Szarlotka

Miała na imię Szarlotka i przeważnie zimne stopy. Chodziła boso po lesie, szukając ziół, grzybów, skarbów w postaci śpiących wróżek. Znajdywała je zaraz po opadnięciu mgły, upojone trunkiem z oparów leśnego podszycia, chrapały dźwiękiem lutni.

Zbierała te małe stworzenia na wyściełany mchem koszyk.

Różnokolorowe ubranka mieniły się w blasku wstającego przeciągle wschodu.

Długie smugi olśnienia przeszywały niczym pociski wiklinowe nosidło. Jedna mała z zadartym noskiem ziewnęła. Szarlotka wzdrygnęła się na ten gest.

– Ojojojo! Nie teraz, nie... – pacnęła w główkę śpiocha z korala, który służył jej w newralgicznych momentach – śpi, ciiiiii...

Szła tak z nimi jeszcze zgoła kilometr może więcej. Cichuteńko na paluszkach zimnych jak kamyki. Zatrzymała się przy strumieniu, postawiła koszyk przy krawędzi wody i zaczerpnęła w dłonie wody, żeby się napić.

 

Dziewczyna była nadzwyczaj brzydka, przezwana szarlatanką, po babce równie okropnej urody. Ojciec był łotrem, zabijał magów, raz w odwecie zaczarował go arcymistrz magii odrażającej. Urok był nie do zniesienia, wszystkie zarazy toczące ludzkość oblazły ojcowe ciało zachowując w nim witalność.

 

Matka dzikuska, nosząca blizny po pożarze w dzieciństwie zmieniła się nie do poznania po metamorfozie męża, upodobniła się za pomocą eliksiru z potwora do swojej drugiej połowy.

Wygnani za wioski granice, a były odległe. Musieli sprostać trudom wychowywania potomstwa w zupełnym odosobnieniu. Matka aby utrzymać czwórkę małych gęb, polowała na jelenie. Ze skór wyrabiała buty, torby i inne rzeczy, które odkupował od niej handlarz wszyskoopylnym.

– Widziałeś Szarlotkę? – Matka szukała podopiecznej, zbliżał się mrok, a ona nadal nie wróciła.

Bawiąca się trójka podlotków w zgadywanki wróżek uwięzionych w klatce pokiwała przecząco.

 

Strumień płynął szybko, źródło biło tętnem z wnętrza skorupy Ziemi. Szarlotka nabrała jeszcze raz wody. Poczuła ukłucie w ramię i wpadła do wody. Za nią wirowała chmara porwanych dzwoneczków.

– Za nas wszystkich! – Jad z trujących jagód sparaliżował dziewczynie ciało. Utonęła z szeroko otwartymi ustami.

– Gdzie jest nasza siostra? – Blondyneczka najmłodsza chwyciła wróżkę za skrzydła – odpowiem, jak nas wszystkich wypuścisz, pisnęła.

Drzwiczki klatki otworzyły się na oścież. Chłód ciemności powiał mocniej.

– Zginęła! A teraz wy wszyscy. Rój uniósł się w jedną armatnią kulę.

W lesie dźwięk lutni wypełniał pobudkę dla mieszkańców dziupli i nor.

 

Szarlotka szła boso, bez koszyka tak jak stworzyła ją natura magii. Zaowocowała jagodowo na drobnych gałązkach wyrastających jej z głowy zamiast włosów.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Gloria 3 godz. temu
    Ale baja fajna!
  • Gloria Dzięki. 😊
  • Beloniusz 2 godz. temu
    Bajka niesie morał, że nic nie jest pewne. Niby szarlotka, a jednak jagodzianka.
    Chyba to pisałaś do Niepowtarzalnego, Szarlatanko :)
  • Bello Zgadza się "nic nie jest pewne".
    Mar napisała, że daje taki tytuł. 😅 Ja jej zabrałam go, ale już nie mógł iść na Niepowtarzalny.
  • Domi123 godzinę temu
    Fajny klimat i dobrze napisane!
  • Domi Bardzo mnie to raduje. 😊
    Dawno temu moja ciotka, chciała żebym nigdy nie przestała tworzyć. Twierdziła, że bajek jest mało dla dzieci, tak pomalutku coś tam piszę w tym kierunku. 😀
    Dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania