Synek
Większość osób słyszy tylko dwa rodzaje opowieści o dzieciach. Część rodziców wiecznie narzeka, a inni chwalą i są dumni z osiągnięć własnych pociech. Jednak zawsze może się zdarzyć coś odmiennego niepasującego do tego wzorca, co zmusza osobę postronną do spojrzenia na relacje z rodzicami z perspektywy dzieci. Wypada skupić się na poznaniu tej historii z chwilą jej powstania, więc najwyższa pora zaczynać.
Początkiem lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, wraz ze zmianami ustrojowymi i gospodarczymi nastąpił pierwszy napływ imigrantów za wschodniej granicy. Całkiem dużą grupę stanowiły osoby, które uciekały z własnego kraju chcąc uniknąć płacenia alimentów na dzieci, czy karnej odpowiedzialności za swoje kryminalne czynny. Najlepszą metodą do pozostania w Polsce, po utracie ważności wizy, było znalezienie sobie w tym przypadku partnerki.
Mężczyzna dobrze ubrany, obcokrajowiec, przystojny, zaradny, posiadający zawsze sporo pieniędzy przy sobie wydawał się wprost idealny dla młodej kobiety. Wszystkie koleżanki zazdrościły jej tego związku i taka postawa potwierdzała słuszność jej wyboru. On w przeciwieństwie do innych facetów, którzy w tym czasie masowo tracili pracę, potrafił mieć gest. Drogimi prezentami obsypywał swoją wybrankę, a że czasami znikał na dłużej, widocznie tak musiało być w prowadzonym przez niego biznesie. Niedługo po zamieszkaniu razem urodził się syn. Niestety radość ze szczęśliwego związku zakłócił pierwszy wyrok sądowy. Mąż poszedł do więzienia, kobieta została w domu i czekając na powrót z więzienia miłości jej życia wychowywała dziecko oraz umilała sobie czas szykowaniem paczek do zabrania na kolejne odwiedziny. Nikt nie miał nikomu nic złego do zarzucenia, ponieważ każdemu noga może się podwinąć. Powrót z więzienia zaowocował nową ciążą i kolejnym synem. Ojciec dzieci znikał z domu, dość często na dłużej i przestał ukrywać źródło swoich dochodów. Gdyby ktoś miał w tamtym czasie jeszcze jakieś wątpliwości, co do legalnej działalności gospodarczej głowy rodziny, to częste wizyty policji w domu, a jego na komisariacie powinny rozwiać wszelkie wątpliwości.
Kolejnym dzieckiem poczętym między wyrokami była córka. Kiedy się urodziła tatuś odzyskał wolność. Widocznie tak zasmakował wolności, lub przestraszył się kolejnego czekającego do odsiadki wysokiego wyroku, że błyskawicznie się ulotnił. Kobieta została sama z trójką dzieci na utrzymaniu i nie była w stanie ustalić aktualnego adresu ojca dzieci, tym bardziej organy ścigania.
Fundusz alimentacyjny, podobnie jak rodzony tatuś, uchylał się z płaceniem na utrzymanie dzieci. Opieka społeczna wzięła przykład z wcześniejszych wymigujących się od świadczeń i mnożyła trudności w zdobyciu funduszy, a na koniec odmówiła. Niskopłatnej roboty, szczególnie dla kobiet, było jak na lekarstwo przy panującym powszechnie wysokim bezrobociu, a godziwe wynagrodzenie za przychodzenie do pracy przysługiwało jedynie swoim. Dlatego trudno jest stwierdzić czy jedyną przyczyną, że chłopcy zostali oddani do domu dziecka był notoryczny brak pieniędzy, czy były i inne przyczyny?
Bracia w domu dziecka bardzo tęsknili za matką i malutką siostrzyczką. Dość szybko przez inne dzieci zostali poinstruowani jak i w jaki sposób można uciec z budynku, gdzie wbrew swojej woli byli przetrzymywani. Nikt nie zajął się poważnie problemem licznych ucieczek dzieci do matki, a były coraz lepiej zaplanowane i przebiegały nawet w skrajnych temperaturach. Chłopcy potrafili oddalić się podczas silnego mrozu, głębokiego śniegu, boso, ubrani jedynie w piżamy. Matka natychmiast powiadamiała dom dziecka jak tylko któryś z braci zjawiał się w domu.
Piękną sielankę samowolnego oddalania przerwało bezprecedensowe wydarzenie. Zapoczątkował je mieszkaniec kraju zachodniego, dalszego niż nasz najbliższy sąsiad, który kolejny raz przyjechał do młodej wychowawczyni domu dziecka. Kobieta zajęła się swoim partnerem i dzieci jej powierzone, pozostawiła pod opieką przyjaciółki, opiekunki innej grupy. Chłopcy wtedy już zdawali sobie sprawę, że matka ich nie chce i postanowili uciec bardzo daleko. Jednak byli za mali i nie znali słynnej zekranizowanej ucieczki braci Zielińskich, którzy swoim bezprecedensowym oddaleniem się z domu, zapoczątkowali jedną z metod walki z komunizmem. W momencie chowania się chłopców do bagażnika sytuacja polityczna Polski była inna. Ponoć wtedy w naszym kraju była już demokracja i polegała w ich przypadku, na dopłacaniu przez państwo do domu dziecka, a przy innych dzieciach do rodzin zastępczych, zamiast wspomagać finansowo biedne rodziny.
Obcokrajowiec przejechał ponad tysiąc kilometrów i dopiero przy wypakowaniu bagaży pod swoim domem ujawnił pasażerów na gapę. Natychmiast przedzwonił do państwowego domu dziecka i powiadomił o odkryciu uciekinierów. Wtedy w kraju już wszystkie służby zostały powiadomione o zniknięciu dzieci i rozpoczęto nieprofesjonalne poszukiwania. Najbardziej skupiono się na zastraszaniu wychowawczyni wysokimi wyrokami za niedopełnienie obowiązków, a sankcje rozpoczęto od zwolnienia dyscyplinarnego.
Chłopcy zostali odwiezieni przez nieświadomego porywacza i swoim kilku godzinnym towarzystwem oraz czynem wpłynęli częściowo na podjęcie przez niego ważnej życiowej decyzji. Kiedy po oddaniu dzieci, zobaczył ponownie ich wychowawczynię ze zniszczonym przez system życiem, musiał ją ochronić. Najlepszym sposobem, jaki przyszedł mu do głowy, było zabranie jej na stałe do swojego domu.
Bracia nie wrócili już do domu dziecka tylko zostali umieszczeni w zakładzie wychowawczym. Jednak po kilku ucieczkach rozdzielono ich i od tego czasu każdy był w innej miejscowości. Dlatego dalsza część historii będzie dotyczyć jednego.
Nowi koledzy szybko zachęcili małolata od łamania prawa w zakresie kilkunastu paragrafów Kodeksu Karnego. Przez brak odpowiednich umiejętności i drygu potrzebnego w złodziejskim fachu, już po osiągnięciu pełnoletniości wylądował w kryminale. Tam młody chłopak, choć nigdy się nie skarżył i nie przyznał się przed nikim, robił za panienkę.
Wyrok dobiegł końca i po przekroczeniu bramy więzienia młodzian wylądował na ulicy. Stał się bezdomnym, który w dzień szukał jakieś możliwości zarobkowej, lub zwyczajnie kradł oraz rozmyślał każdego dnia o miejscu nocnego spoczynku. Pewnego dnia, gdy był przymrozek i prószył śnieg, znalazła go w kartonach niepełnosprawna intelektualnie młoda dziewczyna. Trudno jest opisać emocje jej rodziców, jakich doświadczyli, gdy zobaczyli, co tego dnia przytargała z miasta ich córka. Wcześniej były to kotki, pieski, ranne ptaszki, a tym razem przyprowadziła przemarzniętego młodego chłopaka w jej wieku. Nawet nie próbowali pozbyć się dziwnego gościa, ponieważ on był w świadomości ich dziewczynki jej własnością.
Panienka w przemyślany i zaplanowany przez siebie sposób przystąpiła do zakładania, rodziny skoro ma chłopaka. Owocem tego związku była dziewczynka, którą tatuś bardzo kochał i robił wszystko, żeby miała życie lepsze od niego. Mamusi nie porzucił nawet wtedy, jak nakrył ją na zdradzie ze swoim najlepszym kolegą, tylko od tego czasu jego unikał. Malutka stale była pod dobrą opieką, miała babcię, dziadka, ciocię, mamę i tatusia, lecz inne dzieci miały więcej dziadków i babć. Jej tatuś zapraszał w gości swoją mamę, lecz ona nie chciała odwiedzać wnuczki. Nawet, kiedy kilkakrotnie pojechali do jej domu, stale unikała kontaktu z dzieckiem. Była kochającą matką i babcią tylko dla córki i jej dzieci.
Pociecha nie słyszała opowieści ojca ze łzami w oczach o jego wcześniejszym życiu, a zwłaszcza o wielkiej nieprzemijającej miłości do matki, choć nie zaznał od niej wiele ciepła.
Komentarze (4)
Ktoś musiał po drodze życia tytułowego "Synka" dać mu miłość, że tę niezaznaną umiał ubrać w słowa i jej zapragnąć i za nią tęskinić.
Ktoś musiał po drodze życia tytułowego "Synka" dać mu miłość, że tę niezaznaną umiał ubrać w słowa i jej zapragnąć i za nią tęskinić.
Miłej nocy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania