORZE BEŁCHATÓW. PROCEDURA KWARANTANNY ROZPOCZĘTA.”

Ściany kawiarni zaczęły tracić teksturę. Tynk odpadał, odsłaniając zielony, binarny kod.

– Musimy uciekać do Warszawy – powiedział Kowalski, wyciągając z kabury pistolet, który teraz wyglądał jak futurystyczny deszyfrator. – Tylko tam, w podziemiach „Domu pod Orłem”, jest jedyne wyjście z tej symulacji. Dziadek już tam na nas czeka. On nie jest emerytem, Wiktor. On jest Programistą Głównym.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania