Szarość

Była ciepła lipcowa noc. Jedna z tych bezsennych. Drzewa szumiały w rytm jego myśli niczym orkiestra przegrywając jego ostatni marsz. Szarość pochłonęła wszystko wokół jakoby nie była kolorem lecz jego absencją. Miał wrażenie jakby został wyciągnięty do starego telewizora A otaczający go świat nie był już tym który znał. Mimo to pośród smutku czuł też spokój , tak jakby wszystko wokół zamarło dla tej właśnie chwili. Wiatr grał smutną melodię tylko dla niego. Zza firan wierzby majestatycznie stawiały opór sile żywiołu co tylko utwierdziło go w swojej słabości.

Siedział przy oknie obserwując ludzi na pobliskim dworcu. Co jakiś czas megafon wdzięcznie zapowiadał kolejne kierunki podróży przerywając koncert myśli jak złamana struna. Zastanawiał się czy świat z perspektywy podróżujących ludzi ma tą samą barwę. Kot leniwie wdrapał się na parapet zupełnie nie zwracając na niego uwagi. Wyglądali teraz podobnie, jak dwa gargulce ze wzrokiem który utknął w jednym punkcie. Każdy w swoim świecie.

Zegar tykał wraz z piskiem kół kolejnych stalowych gigantów. Kolejny maszynista zagwizdał lecz szarość nic sobie z tego nie robiła. Jakby wiedziała że to jeszcze nie czas. Deszcz maszerował po ulicach jednostajnym wojskowym krokiem zapełniając pobliskie studzienki. Podmuchy wiatru tańczyły do wojskowej melodii przemierzając kolejne dzielnice. A oni dalej nie wzruszeni tkwili w swych marmurowych mundurach. I czekali aż rzeźbiarz dokończy swe dzieło otulając ich do snu ostatnim pociągnięciem pędzla.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania